#Ulutz
Gdy mój rocznik uzyskał pełnoletność i całe rzesze znajomych wyruszyło na kursy prawa jazdy, mnie ogarniał strach na samą myśl spotkania ich na drodze. Z tego powodu nie poszłam na kurs i nie zrobiłam prawa jazdy. Znałam moich znajomych na tyle, by obawiać się o bezpieczeństwo swoje i bliskich. Po kilku latach jednak zrobiłam prawo jazdy i tu zaczęła się gehenna. Przepisy ruchu znałam wszystkie niemalże na pamięć. Egzamin praktyczny był dla mnie tak stresujący, że niewiele z tego pamiętam, ale zdałam go. Problem zaczął się w momencie kiedy mogłam wyruszyć na podbój dróg i autostrad... Byłam tak zestresowana, że jeździłam bardzo wolno, przepuszczałam każdego pieszego. Bałam się, że trafię na kierowcę, który może mi zrobić krzywdę na drodze, a moja bogata wyobraźnia potęgowała strach. Bałam się każdych sytuacji na drodze, stresowało mnie myślenie za innych uczestników ruchu. Świadomość, że mogę kogoś nie zauważyć, paraliżowała mnie.
Przestałam jeździć, a innym mówię, że to przez problem ze wzrokiem. Taka historia kierowcy-nierajdowca.
No i prawidłowo. Nie czujesz się z tym dobrze to nie ma co na siłę się męczyć. Szczególnie jak nie jesteś do tego zmuszona okolicznościami np. mieszkaniem na końcu świata bez komunikacji publicznej. Obecnie jest cała masa możliwości transportu
Szkoda, że więcej ludzi nie myśli w ten sposób.