Jako zapalona fanka Tolkiena postanowiłam nauczyć się jednego z wymyślonych przez niego alfabetów. Elficki trudno było mi zapamiętać, więc wybór padł na runy. Po jakimś czasie doszłam do takiej wprawy, że pisałam sobie ściągi za pomocą run.
Nigdy nie podejrzewałabym, że mój anglista także ubóstwia Tolkiena i bez problemu rozszyfruje ściągawkę...
Dodaj anonimowe wyznanie
No nie gadaj. Ja w wieku gdzieś 9-10 lat nauczyłam się tych run, tyle że sama dopisałam sobie, co która znaczy. I jestem w stanie używać tego pisma do dziś, jest nie do rozszyfrowania :D Chociaż niektóre litery są podobne, np. "p" czy "r", ale większość nie przypomina absolutnie niczego. No ale ściąg w ten sposób nigdy nie pisałam, mam wrażenie że byłoby widać, że to ściąga.
Na jego miejscu dałabym Ci 6 z nauki języków.
Tylko że to nie była nauka języka, a nauka pisma ;)
Ja tych run nie ogarniam, poza tym, że mi się zwyczajnie podobają. Sam fakt, że autorka podjęła się takiego zadania i nauczyła się obcych znaków, znając ich znaczenie, jest dowodem, że ma zdolności do nauki języków. Nadawanie brzmienia i znaczenia literom jest częścią nauki języków. Tylko pociągnąć to dalej.
Sama ogarniam język obcy na tyle ile potrzeba. Cos tam nawet więcej powiem. Ale znam takich poliglotow, którzy dziwią się, że nie chcę i nie potrafię się nauczyć jeszcze ze 3-4 języków, bo przecież to takie proste. Oby autorka też miała talent do języków, bo to otwiera wiele drzwi.
ja sobie z kolezankami lisciki tym pismem pisalam na lekcjach i smigalo ;)