#TGL4x

Było piękne letnie popołudnie. Razem z mężczyzną mojego życia jechaliśmy do jego rodziców na "zapoznawczy obiad". Bardzo się stresowałam, oprócz jego rodziców miały być dwie siostry z mężami i dziećmi. Gdy dojechaliśmy na miejsce, ujrzałam ogromny dom z pięknym ogrodem. Im bardziej zbliżaliśmy się do drzwi, tym bardziej serce mi waliło, a w głowie kłębiło się mnóstwo pytań i wątpliwości: czy pasuję do tego bajkowego świata? Ja, szara mysz z biednego domu. Czy mnie zaakceptują? Czy nie popełnię żadnej gafy? O czym mam z nimi rozmawiać? 

Drzwi otworzyła nam mama mojego lubego. Przywitała nas ciepłym uśmiechem, wyściskała mnie i zaprosiła do środka. W salonie wszyscy siedzieli już przy stole. Nogi miałam jak z waty, ale przywitałam się z każdym i mimo moich obaw zostałam miło przyjęta, a każdy z członków rodziny wydawał się być nastawiony do mnie pozytywnie.
Dom w środku był równie piękny co na zewnątrz. Wszędzie dużo świeżych kwiatów, eleganckich mebli, nakrycie stołu, sztućce... czułam się, jakbym była w jakimś pałacu, a nie w domu. Co chwilę czułam też na sobie spojrzenia przeplecione z uśmiechem. Tematy rozmów były "luźne": o pogodzie, o tym, że ktoś złapał gumę w aucie. Ja przyglądałam się temu wszystkiemu i w duchu błagałam: "nie pytajcie, gdzie pracuję, nie pytajcie, gdzie mieszkam, o rodziców nie pytajcie..." - i nie pytali. 


Jedzenie było pyszne. Po pierwszym i drugim daniu przenieśliśmy się na taras. Ta cisza, spokój, widok na ogród, na staw, rechot żab... coś cudownego. Siedziałam mocno trzymając za rękę mojego lubego i nie wierzyłam, że jestem tu gdzie jestem i że widzę to co widzę. Po chwili mama mojego księcia przyniosła ciasto, za nią szła siostra z tacą, na której był szampan i dużo kieliszków i w pewnym momencie taca wypadła jej z rąk, a wokoło rozległ się huk rozbijającego się o podłogę szkła...


Obudziłam się - a właściwie obudził mnie odgłos tłukącej się butelki w kuchni i krzyki pijanego ojca i matki. Spojrzałam na zegarek, była 3:18. Nadal piją - pomyślałam. Mam 17 lat. Jestem przyzwyczajona do alkoholu i krzyków w domu. Staram się być zaradna, dużo pomagają mi dziadkowie, pracuję roznosząc ulotki, więc mam na swoje "drobne potrzeby". Tamtej nocy już nie zasnęłam, było za głośno. Bajka się skończyła, trzeba wracać do szarej rzeczywistości.


Dużo myślałam i doszłam do wniosku, że jeśli kogoś już poznam, to zawsze będę się wstydzić moich rodziców, mojego brudnego mieszkania i mojej biedy...
NieChceLoginu Odpowiedz

Bylebyś nie popełniła typowego błędu dzieciaków z dysfunkcyjnych domów. Poznanie kogoś jak najszybciej byleby uciec z domu i wpadnięcie w ten sam schemat, z dzieckiem i już bez możliwości ucieczki.

A dziadkowie nie pozwolą Ci mieszkać ze sobą? Jakbyś się dalej uczyła to i alimenty od rodziców powinny Ci się należeć.

SamoZycie

Z pustego Salomon nie naleje.

karlitoska Odpowiedz

Straszne jest to co przeżywasz, nic dziwnego, że uciekasz w świat wyobraźni :(

Dragomir

To akurat jej się śniło.

karlitoska

No widzisz, żeby mieć takie sny trzeba mieć dużą wyobraźnię :)

SamoZycie Odpowiedz

I tak kiedyś dostaniecie w zapisie ten dom. Nie lubię literackich wyznań, tracą w moich oczach na autentyczności o 90%. Konkrety!

Dragomir

Ten co jej się śnił? Już dostała :)

Dodaj anonimowe wyznanie