#Snq1s

Od dzieciństwa byłam traktowana jak powietrze, a mój brat wychwalany pod niebiosa. Nie sprawiałam żadnych problemów wychowawczych, dobrze się uczyłam, a w dodatku byłam wolontariuszką i starałam się pomagać wszystkim dookoła. Mimo tego na pierwszym planie stał mój brat. Zawsze nowe ubrania, buty, a wszystko o co poprosił dostawał w błyskawicznym tempie.
Nie uczył się, opuszczał zajęcia odkąd pamiętam. Po pewnym czasie zrównaliśmy się klasami. Wszystkie prace domowe mama przepisywała ode mnie do jego zeszytu, bo nawet tego nie chciało mu się robić. Skończył gimnazjum z przymusu (w szkole z internatem 100 km od miejsca zamieszkania). Wizyty policji, wieczne rewizje były na porządku dziennym. Wpadł w nieprzyjemne towarzystwo, bójki występowały na zmianę z kradzieżami. Do tego po pewnym czasie doszły narkotyki.
Nie mogłam się uczyć przez całonocną głośną muzykę. Nikogo nie interesowało, że idę rano do szkoły, że muszę odrobić lekcje. Ciągnęło się to latami, a ja cały czas miałam w głowie jedną myśl: skończ dobre liceum, idź na studia i wreszcie się wyprowadź.

Problemy z bratem się nasilały, a mama wolała szukać szczęścia w objęciach różnych facetów (rodzice są po rozwodzie, a z tatą nie mam kontaktu). W poniedziałek był jeden, wtorek drugi i tak dalej. W pewnym momencie miała ich naraz chyba z pięciu. Wracając do domu o innej godzinie niż ustalona mogłam spodziewać się wszystkiego. Czasami stałam za rogiem i czekałam, aż samochód z mojego podwórka odjedzie, żebym nie musiała tego wszystkiego oglądać.

Pewnego dnia podczas kolacji podszedł do mnie z nożem mój brat, krzyczał na cały głos, że wszystkich pozabija. Od tego momentu zaczęłam się go bać. Nie wiedziałam do czego może się posunąć. Codziennie przed snem zastanawiałam się czy jeszcze się obudzę. Czy będzie dane przeżyć mi kolejny dzień...
Zdarzało się również, że chodził po ulicy z siekierą i szukał zaczepki. Ciągle tylko sądy i rozprawy, aż pewnego dnia trafił do więzienia. Miałam wtedy 15 lat. Byłam zmuszana do odwiedzania i pomagania mu, bo przecież rodzeństwo powinno się wspierać.

Teraz jestem już studentką. Zabrałam ze sobą wszystkie oszczędności (stypendia naukowe, zarobki z pracy wakacyjnej itp.). Chcę się odciąć od rodziny i nie być już od nikogo zależnym. Nie wiem, czy będę dawała o sobie znać...
Cma Odpowiedz

Nie dawaj. Zniknij i nie wracaj.

milA00 Odpowiedz

Jednym słowem patologia. Dobrze ,że chociaż Ty wyroslalas na normalnego człowieka, mając takie wzorce, aż trudno w to uwierzyć.

Siekma

Bujda na resorach

pozbawiony Odpowiedz

Możesz dawać znać o sobie że wszystko w porządku, ale nie mów pod żadnym pozorem gdzie mieszkasz i nie podawaj swojego adresu, a jeżeli mieszkasz na stancji, to w razie wpadki zmieniaj szybko.

Pers Odpowiedz

Pamiętaj o wyrzeczeniu się rodziny, bo jeszcze za dobrą naukę i dobre serce przyjdzie Ci płacić alimenty na niezdolną do pracy rodzinę

Jakskuteczniejablko Odpowiedz

Nie wiem co mają w głowie twoi rodzice ale widać że jesteś silna i zaradna i że sobie świetnie radzisz, ich traktowanie wyszło ci na szczęście tylko na dobre, zahartowało cię, może oprócz traumy jeżeli jakąś masz.

honey100 Odpowiedz

Radziłabym zmianę nazwiska ...

vansen Odpowiedz

Nam czasem daj znać, co u Ciebie. Trzymam kciuki za lepsze życie.

PoraNaPiwo Odpowiedz

A może spróbuj odnowić kontakt z ojcem. Może on też nie chciał mieć kontaktu z matką i bratem, ale skoro Ty jesteś normalna, to a nóż się uda. O ile oczywiście warto z nim ten kontakt odnawiać

Inetta

Nuż*. No i nie wiem czy jest sens kontaktować się z ojcem, który przez te lata miał gdzieś córkę

Msciwoj82

Spróbować warto. Nie wiesz jak przebiegał rozwód, może matka blokowała kontakty a ojciec w pewnym momencie miał dość.

Miczupaczu Odpowiedz

Wiadomo, że rodzina fo jest jednak rodzina i trudno tak się odciąć. Ale całkowicie obiektywnie oceniając sytuację, powiem: uciekaj.

Kornelia001 Odpowiedz

Mama skupiła się na synu, który stwarzał problemy wychowawcze. Ty, jako mądra dziewczyna, dobra uczennica poszłaś w odstawkę. Mama pewnie doszła do wniosku, że poradzisz sobie w życiu. Odetnij się od rodziny. Będziesz miała święty spokój. Odżyjesz. Życzę Ci powodzenia ;)

Czaroit

Błąd. Syn stwarzał problemy wychowawcze, PONIEWAŻ mama skupiła się na synu.
Ponieważ na wszystko mu pozwalała, rozpuszczała poza wszelkie granice przyzwoitości, nie uczyła odpowiedzialności i ponoszenia konsekwencji.
Matka sama wychowała sobie takie dziecko, to od początku do końca jej "zasługa".

Ludzie, tu są setki takich historii, ZAWSZE ten sam schemat, i ciągle tego nie widzicie?
Nie ważne czy to synuś-beniaminek mamusi, czy może chore dziecko, któremu trzeba nieba przychylić. Jeśli dzieciakowi pozwala się na wszystko, wyrośnie z niego "patologia". Dzieciak, który nie ma postawionych granic, rozsmakowuje się we władzy. A władza deprawuje. Kropka.

Zobacz więcej komentarzy (1)
Dodaj anonimowe wyznanie