#RvfYV

Przeraża mnie to, co dzieje się między relacjami damsko-męskimi. Zauważyliście, jak bardzo siebie nawzajem nienawidzimy? Faceci zwalają winę na kobiety, kobiety na facetów i jest coraz gorzej. Internet jest najgorszym miejscem do rozwoju tego typu myślenia. Faceci nasłuchają się jakichś bananów z kółeczek redpillowych, którzy za wszystko obwiniają kobiety, nie szanują ich, twierdzą, że one są złem wcielonym, że jak miały więcej niż jednego partnera, to są dziwkami, że się puszczają, zakładają onlyfans i to absolutnie wszystkie. Każda choć trochę za siebie myśląca kobieta jest niewarta uwagi. Z drugiej strony mamy feminazistki i kobiety piorące mózgi młodym dziewczynom, że facet to tylko zabawka, że tylko dla przyjemności i pieniędzy, że faceci są źli, gorsi, głupsi itp. Przez takie brednie młode dziewczyny stają się bezczułymi materialistkami. I niestety to działa, sama to zauważyłam, pracując jakiś czas temu z młodszymi ode mnie dziewczynami. Jedna z nich nawet powiedziała, że faceci nie powinni istnieć. Poruszyłam z nią ten temat i spytałam, dlaczego aż tak ostro o tym myśli. Szczerze, to średnio potrafiła znaleźć wytłumaczenie, mówiąc tylko coś tam, że faceci są źli i w ogóle. Powiedziałam, żeby o tym aż tak nie myślała, bo istnieją też dobrzy faceci. Jako że była bardzo młoda, nie do końca obwiniłam ją za ten sposób myślenia, tylko ten popieprzony system, w jakim teraz żyjemy i to, jak pierze się mózgi młodym osobom dopiero co wchodzącym w dorosłe życie.
Ludzie, co się z nami dzieje? Dlaczego nie umiemy ze sobą współpracować? Wcale się nie dziwię, że panuje teraz plaga samotności, jak świat robi się coraz bardziej zepsuty. Oddalamy się od siebie, widząc w sobie nawzajem wroga. Nie wiem czemu, ale kiedyś nie było aż takiego problemu z tym, świat i relacje z ludźmi były normalniejsze, zdrowsze, mniej wygórowane. Obwiniam też za to te pieprzone media społecznościowe. TikToki i Instagramy. Ludzie napatrzą się na bogatszych od siebie ludzi z karierami, kasą, wyjazdami po świecie i później wymagają od życia nie wiadomo czego. Rzygam tym wszystkim. Najbezpieczniej czuję się we własnym towarzystwie, bo coraz mniej ufam ludziom, a widząc wypowiedzi mężczyzn na temat kobiet, tracę wiarę w poznanie kogoś normalnego, który będzie chciał dzielić ze mną życie. I to nieważne, czy gigachad czy normalny gość, wszyscy macie wyprane mózgi i doszukujecie się w kobiecie jakichś spisków. Sorry, ale musiałam się wyżalić.
anonimowe6692 Odpowiedz

Ostatnio widziałam bardzo trafny moim zdaniem komentarz, dotyczący obecnej sytuacji. Widziałam go na IG (gdzie pewnie zawędrował z TikToka) zresztą. Ekspertka (chyba psycholog) tłumaczyła, że problem z wiązaniem się w pary dzisiaj wynika z tego, że kobiety chcą mężczyzn, których jeszcze nie ma, a mężczyźni chcą kobiet, których już nie ma. I osobiście myślę, że jest w tym dużo prawdy. Znam mężczyzn, którzy są sami, bo chcieliby tradycyjną żonę, ale nie są w stanie w pojedynkę utrzymać rodziny, więc szukają żony prawie tradycyjnej, czyli jednak pracującej. A żona pracująca nie ma zamiaru wykonywać wszystkich obowiązków domowych i zajmować się dzieckiem, skoro i tak musi pracować. Większość kobiet zresztą chce pracować, chcą się rozwijać i nie zamykać w domu z dzieckiem, ale do tego potrzebują partnera, który na równi przejmie część obowiązków domowych. Ale widzę jeszcze jedna tendencję, która utrudnia ludziom wchodzenie w związki. Dużo się mówi o stawianiu granic, dbaniu o własny komfort, itd. I to jest wszystko fajne i potrzebne, tylko zapomina się, że prawdziwą bliskość i dobrze funkcjonujący związek buduje się wychodząc z tzw strefy komfortu, wypracowując kompromisy. Żeby związek funkcjonował naprawdę dobrze, trzeba dobro związku czasem postawić nad własnym dobrem. Tego nie uczą na terapiach indywidualnych i na tym ludzie się wywalają, wychodząc z założenia, że związek ma być od początku perfekcyjny, bo jak nie, to dopasowanie, zmieniamy.

rocanon Odpowiedz

A potem dziwne, że rodzi się coraz mniej dzieci.

Meanness Odpowiedz

Pani Wyzwolona, gdybym miała sobie kupić czekoladę za każdym razem jak jakiś pan mnie wyśmiewa, albo wylatuje z tekstem "co tam w szkole, odprowadzić cię do domu?" to bym już dawno miała figurę amerykańską. Tak samo, jeśli kupiłabym chipsy za każdym razem jak ciotki mi gadały, że mam ukrywać wszystkie znaki swojego istnienia i jestem do niczego, bo nie dało się mnie sprzedać. I co? Mam obrażać wszystkich po równo? Czy może lepiej się skupić na chwaleniu miłych ludzi?

A w temacie chwalenia miłych ludzi:
Pani Frog, jest Pani nieskończenie wspaniała^^

Frog

@Meanness
"Mam obrażać wszystkich po równo?"
Istnieją ludzie, którzy karmią się wszelkimi negatywnościami tego świata, propagując wredotę i mnożąc krzywe miny. Na szczęście omijają mój uśmiech szerokim łukiem (choć nie wykluczam tego, że spluwają za mną z impetem).

"Czy może lepiej się skupić na chwaleniu miłych ludzi?"
Myślę, że jeżeli tylko wystarczy nam mocy, warto także siać dobro i uśmiech - tych wartości nigdy za wiele.

Zajmuję się drobnym rzemiosłem. Gdy wysyłam zamówienie, zawsze dodaję malutki prezent. Uśmiechy i ciepłe słowa, jakie dostaję w zamian, są dla mnie cenniejsze niż materiał i wkład pracy, którego owe prezenty wymagają.

Ty, Meanness, też mnożysz uśmiechy 🌹

Meanness

Pani Frog, bardzo dobrze Pani idzie uszczęśliwianie ludzi^^

W sumie można zauważyć, że ludzie głównie mówią złe rzeczy. Coś typu, że na stronie JoeMonster czasem są zdjęcia kotów, czasem psów. I pod kotami pełno komentarzy, że spadać z tym, dawać psy. No to dadzą psy. Czy jest jakiś komentarz "o, jakie fajne psy"? Nic. Zero. Więc dają głównie koty, bo tam jest najwięcej komentarzy. Tak samo jak ktoś jest lekko lepiej odżywiony to wszyscy krzyczą, że jest gruby i ma schudnąć. Ale czy jak ktoś jest tak oszczędnie zbudowany to mu powiedzą, że jest piękny? A w życiu, będzie wrzask, że wygląda jak szkielet. Albo też ktoś ma małe poduszeczki na klatce piersiowej to wrzask, że deska. No to pewnie te duże by były witane radością? A w życiu. Jest wrzask, że pewnie ktoś o takiej budowie chętnie obdarowuje ludzi miłością, zwłaszcza jak zapłacą. I też gdy ludzie mówią, że są szczerzy, czy inne takie "ja tylko prawdę mówię" to nigdy nie jest nic dobrego. Nikt nie podejdzie do Miss Polonia z tekstem "jaka pani piękna", nawet jeśli ktoś zagłosował i ją wybrał na Miss. Będzie za to milion komentarzy pod jej zdjęciami i to albo "na pewno miała operacje plastyczne, bo normalnie się tak nie da wyglądać" albo "ale paskuda". I też cokolwiek ludzie nie zrobią to nikt nie powie "o, ta rzecz ci dobrze wyszła, tylko tą drugą zepsułeś". Zawsze będzie tylko o tej drugiej rzeczy, oczywiście dla dobra tej osoby, żeby poprawiła błędy. Ale jeśli nie wie, że ta pierwsza część jest dobrze, to może ją jakoś zmienić, przez co wyjdzie gorzej. Ale nikt nie powie "ta pierwsza część jest dobrze" właśnie dla czyjegoś dobra, żeby nie edytował niepotrzebnie.

I w sumie całe Pani istnienie jest prezentem dla świata^^

Frog Odpowiedz

@Meanness
"Przez Panią muszę tacie kupić nową półkę na samochodziki..."
Meanness, Gwiazdo Unikatowa 🤩
Piękne to jest.
Shine on You Diamond 😁

Wybacz, że odpisuję tutaj, ale znowu jest problem z odpowiedziami do komentarzy (w ogóle nie ma przycisku "wyślij").

chybajednaknie Odpowiedz

Jeśli to powyżej jest na poważnie, to faktycznie lepiej abyś siedziała w domu i unikała kontaktów z innymi ludźmi.

Fremanik Odpowiedz

A co jak slucham redpillowych lasek ktora widzi problemy kobiet i je wytyka? Nazwa kanalu na yt "optymalna-zmiana" gdzie mowi o zachowaniu kobiet 😅

SokoliWzrok Odpowiedz

Sporo w tym prawdy.

Apatia Odpowiedz

Ewolucja nie nadąża za cywilizacją i rozwojem technologii - ot, cała zagadka.

Kokospol Odpowiedz

Sporo masz racji. Wywód jednak ma sporą dziurę logiczną.
To nie faceci czy ten demonizowany redpill nienawidzi kobiet. Są incele, nie twierdzę, że nie, jest ich jednak dużo mniej niż się to ludziom wydaje.

Obecny rozkład relacji damsko-męskich to efekt inżynierii społecznej. Grupa bogoli sobie wymyśliła, że jest za dużo ludzi. Stąd darmowa pornografia, pompowanie ego kobiet, państwo opiekuńcze, atak na instytucję rodziny, fala rozwodów, podstępy social mediów, szeroki dostęp do aborcji i antykoncepcji i inne podobne.

Diddl

Podaj przykłady tego ,,ataku na instytucję rodziny". Wiem że homofoby uważają że jak para homoseksualistów weźmie ślub (czy zrobi w Polsce transkrypcję aktu małżeństwa zawartego za granicą, idąc ostatnimi wydarzeniami), to zagrażają rodzinom hetero, ale żaden nie wyjaśnił w jaki sposób. Jaka fala rozwodów? Oczywiście rozwodów jest teraz więcej, ale nie dlatego że ,,bogole" sobie tak zażyczyli, tylko że to już nie czasy, kiedy rozwód to był wstyd (zwłaszcza dla kobiety, która wracała do domu z dziećmi), kiedy kobieta musiała mieć męża i jak nie pił i nie bił to już powinna się cieszyć i tak małżeństwa żyły ze sobą z przyzwyczajenia, bo ,,co ludzie powiedzą" albo ,,dla dobra dzieci". Dzisiaj już coraz więcej ludzi ma świadomość, że tkwienie w nieszczęśliwym małżeństwie wcale nie jest dobre dla dzieci. Aborcja też była zawsze i co więcej, kiedyś w Polsce była aborcja na życzenie, a teraz legalna jest tylko aborcja w przypadku zagrożenia życia matki (przy czym znamy przypadki kobiet, które zmarły, bo lekarze im odmówili aborcji, mimo zagrożenia życia, bo się boją organizacji ,,pro life" grożących podaniem ich do prokuratury, jeśli zrobią taką aborcję, gdzie prokurator powinien ich wyśmiać, bo lekarze prawa by nie złamali) i gwałtu, bo trybunał konstytucyjny zdelegalizował aborcję w przypadku wad płodu. Antykoncepcja też była zawsze, tyle że ludzie albo o niej nie wiedzieli, bo temat tabu albo nie używali, bo kościół zabraniał. Nadal zabrania (z wyjątkiem naturalnych metod, tabletki jedynie ze względów zdrowotnych), ale dzisiaj ludzie są mądrzejsi i nie słuchają facetów w sukienkach, którzy sami nie mają (a przynajmniej nie powinni) dzieci. Co do porno się zgadzam, a jeśli chodzi o ,,pompowanie ego kobiet" to zależy co masz na myśli.

Kokospol

@diddl
Atak na instytucję rodziny: zwiększenie indywidualizmu jednostek , powszechny pogląd, że jednostka ma podejmować nieskrępowane decyzje. Dawniej społeczeństwo chroniło rodzinę, dziś, indywidualnie decyzje męża lub żony, często też te nierozsądne i krótkowzroczne. Dawniej ludzie naprawiali rodzinę, dziś ją łatają randomowymi partnerami. Homofoby czy homoseksualiści nic do tego.

Rozwód rozwala psychikę dziecka, dawniej właśnie chroniono to najdelikatniejsze ogniwo, dziś już nie. Stąd epidemia samobójstw i nerwic dzieci. Trudności w nawiązywaniu relacji itp itd.

Tkwienie w toksycznej relacji to lipa, każdy z iq ponad 60 to wie. Branie drugiej typiary, po tym jak jedna już urodziła piątkę dzieci - moim zdaniem również. Clint Eastwood nie ma kłopotów z byciem samemu, w odosobnieniu , to też jest opcja, szczególnie po tym , jak się już ma piątkę dzieci.

Faceci w sukienkach powinni mieć dzieci, tradycja im to poniekąd nakazuje. Gdzieś tam się wkradł chochlik po drodze i się porobiła słuszna inba na ten temat. Chciwość ich pożarła, stąd fala patologii w tym środowisku. Święty Paweł, ich niby prekursor, złapałby się za głowę, gdyby zobaczył co tam się dzieje.

Pompowanie ego kobiet: mało która dziś myśli, że facet 6/10 to szczyt jej marzeń. Jeszcze 30 lat temu przez niemal całą historię ludzkości , co druga tak myślała (i miala zazwyczaj rację). To sprawia, że ludzie łączą się w pary jakieś 5% tego co dawniej. Jeszcze pamiętam te czasy, to była kompletnie inna dynamika, zdrowa, ludzka. Dziś to jakiś obłęd.

Diddl

,,Atak na instytucję rodziny: zwiększenie indywidualizmu jednostek , powszechny pogląd, że jednostka ma podejmować nieskrępowane decyzje. Dawniej społeczeństwo chroniło rodzinę, dziś, indywidualnie decyzje męża lub żony, często też te nierozsądne i krótkowzroczne. Dawniej ludzie naprawiali rodzinę, dziś ją łatają randomowymi partnerami." Nie, dawniej kobieta nie mogła podejmować własnych decyzji, nawet żeby pracować musiała mieć zgodę męża. Jeśli ktoś przesadza z indywidualizmem w związku to oczywiście jest źle, bo związek czasem potrzebuje kompromisów, ale nie demonizujmy tego, że ktoś w związku chce zrobić coś tylko na dla siebie. Dawniej rozwód, jak już napisałam, to był wstyd i kobieta musiała mieć męża, choćby bił i pił, a jak nie bił i nie pił, to już powinna się cieszyć i nie mieć absolutnie żadnych większych wymagań. ,,Rozwód rozwala psychikę dziecka, dawniej właśnie chroniono to najdelikatniejsze ogniwo, dziś już nie. Stąd epidemia samobójstw i nerwic dzieci. Trudności w nawiązywaniu relacji itp itd." powiedz to autorom wyznań tutaj, którzy napisali, że marzą o rozwodzie rodziców. Psychikę dziecka rozwalają kłótnie rodziców, przemoc w rodzinie, a nie rozwód rodziców, którzy podjęli taką decyzję, widząc że się nie dogadują, że są ze sobą nieszczęśliwy i że nie da rady tego naprawić. Sam rozwód może źle wpłynąć na psychikę, ale tylko jeśli rodzice zamiast normalnie się rozejść, używają dziecka jako karty przetargowej. Jeśli rozwód przebiegł w zgodzie i oboje rodziców nadal uczestniczy w życiu dziecka (a nawet mają opiekę naprzemienną, ale tu trzeba pamiętać, że to nie dla każdego dziecka i czy zostanie ustanowiona zależy od odległości w której mieszkają od siebie rodzice), to psychika dziecka nie powinna ucierpieć. Samobójstwa i nerwice u dzieci były zawsze, ale kiedyś się tak o tym nie mówiło, bo nie było internetu, zaburzenia psychiczne były tematem tabu, były

Diddl

stygmatyzowane i wiadomo jak kiedyś traktowano samobójców, jak kościół ich traktował. Teraz kościół ma świadomość, co to np. depresja i nie potępia jednoznacznie samobójców. Zwalanie ,,epidemii samobójstw" wśród dzieci na rozwód rodziców (tak, na pewno wszystkie dzieci/nastolatkowie, którzy popełnili samobójstwo mieli rodziców po rozwodzie, na pewno), to ignorowanie faktycznego problemu, który popycha dzieci do takich kroków - przemoc ze strony rówieśników, brak akceptacji (czasami także samoakceptacji niestety) odmiennej orientacji czy tożsamości płciowej. Zauważ też ile ludzi, którzy żyli w tamtych czasach mieli problem alkoholowy. No ciekawe dlaczego? Dlatego że sobie nie radzili, a pójście do psychologa/psychiatry to był wstyd, już nie wspominając jak wyglądało kiedyś podejście do leczenia zaburzeń psychicznych. Pamiętajmy że dziecko uczy się poprzez obserwację rodziców. Jeśli rodzice będą tkwili w nieszczęśliwym małżeństwie, żyli ze sobą, ale tak naprawdę obok siebie, kłócili się przez to wszystko, to dziecko uczy się, że tak powinno wyglądać małżeństwo i samo w takie małżeństwo wpadnie. Jeszcze gorzej jak w tym małżeństwie jedna strona stosuje przemoc wobec drugiej. Przykładowo - ojciec bije matkę, matka jest od niego całkowicie uzależniona finansowo, usługuje mu, wszystkie obowiązki na jej głowie, a on łaskawie przynosi do domu pieniądze, o ile ich nie przepije. I takie małżeństwo ma dwójkę dzieci, powiedzmy Olę i Tomka. Ojciec ,,wychowuje ich twardą ręką", matka na to pozwala, obowiązki domowe ma tylko Ola, bo to dziewczynka, a Tomek jest uczony, że matka i siostra są od usługiwania jemu i ojcu. Jak to będzie rzutować na ich przyszłość? Jeśli będą mieli szczęście, to zrozumieją że to jak żyli ich rodzice, jak ojciec traktował matkę, jak matka pozwalała się traktować i jak oni byli wychowywani było złe i nie powielą wzorców (aczkolwiek żeby tego nie zrobić prawdopodobnie nie obyłoby się bez terapii), ale jest ryzyko, że powielą wzorce. I Ola skończy jako żona

Diddl

-służąa przemocowego męża (, który na początku mógł sprawiać wrażenie normalnego, mogła myśleć że złapała pana boga za nogi), ale ona się nie rozwiedzie, bo od rodziców nauczyła się, że to jest normalne, że ojciec lejący dzieci, żeby je ,,wychować" to normalne i tak patologia trwa z pokolenie na pokolenia nawet, dopóki ktoś w końcu nie powie stop i nie pójdzie na terapię, żeby tego nie kontynuować. Zaś Tomek o ile nie zwiąże się z kobietą wychowaną w rodzinie, gdzie rodzice byli dla siebie partnerami, nie było przemocy, a nawet jeśli była, to doszło z tego powodu do rozwodu, żeby dziecko/i nie wychowywało/y się w domu pełnym przemocy i samo/e nie były/o jego ofiarą/ami i ,,wychowa" (tyle że żona nie powinna musieć wychowywać męża) go sobie, żeby on wykonywał obowiązki domowe to spoko, ale jeśli trafi na kobietę, która tak samo jak jego siostra była wychowywana tak, że żona ma służyć mężowi, to to jest ryzyko, że stanie się wobec niej taki sam jak jego ojciec wobec jego matki, bo został nauczony, że tak powinno być.
,,Tkwienie w toksycznej relacji to lipa, każdy z iq ponad 60 to wie. Branie drugiej typiary, po tym jak jedna już urodziła piątkę dzieci - moim zdaniem również. Clint Eastwood nie ma kłopotów z byciem samemu, w odosobnieniu , to też jest opcja, szczególnie po tym , jak się już ma piątkę dzieci." Clint Eastwood ma 96 lat, za 10 dni kończy 97. Uważasz że jeszcze młoda osoba po rozwodzie, mająca dzieci z pierwszego małżeństwa, ma być samotna do końca życia? To że rodzic ułoży sobie życie po rozwodzie nie musi wpływać na dzieci. Wystarczy że rodzic, z którym dziecko nie mieszka na co dzień, dbał o kontakty z dzieckiem, o relację z nim, a w razie pojawienia się dzieci w drugim związku, traktował je równo i żeby macocha/ojczym miała dobre relacje z nimi, nie traktował/a ich gorzej, bo to nie jej/jego dzieci. I Eeastwood miał dwie żony. Z pierwszą ma syna i córkę i żyli w otwartym małżeństwie do 1984. W trakcie trwania tego małżeństwa miał kochankę, z którą

Diddl

ma córkę, kolejną kochankę już częściowo po pierwszym rozwodzie, ale z nią nie ma dzieci. Z kolejnego romansu już ma córkę. Potem ożenił się ponownie i druga żona urodziła mu kolejną córkę. Dodajmy że ona jest od niego 35 lat młodsza. Oczywiście też się z nią rozwiódł. Po rozwodzie związał się ponownie i nie wiemy czy nie byłby z tą kobietą nadal, gdyby ona nie zmarła dwa lata temu w wieku 61 lat. Facet mający 96, prawie 97 lat jest sam od dwóch lat, no rzeczywiście zaskakująco i młodzi po rozwodzie/rozstaniu powinni brać przykład. Co do brania typiary, która urodziła piątkę dzieci to zależy. Nie każda samotna matka po rozwodzie szuka jelenia, który będzie utrzymywać ją i dzieci, bo bad boy okazał się złym wyborem. Są takie, które po prostu źle trafiły i jak w końcu zdołały się uwolnić, to chcą sobie ułożyć życie od nowa, czy jak mąż zostawił dla młodszej. Albo najzwyczajniej w świecie jej mąż zmarł. Ma być wdową do końca życia przez to, że ma dzieci, mimo że jest jeszcze młoda? Swoją drogą zapytałam google czy Clint Eastwood ma partnerkę i wyskoczył mi artykuł Onetu sprzed prawie dwóch lat, że został zauważony z nową towarzyszką, niedługo po pogrzebie partnerki. Tak więc chociaż oficjalnie nie ma obecnie partnerki, to niekoniecznie wybrał samotność.
,,Faceci w sukienkach powinni mieć dzieci, tradycja im to poniekąd nakazuje. Gdzieś tam się wkradł chochlik po drodze i się porobiła słuszna inba na ten temat. Chciwość ich pożarła, stąd fala patologii w tym środowisku. Święty Paweł, ich niby prekursor, złapałby się za głowę, gdyby zobaczył co tam się dzieje." Z tym się zgadzam całkowicie. Powinni mieć żony i dzieci. Paweł pisał, że biskup winien być mężem jednej żony. Wiedział że celibat nie jest dla każdego, choć sam w nim żył. Tylko że on myślał, że Jezus przyjdzie ponownie wkrótce i nie opłaca się żenić i robić dzieci. Coś jak świadkowie jehowy wierzący, że Armagedon jest tuż za rogiem.
,,Pompowanie ego kobiet: mało która dziś myśli, że facet 6/10 to szczyt jej

Diddl

, tak więc nie ma co gloryfikować to jak i ilu ludzi dawniej łączyło się w pary, że było mniej rozwodów. Dzisiaj oczywiście tęż są homoseksualiści, którzy tak robią (choćby tylko po to, żeby mieć przykrywkę przed nietolerancyjną rodziną), ale jednak coraz więcej z nich żyje otwarcie w związkach homoseksualnych, więc to raczej nie jest tak częste jak kiedyś.

Meanness

Przepraszam za kłopot. Mogę podziękować Pani/Panu Diddl za komentarze? Wydaje mi się, że wie Pan(i) bardzo dużo smutnych rzeczy o świecie. I z jednej strony podziwiam to, że ma Pan(i) rację, ale z drugiej nieco się martwię. Dziękuję, że Pan(i) żyje.

Kokospol

@diddl. Widzę, że temat jest Ci bardzo bliski. Nie spodziewałem się aż tak rozbudowanej i wystudiowanej odpowiedzi. Wstawka z Clintem Eastwoodem rozłożyła mnie na łopatki :). Moje uwagi były pisane z perspektywy architekta społecznego, który widzi, że ulegamy depopulacji i stara się wytłumaczyć ten proces. Są one czasem brutalne, a czasem niedokładne w formie skrótu myślowego. Myślę, że gdybyś przyjrzała się pełnej rozprawie, np. hipotetycznej pracy dyplomowej - wiele Twojej krytyki nie miałaby miejsca - bo chyba rozumiesz, że cierpienie drugiej osoby absolutnie nie sprawia mi radości.
Twoje uwagi za to, koncentrują się na cierpieniu konkretnych jednostek. Po wdrożeniu Twoich uwag, omawiana "praca dyplomowa" zyskałaby serce i stałaby się kompletna.
Mówimy jednak na różnych płaszczyznach. Twoja praca dyplomowa to "jak zmienić zasady gry, aby było normalnie, bez brutalnych zasad". Moja to "co się zjebało i jak najprościej zatrzymać depopulację"

Diddl

Meanness, pani :) Nie trzeba mi dziękować.

Zobacz więcej odpowiedzi (6)
wyzwolonaa Odpowiedz

@Meanness A może kup mu samochodzik za każdą sytuację, kiedy jakiś facet mnie skrzywdził (zdradził, uderzył, okłamał, hejtował w sieci, obrażał, molestował, nawet zgwałcił). Musiałabyś od razu kupić większy dom. Ja nie piszę obraźliwych rzeczy, po prostu opisuję fakty

Dragomir

To po hvj pajacujesz udając dziwkę szczylochu? Nikt nie będzie płakał bo ktoś ci napisał że jesteś debilem, bo rzeczywiście nim jesteś.

wyzwolonaa

Próbuję ostrzegać kobiety przed takimi jak ty

Zobacz więcej komentarzy (1)
Dodaj anonimowe wyznanie