Zdarza mi się pracować na nockach. Moje miejsce pracy znajduje się w dość odludnej części Warszawy, więc żeby zdążyć na autobus, muszę poinformować szefa o tym, że chciałabym wyjść kilka minut przed końcem zmiany. Mój narzeczony nalegał, że odbierze mnie z pracy samochodem, ponieważ niepokoił się o moje bezpieczeństwo. Czekałam na niego przez ponad pół godziny, przez cały czas próbując się dodzwonić, aż w końcu nieznajomy pan podszedł do mnie i zaproponował, że dostarczy mnie do domu. Widząc moją niepewną minę, wyjaśnił, że pracuje niedaleko i zna mnie z widzenia. Na wszelki wypadek wręczył mi gaz pieprzowy i nawet dokładnie poinstruował jak go użyć, żebym mogła poczuć się pewniej w jego towarzystwie.
Bezpiecznie dotarłam do mieszkania, w którym mój luby smacznie spał. Dopiero na miejscu zorientowałam się, że mała puszeczka z gazem była pusta.
Dodaj anonimowe wyznanie
Dobry wstęp do kryminału.
1. żebym mogła poczuć się pewniej w jego towarzystwie. - no sama zauważasz, że miałaś się tylko poczuć bezpieczniej a nie stanowić dla podwożącego zagrożenie. Pojemnik spełnił rolę bo faktycznie się czułaś bezpieczniej.
Przy okazji niezły wabik warto zapamiętać ten przypadek
2. mój luby smacznie spał. Dopiero na miejscu zorientowałam się, że mała puszeczka z gazem była pusta.- chciałaś na nim wypróbować? nieładnie :D
To z tym niepokojeniem się o Twoje niebezpieczeństwo to Cię okłamał
I tłumaczenie, że przypadkiem przedłużyła mu się drzemka jest bzdurą, bo zmartwienie nie pozwala mocno spać.
E tam, zależy od człowieka. Gdy jestem bardzo zmęczona, to nawet największe zmartwienie nie przeszkadza mi w zaśnięciu i zaspaniu
Ciąg dalszy tej powieści kryminalnej poproszę.
I teraz ten facet, który Cię podwiózł, wie gdzie mieszkasz... Pracuje niedaleko, zna Cię z widzenia. Może akurat ma dobre intencje, ale dla mnie to podejrzane. Postąpiłaś lekkomyślnie. Trudno, narzeczony zaspał to trzeba było odżałować na taksówkę.
Nawet, jakby nieznajomy wręczył mi siekierę albo pistolet, wciąż nie wsiadłabym z nim do auta. W ogóle dziwna sytuacja, nad ranem podchodzi obcy typ i twierdząc, ze Cię kojarzy i chce podwieźć do domu. No w życiu bym nie wsiadła.
Nie ma co, narzeczony jest bardzo słownym człowiekiem...
Ja bym nie wsiadla.Juz bym wolala za takse zaplacic.
To z tym niepokojeniem się o Twoje niebezpieczeństwo to Cię okłamał.
Nawet jeśli dał ci gaz to dla mnie dalej było głupotą wsiadać do auta z obcym na dodatek nocą