#R1ke0
Pawła poznałam na imprezie. Zaczęliśmy gadać, parę razy poszliśmy na kawę, ale szybko zorientowałam się, że to nie mój typ i nic poza koleżeństwem z tego nie będzie. On chyba miał podobne odczucia, bo kontakt samoistnie się rozluźnił.
Jakiś czas później Paweł napisał do mnie - w wielkim skrócie - że potrzebuje pogadać, bo ma depresję, a wie, ile wsparcia niedawno okazywałam w takiej sytuacji naszej wspólnej koleżance i że można na mnie liczyć. Zapewniał, że się leczy, podał nawet nazwisko lekarki. Traf chciał, że okazała się nią moja wieloletnia znajoma, ale nie mówiłam mu o tym - znajoma na portalach społecznościowych ma zmienione nazwisko, więc sam o tym nie wiedział, a ja nie chciałam, żeby źle się z tym poczuł.
Codziennie rozmawialiśmy, czasem wychodziliśmy na kawę, ale z czasem Paweł robił się coraz bardziej natarczywy. Początkowo przymykałam na to oko, ale coraz więcej rzeczy budziło moje podejrzenia. Próbowałam się wycofać z tej coraz dziwniejszej relacji. Wtedy zaczął, grozić, że się zabije.
Czara goryczy przelała się, kiedy musiałam na kilka dni wyjechać. Napisał, że ma za sobą próbę samobójczą. Przestraszyłam się nie na żarty i wreszcie zadzwoniłam do koleżanki-lekarki. Co się okazało? Paweł nigdy się u niej nie leczył. Nigdy nie leczył się też u żadnego innego jej znajomego lekarza. Przyciśnięty przyznał się, że jak zobaczył, że dużo czasu spędzałam z koleżanką w depresji, to uznał, że to świetny sposób ma podryw.
Jak pomyślę, że takich idiotów może być więcej, to rozumiem, dlaczego są ludzie, którzy nie wierzą, że depresja to choroba.
Nie rozumiem argumentu:
Jak mnie zostawisz to sie zabiję/
Jak mnie odrzucisz /
Jak się nie umówisz...
Powiedziałbym: jestem z tobą z łaski, bo mnie szantażujesz, o to ci chodzi?
@tramwajowe mnie kiedyś tak straszył chłopak. Ze jeśli z nim nie będę to się powiesi. Cóż byłam z nim. Dzień? Potem zerwałam nie umiałam tak. To płakał ciągle i nie dawał spokoju więc byłam z nim znowu. Tym razem on zerwał, bo ogarnął że podoba mi się ktoś inny i nagle z chłopaka, który chce się zabić zrobił się wyzywający mnie od dźwięk frajer
Może jestem złym człowiekiem, ale pierwsze, co mi przychodzi do głowy przy czytaniu takich historii, to odpowiedź: "nie podpuszczam, ale nie wierzę". Albo "i bór z tobą, problem się rozwiąże"...
Na argument "Jak mnie zostawisz to się zabiję" należy odpowiadać w stylu "Nie mój problem, gówno mnie to obchodzi".
Gimnazjalny związek. Zerwałam z chłopakiem po trzech miesiącach a on się przez to "pociął". Jeszcze dostałam telefon od jego siostry: "zabiłaś mi brata". Strasznie się tym przejęłam a okazało się, że w złości wybił pięścią szybę i miał tylko kilka zadrapań. Wtedy ucieszyłam się, że zerwałam na odległość, bo może to ja bym oberwała...
A ja bym takiej łajzie jeszcze wykopał krzesło spod stóp. Jak mnie wkurzaj takie szantażowanie i granie na czyichś emocjach, żeby kogoś zgnoić by samemu lepiej się poczuć to masakra.
Wiecie jak wyglądała depresja u mnie? Nie wiedziałam nawet, że ją mam, aż do czasu, gdy stwierdziłam, że przyda mi się wizyta psychologa.
Czułam się obojętna na wszystko, nic mnie ani nie cieszyło, ani nie smuciło. Żadnych emocji, każdy dzień tak samo szary. Raz mogłam spać 16 godzin, innym razem miałam bezsenność. Czasami, zwłaszcza w określone dni cyklu miesiączkowego, płakałam okropnie z błachego powodu, innym razem cieszyłam się ze wszystkiego i byłam pełna miłości do świata. Jednego dnia mogłam wszystko zrobić, na drugi dzień traciłam zapał i miałam blokadę przed zrobieniem najprostszej czynności.
Czułam się apatyczna, pomimo że w życiu układało mi się.
Każda depresja jest inna, bo każdy jest inny. Nie wynika z sytuacji życiowej i można ją mieć wiodąc szczęśliwe życie. Depresja wynika z braku hormonów i jest chorobą jak każda inna. Ciężko jest stwierdzić, czy ktoś jest chory, czy tylko udaje. Na pewno są ludzie, którzy próbują zwrócić na siebie uwagę w ten sposób. Przybierają smutne miny i mówią grobowym głosem. Ja wśród ludzi byłam wesoła i uśmiechnięta, słychać było radość w moim głosie. Nikt by nie pomyślał, co mi jest. Dlatego uważam, że nie można winić siebie za to, że nie zauważyło się problemu drugiej osoby. A jeśli już ktoś powiedział, że jest chory na depresję, należy zachować się tak jak przy informacji o innej chorobie. Lepiej nie doradzać i nie mówić mądrości zasłyszanych z internetu (wszystkim znane "A może pójdziesz pobiegać czy coś?"), lepiej też nie pytać dlaczego ktoś ma depresję, czy źle mu w życiu itp. Można zapytać, czy taka osoba czegoś potrzebuje, myślę, że w porządku jest też zapytać jak się czuje w tym momencie, czy leczy się i jak sobie radzi. Można proponować pomoc, ale jeśli miałyby to być tylko puste słowa pasujące do sytuacji, to lepiej sobie odpuścić.
W tej chwili nie mam depresji i już nie biorę leków. Poradziłam sobie z tym sama, czuję się dobrze i nareszcie mam siły do robienia różnych rzeczy :).
Kiedyś mnie była szantażowała że się zabije po zerwaniu. Mówię okej kup tylko sznur dobry i most odpowiedni wybierz. Straszyła, zaczęła gdzieś biec przed siebie. Poszedłem za nią, zadzwoniłem na policję że dziewczyna straszy samobójstwem aktualnie idę za nią. Patrol zajechał jej drogę, wzięli ją w obroty, zawołali karetkę, powieźli na 24h na obserwację. Szybko się oduczyła.
Osobnik grożący samobójstwem, samobójstwa nie popełni. Chyba, ze nawalony w trupa, albo naćpany.
osoby u których faktycznie istnieje zagożenie, że coś sobie zrobią - nie mówią o tym. Rzadko kiedy zdarzy się jakieś napomknięcie, które zazwyczaj nie jest brane na poważnie. Przy depresji rzadko kiedy chory o tym mówi - powiedzenie czegokolwiek na temat swojego stanu psychicznego jest ciężkie jak diabli.
Ogólnie wygląda to zazwyczaj tak, że osoba z depresją, na tyle ciężką, że istnieje zagrożenie - nie rozpocznie sama rozmowy na ten temat. Nie bedzie na to miala sily. Spotkania - jakiekolwiek? w zyciu. Podstawowa sprawa - nie masię siły na nic. Ochoty też nie. Po co, skoro nic nie sprawia przyjemnosci. Stopniowo traci sie przyjemnosc z wszystkiego - potem zostaje pustka. Sens życia? nie ma.
Nie wiem czy to zbieg okoliczności. Mam wrażenie, że trafiłyśmy na tego samego Pawła. Tylko u mnie taka próba manipulacji skończyła się spoliczkowaniem go i momentalnym zerwaniem kontaktu.
Depresja to moda, a nie choroba ;)