#Ql0Px
Mieliśmy kury. No i ja te kury przez nieuwagę wypuściłam z zagrody. Rozbiegły się i potem trzeba je było wganiać, a nie było to proste. Ojciec oczywiście się wściekł. W domu nie było innych dzieci, więc podejrzenia od razu padły na mnie, że to ja na pewno te kury wypuściłam. Nie chciałam się przyznać. Bałam się, że ojciec będzie na mnie krzyczał, ale przede wszystkim nie chciałam, żeby znowu był mną rozczarowany. Kiedy więc zapytał, czy to ja (a raczej stwierdził, że to na pewno ja), to zaprzeczyłam.
Mama też pytała, a ja dalej uparcie kłamałam, że to nie ja. Mama powiedziała, że mi wierzy. Podejrzenia więc padły na babcię. Zapominała się coraz bardziej, więc to było możliwe. Babcia też zaprzeczyła, ale nikt jej nie uwierzył. Jak wspomniałam, miała już początki choroby (zdiagnozowane), więc wszyscy uznali, że to jednak ona, tylko o tym zapomniała. Ojciec na nią krzyczał, a ja uciekłam za dom i płakałam. Miałam straszne wyrzuty sumienia, ale mimo to się nie przyznałam. Nigdy. Nikomu.
To wina Twojego ojca. Przez to jak Cię traktował ratowałaś się jak mogłaś przed złym traktowaniem, więc zaczęłaś kłamać. To jest normalne, że dzieci się tak chronią. A babcia dzięki chorobie mogła o tym krzyku zapomnieć potem.
Oh, jakże perfekcyjne podsumowanie człowieka, niezależnie od płci.
Raczej przykład niedopuszczalnej sytuacji, kiedy dziecko boi się własnego rodzica. Ojciec czy matka powinni stać nad dzieckiem jak stróż i dawać poczucie bezpieczeństwa.