#PocGt

Jest mi głupio przy ludziach biednych.

Mam 21 lat. Sama nie zarabiam i jestem tym studiującym pasożytem, któremu za wszystko płacą rodzice. Oczywiście chcąc trochę odgonić się od hejtu - co roku w wakacje pracuję całe 3 miesiące, jednak studiuję kierunek uważany za jeden z trudniejszych i nie jestem w stanie pogodzić tego z pracą.

Wracając - niczego mi nie brakuje. Mieszkam sama w 3-pokojowym mieszkaniu w samym centrum miasta. Kiedy tylko mam na coś ochotę - kupuję to. Nigdy nie czułam się przez to lepsza, co więcej - przed zderzeniem się kilka lat temu z jakąś tam ''rzeczywistością'' uważałam, że to całkowicie normalne. Od dziecka kilka razy w roku lataliśmy na wakacje po całym świecie, jadaliśmy w restauracjach i mieszkaliśmy w bardzo dobrych warunkach. Mimo braku głębszej więzi z rodzicami wiem, że jestem im wdzięczna za to, jakie możliwości i poziom życia mi zapewniali i dalej zapewniają.
Jednak czuję się winna przy osobach, które tyle nie mają.

Jest mi niezręcznie, gdy czasem pytam, czy pójdziemy w jakieś miejsce, a znajomi odpowiadają, że jest tam za drogo i na koniec miesiąca nie mogą sobie na to pozwolić, więc przestałam wychodzić z inicjatywą spotkań i to oni zawsze wybierają miejsca. Nie jestem wybredna i odpowiada mi to, nie narzekam. Naprawdę nie obnoszę się pieniędzmi, które notabene nawet nie są moje, nie mówię o nich, ale oczywiście nie jest tak, że nie chodzę w tych ubraniach, które są trochę droższe od tego, co noszą inni, ale nie widzę też powodu, by zaprzestać.

Czuję się jednak wiecznie oceniania. Mam wrażenie, że niektórzy przypisują moje sukcesy wyłącznie temu, że moi rodzice mają pieniądze. Nie chcę zmieniać towarzystwa dlatego, że nie są tak majętni, bo potrafię dopasować się do każdych warunków. Z drugiej strony czuję się często skrępowana w rozmowie, bo boję się mówić o tym, gdzie byłam, kogo spotkałam albo co sobie kupiłam, bo mam obawę, że zostanie to odebrane jako przechwalanie się.
Pulpa Odpowiedz

Każdy niepatologiczny rodzic zerwał by dziecku gwiazdkę z nieba, gdyby tylko mógł. To jest jednak nierealne. Realne jest jednak posiadanie dobrej pracy i zarabianie pieniędzy. To chyba oczywiste, że rodzice chcą dla dziecka jak najlepiej i jeśli mogą to wspierają. Każdy rodzic chce, żeby jego dziecko miało lepiej niż on w jego wieku. Dzięki temu cywilizacja się rozwija, bo właśnie chcemy żeby było lepiej. Twoi rodzice pewnie ciężko pracowali na to co mają i super, że się tym dzielą. No i z kim jak nie z własnym dzieckiem? :) Mnie wkurzają takie bananowe dzieci, ale tylko jak są rozpieszczone, wywyższają się i nie mają szacunku do innych. Ale miałam też bardzo bogatych znajomych, co im rodzice na studia też mieszkania pokupowali i co miesiąc wysyłali "pensje" na życie, ale przy okazji oni byli wychowani, nauczeni szacunku do innych, również ciężko pracowali (ale studiując wymagający kierunek, w tym przypadku medycynę). Fajnie, że rodzice mają takie możliwości, żeby Ci tak pomagać. Jeśli nie jesteś właśnie wywyższająca się itd. to nie ma co być Ci głupio :)

Baskiwitanianin Odpowiedz

Problemy pierwszego świata
A tak naprawdę potrafię sobie to wyobrazić i ci naprawdę współczuję.

NOTHING000

Bogaci rodzice i życie w luksusie. Straszne, masz rację.

JuzNieAnonimowy

@NOTHING000, straszne jest to, że normalnie opowiadając jak spędziła wakacje część znajomych może to uznać za wywyższanie się. Takie popularne "bogaty, bo złodziej".
Ale takie mamy czasy, że ludzie nie potrafią zaakceptować, że ktoś ma lepsze predyspozycje i możliwości, tylko zazdrość, zawiść i najlepiej zgnoić taką osobę.

tewu Odpowiedz

A myślałam, że tylko ja mam ten problem... Akurat nie jestem specjalnie bogata, ale w wieku 19 lat na 1 roku studiów jeszcze nie pracuję poza jakimiś jednorazowymi rzeczami raz na niewiadomo ile. Nawet w wakacje jeszcze nigdy nie znalazłam roboty sezonowej, albo mam pecha do szukania, albo za mało się do tego przykładam. I za każdym razem, kiedy słyszę, jak ktoś z moich znajomych wspomina o swojej pracy czuję ogromne poczucie winy (oczywiście zakładam też że wszyscy moi znajomi już pracują tylko nie ja). Kiedy widzę sprzedawcę/kelnera w moim wieku też mam ochotę zapaść się pod ziemię. Z drugiej strony znalezienie pracy po prostu mi nie wychodzi i mam problem.
Co ciekawe, moja młodsza siostra dostaje więcej propozycji pracy niż ja, choć ich nie szuka.

livanir

Radziłabym jednak się przyłożyć do pracy przed końcem studiów. Nauka i praca to dwie zupełnie inne sprawy i żebyś nie przeżyła nagle małego szoku, jak ja gdy od razu poszłam do poważnej pracy.

Inetta

Ja też nie mogłam znaleźć pracy na wakacje. Wszystkie oferty proponowały pracę na stałe, nikt nie chciał przyjąć na 4 miesiące...

Pulpa

Dobrze Ci radzą. Pracodawcy patrzą nie tylko na studia, bo pełnoetatowych studentów jest na pęczki, ale studia to nie praca. Jeśli Ci się nie udało znaleźć pracy na wakacje, to spróbuj załatwić sobie nawet bezpłatne praktyki (ja wysyłałam maile do firm z pytaniem o darmowe praktyki. Wiele było zainteresowane darmową pomocą). Wystawiali mi na koniec zaświadczenia i miałam jakieś doświadczenie w zawodzie przed skończeniem studiów. Dodatkowo należałam do organizacji studenckiej. Niby takie nieznaczące aktywności, ale kończąc studia trochę się tego nazbierało i od razu znalazłam pracę w zawodzie, bo jak mnie rekruter ocenił "mam potencjał i widać, że mi zależy".

Inetta

Akurat pracy szukałam po maturze, więc na nic mi staże, zwłaszcza te które nie dotyczyły mojego kierunku studiów. Zresztą i tak nie było prawie żadnych ofert praktyk

tewu

Do tych, radzą mi szukać już jakiejś pracy - wiem, słyszałam o tym, że jeśli nie pracujesz na studiach to studia są po nic itp i to mnie jeszcze bardziej dobija. Ostatnio znowu prawie udało mi się złapać pracę jako korepetytorka i znowu w ostatniej chwili klientka zrezygnowała... Na razie chodzę na praktyki (w zasadzie nieoficjalne) do laboratorium obok wydziału, na którym studiuję, ale to nie jest płatne i nie uspokaja moich wyrzutów sumienia.

SheDevil Odpowiedz

Twoje zachowanie może powodować, że znajomi czują się niezręcznie. Niektórzy rodzice mają pieniądze, inni nie. To nie jest ani wina, ani zasługa dziecka. Traktowanie tego jak temat tabu tylko pogarsza sytuację.

CyraneczkaZKoviru Odpowiedz

Dlaczego ludzie się obwiniają za to że mają odpowiedzialnych rodziców? Twoich rodziców ewidentnie obchodzisz i chcieli żebyś miała jak najlepiej w życiu, a nie że do roboty po 15 roku życia i zbieraj na studia bo my Ci nie pomożemy. Masz ogromne szczęście, nie wstydź się bo nie masz czego. Rozumiem że czasami widać różnice, ale skoro Tobie nie przeszkadza chodzić do tańszych knajp to super;) zawsze się znajdzie jakieś rozwiązanie.

Softkitty1 Odpowiedz

Cześć sukcesów na pewno zawdzięczasz rodzicom ale co w tym złego? Rodzic powinien zapewnić wsparcie i godne życie zamiast stwierdzac że bozia da na dzieci.

Marmelada Odpowiedz

Zapewniam Cię, że ci biedniejsi ludzie, którym proponowalas wyjścia do drogich restauracji czuli się o wiele bardziej glupio, niż Ty.
Też mam znajomego, któremu pieniądze wpadają do portfela same. Kolega ten doskonale wie, że na razie ciężko u mnie z pieniędzmi, ale nie przeszkadza mu to w tym, żeby wymyślać ciągle nowe, cholernie drogie miejsca na spotkania. Oczywiście odmawiam, mówiąc, że nie stać mnie na takie wyjście i proponuję coś innego.
Po co to robi? Nie wiem. Ale jest totalnie świadomy mojej sytuacji.
Są ludzie, po których nie widać, że są bogaci, bo sami przywiązują więcej uwagi do ważniejszych rzeczy, niż pieniądze. Zatem pomimo noszenia drogich ubrań, mają też do zaoferowania więcej, charakter lub zainteresowania, hobby.
Kilka razy w życiu mocno się zdziwiłam, gdy nagle dowiedziałam się, że osoba którą znam od dłuższego czasu jest bogata. Więc da się żyć nie obnoszac się z tym.
A są też ludzie, którzy tak bardzo utożsamiają się ze stanem swojego konta, że nic ciekawego poza tymi pieniędzmi zdają się nie mieć.
Może jesteś takim człowiekiem?

MalaMi29

Super napisany komentarz, ja rozumiem, że za pierwszym razem mogła zaproponować coś za drogiego, ale też można wygooglowac jakieś tańsze knajpki, albo zaproponować coś gdzie już wcześniej byli razem

okri Odpowiedz

a ja uważam, że mocno przesadzasz - rozumiem jak się czujesz i dlaczego, ale wkurza mnie strasznie ludzka zazdrość i zawiść. Wszyscy patrzą na swój status materialny i nawzajem oceniają się przez jego pryzmat, a Ty masz lęk żeby nie wypaść na "bogaczkę". Zawsze osoby majętne przy osobach, które takie nie są muszą udawać, że są biedne zeby innym nie było przykro. Ale dlaczego w ogóle ma być? Różnie się w życiu układa i już, nie rozumiem jak np. można zrywać kontakty z kimś, kto jest "za bogaty". Przecież w ogóle to nie ma nic wspólnego z przyjacielstwem, koleżeństwem. Wydaje mi się że albo Ty sobie pudrujesz wizerunek a tak naprawdę w głębi duszy czujesz się lepsza od swoich znajomych, więc udajesz ascetkę i bijesz się w pierś, albo Twoi znajomi nie są warci Twojej znajomości, skoro boisz się im powiedzieć gdzie byłaś, co kupiłaś bo boisz się ze odbiorą to jako przechwalanie. Moi przyjaciele jak opowiadam im o moich egzotycznych wycieczkach bardzo cieszą się, ze spełniam moje marzenia i cieszą się razem ze mną a nie mnie oceniają.....

Ariell

można zrywać z kimś kontakty bo jest "za bogaty". Mam 25 lat, 4 lata temu poznałam koleżankę, dobrze się dogadywałyśmy, miałyśmy dobry i częsty kontakt. Ona zarabiała wtedy około 3tys a ja... koło 500zł/mc. Zazdrościłam jej troszkę, ale w taki pozytywny sposób, była dla mnie przykładem tego że kobieta też może trzepać dobrą kasę, co prawda ona miała ukończone studia a ja nie, więc i tak myślałam że pewnie to te studia są właśnie kluczem do tych pieniędzy i nie nastawiałam się zbytnio że kiedyś jej kasowo dorównam. Czasami musiałam hamować jej zapędy w kwestii organizacji różnych wypadów bo niekoniecznie było mnie na nie stać, ale generalnie no nie przeszkadzała mi ta różnica w zarobkach - w końcu nie jej wina że ja zarabiam mało. Nasza przyjaźń zakończyła się po około 1.5 roku kiedy dostałam inną pracę i zaczęłam zarabiać około 5 tys. Komentowała każdy mój zakup, każdy wyjazd, wszystko... obrażała mnie kiedy kupowałam sobie droższe ubrania, kiedy kupiłam sobie coś na co jej nie było stać, powiedziała mi że jestem głupia, ale w sumie to dobrze że ma taką głupią koleżankę, bo przynajmniej sobie tego poużywa. Jakiś czas później wyprowadziłam się od taty do nowo wybudowanego apartamentowca i tu nasz kontakt się urwał, bo moja koleżanka uznała że nie zamierza mnie więcej odwiedzać, bo się nie będzie ze snobką zadawać, która nie może jak człowiek w bloku mieszkać.

Ariell

W sumie wiem że mogłam jej nie mówić o tym ile zarabiam w obecnej pracy, mój chłopak np bardzo się kryje z tym ile zarabia i mówi mi że głupio postąpiłam, ale wcześniej kiedy nasza sytuacja była odwrotna ona bez problemu powiedziała mi o swoich zarobkach i nie było z tego powodu żadnych dziwnych akcji więc założyłam, że spokojnie mogę z nią o tym rozmawiać. Kiedy już dowiedziała się ile zarabiam próbowała na milion sposobów obrzydzać mi pracę (krytykowała to że pracuję też w weekendy, to że pracuję po 12h co drugi dzień, co mi w sumie bardzo odpowiada) a w międzyczasie 2x składała do nas cv.

okri

@Ariell ja wiem, że tak się dzieje (w ogóle to się dzieje tak często, że można podpiąć to pod kategorię "normalne"), tylko ja po prostu nie rozumiem dlaczego tak jest. Nie rozumiem dlaczego ludzie kierują się zazdrością w swoich relacjach (tak jak Twoja koleżanka), przecież w relacjach chodzi o osobowość drugiej osoby, o charakter, wspólne zainteresowania, chemię. Nie o to kto ile zarabia bo to absolutnie nie determinuje tego, kto jakim jest człowiekiem. Smutne jest to, że ludzie nawet w przyjacielskich relacjach chcą czuć się "lepsi" od innych, próbują dyskredytować czyjeś osiągnięcia z zazdrości a nawet kogoś z tego powodu wyśmiewać. Smutne.

Lunathiel Odpowiedz

W mojej opinii wcale nie jesteś pasożytem. I tak pracujesz w wakacje, czyli cały czas w którym masz taką możliwość, chociaż mogłabyś sobie pozwolić żeby tego nie robić, bo rodzice zapewniliby ci byt. Ja akurat doskonale rozumiem, że nie każde studia da się traktować jako dodatek do życia, są kierunki które zabierają dosłownie całe dni od poniedziałku do piątku.

I też na takich studiach będąc zauważyłam, że większość z mojej grupy to ludzie o wiele ode mnie "bogatsi" (czy raczej: "z bogatszymi rodzicami"). Ba, tak samo było jeszcze przed studiami, w profilowanym pod mój zawód liceum - trzy dziewczyny z grona może 5-6 bliższych koleżanek były córkami dosyć ustawionych osób - np. lekarzy z prywatną praktyką, rodzic jednej był prezesem w sporym korpo, tego typu klimaty. Ergo, w porównaniu do nich nie miałam za dużo kasy. Ale W ŻYCIU nie przyszłoby mi do głowy, żeby wypominać im to czy chorobliwie zazdrościć że mogą sobie pozwolić na więcej niż ja. Może to zasługa tego, że nasze grono było naprawdę mocno mieszane pod tym względem (wiesz, jedna jeździła na długi weekend w Alpy, a inna nie dała rady uzbierać hajsu na snickersa na przerwie). Ale naprawdę nigdy nie czułam żeby to była przeszkoda w kumplowaniu się z kimkolwiek. Jak się wstydzisz opowiadać gdzie byłaś czy co sobie kupiłaś ostatnio, to obserwuj uważnie reakcje znajomych. Jestem pewna, że jeśli serio cię lubią, to cieszą się twoim szczęściem, a te obawy że ich urazisz to twoje własne paranoiczne myśli.

A, i najważniejsza, podstawowa zasada: bądź szczera ze wszystkimi, i zachęcaj ich żeby też byli. Nie rób z pieniędzy tematu tabu. Niektórzy z natury omijają tą kwestię, bo tak ich nauczono w domu, ale jak dla mnie to niepotrzebne i tylko generuje nieporozumienia. Więc jak kumplujesz się z kimś kto się wstydzi na ten temat rozmawiać, to możesz nawet sama zacząć, żeby pokazać że zdajesz sobie sprawę z tych różnic i wiesz, że jesteś na dosyć uprzywilejowanej pozycji.

Woronin Odpowiedz

Ty sie z zadna rzeczywistością nie zderzylas. Ty tylko zmienilas miejsce zamieszkania. Nadal za ciebie placa rodzice. Kiedy to TY bedziesz musiala sama na siebie zarabiac, oplacac rachunki i miec SWOJE pieniądze (cudze zawsze latwiej sie wydaje), wtedy to bedzie zderzenie z rzeczywistością.

Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie