#PKukl

Jestem gościem, który nie miał nigdy problemów z poznaniem dziewczyny, ale jak dotąd nie spotkałem takiej, która by mnie zatrzymała na dłużej. Mam swoje oczekiwania i żaden seks ani zauroczenie nie przekona mnie do związku z kimś, kto ich nie spełnia. Więc jestem sam, a że od jakiegoś czasu stawiam na większą moralność, nie umawiam się nawet na szybkie randki. W zasadzie uznałem, że seks jest przereklamowany i brakuje mi w życiu osoby, z którą mógłbym pogadać na poziomie, z poczuciem humoru, która by zainteresowała mnie odmiennym pojmowaniem rzeczywistości, zrozumiała moje słowa i podjęła dialog, który będzie unosił nas oboje na skrzydłach miłości itd., a jednocześnie nie przyjmie moich zasad dla związku, bo już takie będzie uznawać sama. No cóż, moje oczekiwania są zbyt wysokie, ale wolę być sam niż z kimś nieodpowiednim.

Korzystałem i tworzyłem dotąd okazje do poznawania kolejnych kobiet, raz nawet zmieniłem pracę, bo przeważył argument, że w nowej spotkam nowe osoby. Jednak pojawiła się nieoczekiwana przeszkoda. Stworzyłem w umyśle alternatywny świat, który stał się w końcu tak rzeczywisty i rozbudowany, że zaczął wpływać na prawdziwe życie. Zaczęło się od tego, że wieczorami przed snem zacząłem wyobrażać sobie rozmowy z pewną dziewczyną. Potem ubierałem to w coraz większy i szczegółowy kontekst, dziewczynie nadawałem kolejne warstwy charakteru, aż dialogi płynęły dużo szybciej, prawie bez zastanowienia. Zakochałem się, moje wyobrażenia były coraz dłuższe, w pracy potrafiłem odłączać się i po powrocie do rzeczywistości nie wiedziałem co ja tu robię dobre parę minut. Po 4 miesiącach wszystko zaczęło się sypać, potrafiłem zażywać pewne prochy i nie iść do pracy. Ułożyłem życie w umyśle, zaniedbując, siłownię, naukę, pracę, kontakty towarzyskie. Za namową siostry poszedłem do psychiatry. Siostra miała rację, schizofrenia. Wiedziałem, że w rodzinie miałem przypadki, ale nic do tej pory nie wskazywało, że mnie dopadło. Teraz okazuje się, że tak bardzo zakochałem się w osobie, którą stworzyłem w umyśle, że nie zażywam leków. Pracuję teraz zdalnie, realizując zlecenia. Mam dużo czasu na drugie życie, dokładam kolejne szczegóły, czasem rzeczywistość wydaje się snem.
Dragomir Odpowiedz

Oj typie, sam sobie szkodzisz. Nie żyjesz ani teraz, ani tutaj, tylko ciągle bujasz w marzeniach a lata lecą. Za chwilę obudzisz się w pustym, zimnym domu, podstarzały i będziesz miał żal do całego świata, że nikt Cię nie zrozumiał a to była jedynie nieleczona choroba. Musisz być ciężki dla otoczenia.

Egzekutor Odpowiedz

Masz ogromną wyobraźnię, ale teraz najważniejsze jest Twoje zdrowie. Schizofrenia to poważna choroba, więc regularne przyjmowanie leków i współpraca z psychiatrą są kluczowe. Dobrze, że masz pracę zdalną i czas dla siebie, ale postaraj się też dbać o codzienną rutynę, kontakty z rodziną i swoje hobby. To pomaga utrzymać równowagę między wyobraźnią a rzeczywistością. Nie jesteś sam w takich doświadczeniach, a dbanie o siebie teraz pozwoli Ci stopniowo odzyskać kontrolę nad życiem i emocjami.

karlitoska Odpowiedz

Żadna kobieta nie marzy o mężu ze schizofrenią, każdy ma swoje problemy i nie ma związków, w których partner spełnia wszystkie nasze potrzeby. To jest normalne. Może być tak, że z partnerem realizujesz swoją potrzebę konfrontacji z innym spojrzeniem na rzeczywistość, a za chwilę te inne spojrzenie cię wkurza, bo okazuje się, że on podjąłby inną decyzję. Ideały mogą być w marzeniach, realne życie jest zaskakujące, właśnie dlatego, że jest nie idealne. Ludzie prawdziwi nie sa 0:1.

Dodaj anonimowe wyznanie