#OoCJ5
W poprzednim tysiącleciu, gdy Babcia była młodą kobietą, szczęśliwie zaręczoną, niedaleko jej wioski stał stary dom – quasi mały dworek. Przepiękna budowla, na sprzedaż, tyle że nikt nie chciał jej kupić. Podobno była nawiedzona. Nabywcy, po tygodniu spędzonym w posiadłości, szybko wycofywali się z umowy. Rzekomo w całym domu słychać było kroki, szepty, jęki.
Babcia wyszła za mąż za syna bogatego gospodarza, a ponieważ od zawsze darzyła ów dworek sentymentem, namówiła świeżo poślubionego męża na jego zakup. Dziadek, choć z oporami, zgodził się nabyć upiorną posiadłość dla ukochanej. Szybkie odświeżenie wnętrz i nowożeńcy mogli się wprowadzać. Wtedy się zaczęło... Stuki, krzyki, skrzypienia, trzaski otwieranych drzwi, znikanie przedmiotów... Dziadkowie doświadczali tego przez jakiś czas noc w noc. Dziadek, chory ze strachu i bardzo przesądny, błagał żonę na kolanach, by „wynieść się precz z tego czartowskiego siedliska”, ale Babcia była nieugięta. Mogła pójść do samego piekła i wrócić stamtąd nietknięta. Postanowiła dokładniej zbadać sprawę.
Przez kilka nocy niemal nie spała, przysłuchując się odgłosom. Wreszcie, zlokalizowawszy ich źródło, kolejnej nocy zakradła się do jednego z pokoi na górze. Zastała tam... sąsiada z posiadłości obok! Wył, tupał, szurał przedmiotami. Przyłapany na gorącym uczynku próbował dać nogę, ale Babcia, uzbrojona w polano, silna i zręczna, skutecznie uniemożliwiła mu ucieczkę. Przyciśnięty do muru wyznał prawdę.
Istniało jakieś stare prawo, umożliwiające przyłączenie obszaru dworku do posesji sąsiada, jeśli odpowiednio długo nie znajdzie się na niego nabywca. Sąsiad ani myślał wydawać na dworek pieniędzy, wolał poczekać... i wypłaszać ewentualnych zainteresowanych. To on rozpuścił plotki o „nawiedzonym domu”. Babcia obiecała milczeć (mieszkańcy wioski dokonaliby na sąsiedzie samosądu za takie zagrywki) w zamian za zostawienie ich w spokoju. Od tego dnia duchy zniknęły, a sąsiad unikał Babci jak ognia.
Czasy obecne. Po roku od ślubu (za granicą, byli tylko rodzice) przeprowadziliśmy się –
Babcia przepisała na mnie dworek w zamian za dożywocie. Bałam się trochę kosztów utrzymania takiego domu, ale w końcu uległam. Przy okazji odwiedziliśmy też, po raz pierwszy razem, rodzinę męża, pochodzącą z tej samej wioski. Babcia dziwnie nalegała, by wybrać się z nami. Jego dziadek omal nie zemdlał na mój widok, a moja Babunia, która weszła zaraz za mną, prawie zeszła ze śmiechu.
Tak, proszę państwa – dziadek mojego męża okazał się tym sąsiadem :). W domu Babcia opowiedziała mi w sekrecie powyższą historię.
Tylko wiecie co? Czasem dalej słychać kroki...
Sąsiad zamiast spać łaził po cudzym domu a przez lata nikt nie wpadł na pomysł żeby sprawdzić co tam szura? To się mogło zdarzyć ale w XVIII wieku bo i jakieś dziwne prawo jakby z tamtego okresu.
Powiedzmy, że to czasy powojenne, okres komuny i bogaty chłop kupuje dworek szlachecki?
Ta, jasne.
A to przyłączenie działki, to totalny absurd.
Kiedy można było zwrócić dom po zakupie?