#NvHuU
Ostatnio spokojnie szłam sobie ścieżką, by dostać się do tramwaju. Mimo iż miałam słuchawki na uszach i słuchałam muzyki, to usłyszałam niezbyt głośny trzask po mojej lewej stronie. Tam, gdzie był las. Po prawej była droga dla samochodów. Jakiś metr ode mnie stał dziwny, ciemny kształt. Po chwili analizowania figury tego czegoś olśniło mnie, że to dzik. Chwilowa panika, ale momentalnie wrócił zdrowy rozsądek. On gapił się na mnie, a ja na niego. Nie ruszamy się. Ostatecznie zrobiłam kilka kroków w bok, by myślał, że się wycofuję. On podszedł bliżej chodnika i znów na mnie pada jego wzrok. No to znów się oddalam i dopiero jak byłam spory kawał od niego, to biegnie w stronę szosy i przekracza ją, by pobiec na drugą stronę lasu. A zaraz za nim reszta dzików. Nie spodziewałam się stada. Patrzyłam na to lekko zdziwiona.
Co ja tam jeszcze zobaczę, to nie wiem, ale na pewno będzie ciekawe :D
Czyżby UKSW? Jeden z moich byłych tam studiował i też mu się zdarzały takie różne historie
Taaa, pewnie ci klienci z onlyfajansa zabierali cię do tego lasu i grupowo robili ci bukkake na stopy 😂😂😂
Wow... dziki... ależ niezwykłe... W niejednym mieście wszechobecna betonoza i dewastancja każdego zakątka z drzewami, sprawiły że dziki ( i nie tylko) po prostu żyją w miastach. O ile jeszcze z 15 lat temu spotkanie dzika było rzadkością, a przy spotkaniu z kilkunastu metrów słyszało się ostrzegwacze chrumkanie, to aktualnie dziki spotyka się codziennie - i niebezpieczne może być to tylko dla debili, którzy pchają się do nich z łapami. Ludzie, czy psy (również te, które drą na nie ryja), są dla nich po prostu elementem krajobrazu - dopóki coś ich faktycznie nie atakuje - mają go głęboko w dupie. Również w odległości metra, czy dwóch - i również gdy dotyczy to lochy z maluchami.