Mój narzeczony okazał się strasznym maminsynkiem. Myślałam, że po prostu zawsze potrzebuje się z każdym problemem przespać, żeby podjąć decyzję, a okazało się, że on po prostu musi zadzwonić do mamy i spytać o jej zdanie. Jeśli jej się coś nie spodoba, to on odmawia. Nieważne, czy chodzi o dom, samochód, kolor zasłon, czy decydowanie się na dzieci...
W pewnym momencie miałam już dość, więc powiedziałam jasno: „Albo skończysz tę relację z matką, albo skończysz ze mną”.
Nie wiedział, co ma zrobić, więc zadzwonił poradzić się matki...
To wystarczyło za odpowiedź.
Dodaj anonimowe wyznanie
Z dwojga złego lepiej, że wyszło na tym etapie