#M0GAC
Wyprowadzając się ze sobą wzięłam psa. Kundelek już swoje lata przeżył, więc umiał się zachowywać i pomimo tego, że często zostawał długo w domu sam (spokojnie - jeśli nie było mnie naprawdę długo, to do psa przyjeżdżała siostra), to nigdy rozpaczliwie nie szczekał ani nie wył. Większość czasu po prostu przesypiał.
Pod koniec września na "moje" pięterko zaczęła wprowadzać się kolejna rodzina. Był to akurat okres, gdzie pracowałam zdalnie, więc orientowałam się, co się dzieje w budynku i muszę przyznać, że w ogóle nie dało się poznać, że mieszkanie obok było remontowane. W połowie października wprowadzili się i na początku był spokój. Gdy pierwszy raz spotkałam się z [S]ąsiadem twarzą w twarz, zaczęła się litania - że sąsiedzi są tacy i owacy, problemy mieli, jak remontował mieszkanie, że sąsiadka z dołu wzywała policję, bo hałas, żyć się nie da, no ogólnie masakra. Puściłam to mimo uszu.
Potem spotkałam sąsiadkę z dołu, która ze śmiechem mi opowiedziała, jak S. wyzywał mnie od najgorszych, że późno wracam do domu i hałas robię, że mój pies szczeka po nocach i w ogóle go nie wyprowadzam, więc doniesie na mnie do TOZ-u. Mi do śmiechu nie było, więc gdy S. spotkałam, wytłumaczyłam mu w krótkich słowach, że jeśli ma ze mną jakiś problem, to niech rozmawia o tym ze mną, a nie z sąsiadami. Coś tam poburczał, pomruczał, niby zrozumiał.
Listopad był dla mnie ciężkim miesiącem - problemy w pracy, domu i S., który tak się uwziął, że policja pukała do moich drzwi parę razy w miesiącu. Wzywani byli, bo zakłócałam porządek/byłam agresywna/groziłam S. oraz jego rodzinie, kiedy typa w ogóle na oczy nie widziałam! Spełnił swoje groźby i powiadomił również TOZ.
W końcu nie wytrzymałam i wychodząc z domu zostawiałam telefon z ustawianym alarmem na różne godziny, którego dzwonkiem było wycie psa. Pies wył i wył, S. wzywał policję, która przyjeżdżała i nie widziała problemu, bo żadnego psa nie było - w wyniku choroby musiałam go uśpić właśnie na początku listopada. Po paru kolejnych wizytach dostał mandat za nieuzasadnione wezwanie policji i przez dwa tygodnie był spokój. Teraz znowu się uaktywnił i zapychał mi zamek w drzwiach papierem toaletowym (dorosły, dzieciaty facet!!), dzwonił ze skargą również do właściciela budynku, domagając się rozwiązania ze mną umowy.
Co jest w tym anonimowego? Ano żona S. wystawiła na korytarz garnek z golonkami oraz z bigosem. A ja dosypałam tam trochę środka przeczyszczającego. Czy czuję się źle? Pewnie, ale w sumie się doigrał.
Wyjeżdżam i nie będzie mnie prawie miesiąc. Jak wrócę, to liczę na spokój :)
Nie licz jepiej. Też miałam takich sąsiadów, też zaczęłam im odpowiadać tym samym i ta wojna trwała 4 lata...
Moi znajomi mają problem z sąsiadami z góry. Przynajmniej raz w miesiącu znajomi mają wizytę policji, bo „impreza, głośno, sąsiedzi się skarżą”. Nigdy nie dostali mandatu, bo żadnej imprezy u nich nie ma. Siedzą oboje w pokoju, oglądają jakiś serial, cisza i spokój. Policja przychodzi na wezwanie, ale widzą, że nic się nie dzieje i wychodzą. Po miesiącu to samo, 23:00, oni w łóżku szykują się do spania, a tu dzwonek do drzwi- policja, zakłócanie spokoju, impreza. Imprezy nie ma, cisza i spokój, policjanci wychodzą. Doszło do tego, że znajoma ze strachu w nocy wody nie spuszcza, jak korzysta z toalety, bo się boi. Kiedy do nich wpadamy na jakieś piwo, wybija 22:00, a znajoma sprząta mieszkanie po cichu, w razie gdyby policja wpadła, że rzekoma impreza (a siedzimy po cichu przy piwie, nawet muzyki nie puszczamy po cichu, rozmawiamy prawie szeptem). Ci sąsiedzi mają do nich numer telefonu, jak się wprowadzali, wymienili się na wszelki wypadek, zawsze dobrze mieć kontakt chociaż do jednego sąsiada. Co najmniej raz/dwa razy w miesiącu sąsiedzi bombardują ich smsami, że drzwi za głośno zamknęli, okno za głośno zamknęli, że będą się za nich modlić, bo głośne zamykanie drzwi jest oznaką szukania pomocy (wtf?!). Mówiłam im, żeby przy następnej wizycie policji zapytali ich, co mogą zrobić w takiej sytuacji, skoro od dwóch lat mają policję w chacie, a policja nic im nie robi, bo nic się nie dzieje. Może jakaś sprawa o nękanie? Może spytać innych sąsiadów, czy też maja z nimi taki problem? Jakieś wyjście musi być, zwłaszcza że policja musi mieć udokumentowane, że byli wezwani bezpodstawnie tyle razy do tego samego mieszkania... Jeśli do tej pory sąsiedzi nie dostali kary za bezpodstawne wzywanie, to i tak powinno być coś, co znajomi mogą zrobić. Ile można?
i dlaczego jeszcze nie
1. zablokowala nru w telefonie?
2. wymogla na policjantach wlepienie sasiadom mandatu za nieuzasadnione wezwanie? spisujesz sobie nry odznak i grozisz skarga, zmieniaja fornt blyskawicznie. jak nie to piszesz te skarge, ze sytuacja sie powtarza, nie ma przeslanek, wiec ktos robi to zlozliwoe, a policjanci odmowili ukarania mandatem
3. nie zglosila nekania? najlepiej od razu do prokuratury, szybciej cos zrobia- i np. zakaz zblizania sie, co lacyz sie dla sasiadow z wyprowadzka
4. mozna jeszcze sprobowac wygluszyc sufit, moze to akustyka, a nie tylko zlosliwosc ( przeszlabym sie do sasiadow i np. wlaczyla tel czy kazala partnerowi np. chodzic po mieszkaniu, otwierac i zamykac drzwi, spuszczac wode- i sprawdzila, czy u sasiadow to slychac; w moim bloku slysza bicie zegara sasiadow wyzej oraz marudzenie sasiadki o ile oboje jestesmy w lazience- slowo w slowo)
Mówiłam im, żeby ich zablokowali. Mówiłam im, żeby gdzieś to zgłosili, czy bezpośrednio policjantom, którzy do nich wpadają i zażądali wlepienia mandatu za KOLEJNE bezpodstawne wezwanie, lub sami pojechali na komendę i złożyli zawiadomienie o nękaniu. Mówiłam, żeby w razie czego nie kasowali wiadomości od nich, jako dowód, że czepiają się bezpodstawnie. Mówiłam, żeby przeszli się po innych sąsiadach i popytali, czy też mają z nimi problem i ewentualnie działali przeciw nim wspólnie. Mówię im to od kilku miesięcy conajmniej, ale oni się boją. A bo może nikt z tym nic nie zrobi, a bo może przyjmą zgłoszenie i na samym przyjęciu się skończy, a bo nie chcą jeszcze gorszych relacji z sąsiadami, boją się, że będzie gorzej. Ja tego za nich nie zrobię, za każdym razem mówię im i tłumaczę, a oni się boją zrobić cokolwiek, boją się, że to nic nie da, a sąsiedzi się zemszczą i jeszcze bardziej będą im robić po ch*ju. Zawsze po naszej rozmowie obiecują, że coś z tym zaczną robić, ale ostatecznie się boją ewentualnych konsekwencji. Jak pisałam, ja za nich nic nie zrobię. Męczą się od dwóch lat, ale strach jest silniejszy, mówię im, że póki nic z tym nie zaczną robić, to nic się nie zmieni. Ale ile mogę gadać?
czyli klasyczne pierdzielenie dla pierdzielenia, wkurzaja mnie tacy ludzie
zazwyczaj sugeruje im zrobic cos albo przestac jeczec
i przestaje sie odzywac dopoki nie wybiora ktorejs z opcji...
Mam takich sąsiadów. Nim się wprowadziłam do tej kamienicy, sąsiedzi z klatki od podwórka wkładali do zamka zapałki, zniszczyli domofon. Sąsiedzi nie lubią się z sąsiadami z mojej klatki. A posypała piachem samochód sąsiada B. B. zrobił to samo, sypiąc piach na samochód A. A się popłakała, synowa już wzywa policję. A sądzi, że jest bezkarna, że może wszystko, a jak ktoś robi jej to samo, to ma pretensje, jest wielce zdziwiona, że ktoś zrobił to samo co ona. A. i jej mąż mają pretensje o wszystko, co robią inni, a sami swoich wad nie widzą.
Kurde, wyobraźcie sobie - bierzecie kredyt na mieszkanie. Kupujecie wymarzony własny kąt,a tam taki sąsiad.... Załamka totalna. I ta bezsilność :(
No mam zgoła podobną sytuację.
Ja mieszkałam ze współlokatorka mitomanka. skutecznie skłóciła 3 sezony lokatorów (3 lata) jak jej kłamstwa wyszły na jaw to właścicielka wypowiedziała jej umowę.
Nie będzie lepiej. Tacy ludzie żyją tylko po to żeby wkurzać innych.
idz od razu do prokuratury i wnies sprawe o uporczywe nekanie
z interwencji policyjnych sa notatki masz wiec dowody
mozesz wniesc o zakaz zblizania sie, wtedy beda musieli sie wyprowadzic
@bazienka nie wydaje mi się że warta "hodzić po sądach" w tak błachej sprawie
@korwiszon Chodzić* błahej*
panipanda to troll
ale odpowiem ci trolliku- WARTO chodzic po sadach, bo wtedy tacy debile nie czuja sie bezkarni
i serio zakaz zblizania sie jest realnie mozliwy do uzyskania
jak rowniez sadowy nakaz eksmisji za celowe zatruwanie zycia innym lokatorom (np. te akcje z zalepianiem dziurek od klucza)
@bazienka nie koniecznie bo to może być też prowokacja i nie ma dowodów
jeżeli wsypałaś arszenik zamiast przeczyszczającego to tak możesz liczyć
w przeciwnym razie wracaj ze ślusarzem, bo drzwi będą zabite dechami a klucza nie włożysz choćby nie wiem co
poczytaj sobie na necie taki temat: wniosek o ukaranie za bezpodstawne wezwanie policji - jak zabulą może nawet sporo ponad tysiąc to im przejdzie wzywanie
wniosek składa ktoś komu zależy, bo policja ma to gdzieś, nie chce im się wypełniać papierków, wolą podjechać i odjechać niż pisać takie wnioski bo za dużo roboty dla nich
ale jak już napiszesz to prokuratura musi się tym zająć i nie ma wyjścia bo wezwania były i to naraża budżet państwa i policja mogła być potrzebna w innym miejscu itd, sporo argumentów można wytoczyć - wygrana praktycznie na 100% dla Ciebie
z tych wezwan sa jakies protokoly, mozna roznolegle zlozyc zawiadomienie o nekaniu i wniosek o ustalenie zakazu zblizania sie, co bedzie skutkowalo wyprowadzka sasiada ( albo odsiadka jesli nie podda sie zakazowi)
Współczuję sąsiada. Powinien udać się do psychatry!
@Mara666 sąsiadom*