#LfU8h
Mój ojciec również pewnie nie wie ile mam lat.
Nie wie też na sto procent kiedy mam urodziny.
Nie wie jaką szkołę średnią skończyłam i nie potrafiłby wymienić nazwy mojego kierunku.
Nie wie ilu chłopaków miałam, nie wie czy miałam jakiegokolwiek.
Nie wie co lubię robić, nie wie jakie mam hobby, co lubię jeść albo jaki był mój ulubiony przedmiot.
Nie wie też gdzie pracowałam, w jakich miastach i państwach byłam (chociaż twierdzi, że to i tak dzięki niemu wyjeżdżałam).
Nie wie jaka naprawdę jestem i prawdopodobnie nigdy się nie dowie.
Mieszkam z nim całe życie. To nas łączy - wspólny dach nad głową.
Mój ojciec wie jedno.
Jak zdobyć alkohol.
Jest uzależniony. Jest alkoholikiem. Zrozumie to tylko ten, kto miał z tym podobną styczność.
Ciało mojego ojca jest pokaleczone we wszystkich miejscach. Przecięta żyła w stopie, przygniecione przez drzewo nogi, obite kolana, blizny po ugryzieniu psa, wszelkiego rodzaju obite lub posiniaczone nogi, głównie uda. Rozcięty brzuch, połamane palce wyglądające jak przyszyte kikuty, blizny, zadrapania, złamania i cała reszta różnych urazów, które ciężko zliczyć.
Rozmowy, które ze mną przeprowadza kończą się na pytaniach gdzie jest pilot, czy mam jakieś pieniądze albo fajki.
Robi sobie krzywdę i jednocześnie nam. Był już na różnych leczeniach, był nawet w zakładzie zamkniętym po próbie samobójczej.
Nie wyzdrowieje, bo nie rozumie tego, że jest chory.
Piszę to, ponieważ czytając wyznania o prawdziwych ojcach, którzy nie wiedzą ile ich dziecko ma lat, śmieję się.
I zazdroszczę, że tylko to może stanowić problem.
Czytając wyznania, o żartobliwych docinkach ze strony ojca, nie rozumiem ich.
Nie rozumiem takiej relacji między córką a ojcem, bo nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam i już nie doświadczę.
Jeżeli ktoś z Was pokłócił się z ojcem, nie przeciągajcie tego dłużej niż się powinno. Doceńcie to co macie i kogo macie.
Życie jest za krótkie, żeby zmarnować je na kłótnie, szczególnie te z rodziną.
Rodzina jest najważniejsza.
Trzymaj się. Jesteśmy z tobą 😉
Komentator CS GO
Nigdy nie zrozumiem, jak alkohol może być ważniejszy od rodziny...
ObyNiePeklaGumka Po części się z Tobą zgadzam. Jednak jeśli osoba uzależniona od alkoholu, dostaje wyraźne sygnały od rodziny, że ma problem, że popadła w nałóg, że niszczy siebie i swoją rodzinę, to coś powinna z tym zrobić... Wiem, że w teorii wszystko wydaję się łatwe, ale ogromnym postępem byłoby na przykład przyznanie się do tego, że jest się chorym. To będzie naprawdę wiele znaczyło dla rodziny :)
AmericanHorrorStory - Powiedz to facetowi, który zrobił mi dziecko i ma to teraz gdzieś, "bo alkohol ważniejszy". Nie podjął żadnej pracy i robi mi problemy jak może, żebym nie dostała pieniędzy na dziecko.
Szaramysz bardzo Ci współczuję i wiem, że na pewno jest Ci ciężko, ale nie mogę odpowiadać za błędy drugiego człowieka. Ze swojej strony życzę Ci, byś znalazła osobę, która zrobi wszystko, żebyście Ty i Twoje dziecko byli szczęśliwi
Szaramysz. Rozumiem Twoją frustracje. Ale tez powinnaś myśleć o tym by z takim facetem nie zajść w ciążę. Nie jest to tylko wina faceta jak zawsze nasza płeć mowi: zrobił mi. Kurcze badzmy swiadome!!
właśnie tak jak napisała autorka wyznania - "zrozumie tylko ten, kto miał z tym podobną styczność"
Asisza - Planowaliśmy w zasadzie to dziecko. Tylko od czasu jak zaszłam w ciąże coś mu padło na mózg i poleciał w tango z alkoholem. Wcześniej było dobrze. Lubił imprezy, ja też z resztą nie omieszkałam sobie pójść czasem, ale chyba nie wytrwał tej presji jaką narzuciło mu przyszłe ojcostwo. To nie jest tak, że "wpadka i co teraz robić". Chodził początkowo do roboty, ale jak już mówiłam później się wszystko rypło.
@asisza nie bądź kobieto śmieszna. Dwoje ludzi ponosi odpowiedzialność za dziecko. Zdarza się że znasz kogoś kilka lat, zdecydujecie się na dziecko a facet w trakcie ciąży nagle uświadamia sobie że dziecko to ogromny obowiązek, czuje drugą młodość i kumple imprezy i alkohol są ważniejsi więc "radź sobie sama". Takie mówienie "uważaj z kim zachodzisz w ciążę" jest krzywdzące. Czasami po jakimś czasie okazuje się jaki człowiek jest naprawdę, uważam że nikogo nie można być pewnym.
Mój ojciec też był alkoholikiem, kiedy miał parę dni trzeźwości, był naprawdę bardzo kochany. Jednak takie momenty zdarzały się bardzo rzadko. Wiem co czujesz. Mój ojciec miał kilka prób samobójczych, różnica jest taka, że on zdawał sobie sprawę z problemu, jednak nie mógł znieść tego, że sobie z nim nie radzi.Wielokrotnie, aby wyciągnąć od nas pieniądze, groził, że się zabije. Czasami tak jakby dzwonił się żegnać, ale to też było tylko straszenie. Któregoś dnia, rzeczywiście się zabił. Nic nikomu nie powiedział. Od Jego śmierci minęło już parę lat i może źle to zabrzmi, może zostanę zminusowana, ale cieszę się, że tak się stało. Inaczej stanowiłby dla nas zagrożenie i sam też nie byłby szczęśliwy. W Jego przypadku już było za późno. My stanęłyśmy z mamą na nogi i juz nie musimy się martwić, że w domu ktoś zrobi aferę i, że czeka nas bezsenna noc. A ja nie mam do niego żalu, bo wiem, że to była choroba. Mam nadzieję, że Wasza sytuacja również się rozwiąże, że ojciec zacznie się leczyć, albo się od Was wyprowadzi. Pozdrawiam
Rozumiem Cię doskonale.
Autorko. Opisujesz prawie ze moją historie. Z tym że ja uwolnilam się od takiego ojca, odeszłam młodo z domu wszystko po to by nie ciągnął mnie na dno ze sobą. Syndrom DDA jest cholernie trudny ale chyba mi się udało...
Ja mimo prób leczenia dda i przeczytania masy książek nadal mam problem.
Zdradzisz mi co zrobiłaś?
Też mam taką sytuacje ale nie mogę się wyprowadzić bo jeśli bym to moja mama nie miała by spokoju bo on ją o wszystko obwinia, ona mogła by tego nie wytrzymać :/
Mam w rodzinie osobę uzależnioną i doskonale Cię rozumiem... Jeśli człowiek sam nie zda sobie sprawy z tego, że jest chory, nie zechce się leczyć i z tym walczyć to jak to się mówi choćby skały srały a mury pękały nikt nie jest w stanie na niego wpłynąć.
To jest właśnie ten problem.
Jeśli on sam nie dopuszcza do siebie faktu, że jest chory, to nikt ani nic go nie uleczy jak za pomocą czarodziejskiej różdżki.
Przykre. Ale pamiętaj - jesteśmy z Tobą. Jesteś mądra i silna.Trzymaj się!
Jesteś mądrą i silną Dziewczyną, trzymaj się. :)
Jest takie przysłowie -"czym skorupka za młodu nasiąknie,tym na starość trąci".
Wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy z tego,jakie wzorce przekazują swoim dzieciom,krzywdząc je w ten sposób.
A później płacz i lament,ale niestety często jest już za późno na naprawdę błędów rodzicielskich.
Kochana! Tacy ludzie jak my( tak ja też jestem w takiej sytuacji jak twoja) naprawde potrafią walczyć z przeciwnościami losu i cieszyć się z małych rzeczy. Jeśli masz mamę lub rodzeństwo to spróbujcie się od niego odciąć, bo tacy ludzie naprawdę rujnują życie bliskim. Życze Ci kochana dużo cierpliwość( nie życze siły bo możesz mu kiedyś coś zrobić) i samozaparcia, spełniaj marzenia i dąż do celu ! Trzymam za Ciebie kciuki :*
Wiesz, chętnie bym wyprowadziła go od nas z domu, no ale właśnie. To jego dom. Wszystko zapisane jest na niego.
Tak jak napisałam, nie rozmawiam z nim. Mama ogranicza się do wyzwisk, a brat ma dobre serce i jeszcze nie usłyszał od niego złego słowa.
Był okres, kiedy był 3 tyg na przymusowym leczeniu.
W domu było wtedy cudownie. Cisza, spokój, pewność.
Był tak szczęśliwy, że zakończył terapię, że po tych 3 tygodniach wrócił naje*any.
Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za miłe słowa ; ]
Eh. Ile bym dała, żeby nie rozumieć autorki...