Doszedłem do takiego punktu w życiu, że każdy mój dzień wygląda dokładnie tak samo. Jak kończę pracę w czwartek i idę tą samą drogą, potem siadam w fotelu, biorę to samo piwo co zwykle, włączam tę samą stronę co zwykle i nie mam pojęcia, czy to czwartek, czy wtorek, bo czy to w sobotę, czy poniedziałek, zrobiłem dokładnie, dokładnie to samo. Mylą mi się dni, tygodnie, gubią miesiące. Obawiam się, że stracę w ten sposób całe życie, ale nie umiem się z tego wyrwać. Dajcie dobre słowo...
Dodaj anonimowe wyznanie
Słusznie prawi @Dragomir. Kalendarz.
Ale.... z zapisanymi w nim planami na kolejne dni.
Skąd te plany?
A choćby z rozkładu zajęć pobliskiego domu kultury, albo kina, albo stacji kolejowej.
Samo wykonanie czynności pod tytułem "wsiąść do pociągu byle jakiego" daje Ci mnóstwo ciekawostek, a każda będzie lepsza od piwerka w towarzystwie tivi.
K-A-L-E-N-D-A-R-Z. Mówi to panu coś?
Może warto się przebadać?
Może to problemy psychiczne, apatia czy melancholia. Czasem bywają powodowane samym brakiem jakichś składników w organiźmie.
Jeszcze mu lekarz powie żeby nie chlał i zabierze mu całą radość z życia.