#Kl0E8
Gwiazdą na naszej ulicy jest pani D. – kobietka w średnim wieku, żona ważnego pana. Sama nie jest ani specjalnie wykształcona, ani ambitna, za to mniemanie o sobie ma ogromne. Pod warstwą przemiłych uśmieszków kryje się jednak ogromny fałsz i typowa cebula. Nieustanie porównuje się do księżnej Diany (poważnie...), a jej głównym celem życiowym jest tzw. wizerunek – zawsze wystrojone dzieci, nieustanne udzielanie się w parafii, w radzie osiedla i puszczanie cichaczem plotek o niskim poziomie o innych mieszkańcach. Co roku w Wigilię chodzi po sąsiadach niby z życzeniami, a tak naprawdę pochwalić się, jakich to ona świąt nie urządza, jaka to bogata rodzina nie przyjedzie, jak to będzie kulturalne, światowo i luksusowo. Któregoś dnia piała nad tym, że przyjedzie do niej rodzina z zagranicy tuż po pasterce, pod kościół. Tu muszę dodać, że pasterka była na naszym osiedlu w latach 90. czymś w rodzaju rewii mody, szli wszyscy, więc pani D. celowo kazała przyjechać tej rodzinie nowymi samochodami pod kościół, aby mogła nieco poszpanować przed nami, biedakami.
W Wigilię 1998 roku mój starszy brat, wówczas 15-letni fanatyk Michaela Jacksona, przeżywał swój pierwszy bunt, a że był i jest raczej ciapowaty, to szczytem szaleństwa było podprowadzenie wódki wujkowi. Do północy był już nieco narąbany, czego o dziwo nie zauważyli rodzice, a on sam starał się wyglądać jak najbardziej trzeźwo i jeść majonezową sałatkę, jak mama nakazała. O północy, gdy szliśmy na pasterkę, brat zmieniał już kolory niczym kameleon. Szedł jednak sztywno jak żołnierz, obawiając się zdemaskowania. Cały kościół był już zapełniony, więc rozdzieliliśmy się od rodziców, którzy zostali na zewnątrz i stanęliśmy na samym końcu w mega tłoku. Nagle wchodzi pani D. Zawiedziona cmokała na babuszki, które zajęły miejsca przy ołtarzu, pozbawiając ją przy tym okazji do podlizania się proboszczowi. Wepchała się przed nami, potrącając przy tym mojego brata. On po chwili walki ze sobą nie wytrzymał i... narzygał jej wprost do kaptura eleganckiej kurteczki... O dziwo, nikt niczego nie zauważył, a ja biorąc za fraki brata, ewakuowałam się na zewnątrz do rodziców.
Po pasterce, wracając do domu, całe osiedle obserwowało wniebowziętą panią D., stojącą pod kościołem z rodziną z zagranicy. Zaczynała właśnie swój show, teatralnie się śmiejąc, zaczepiając ludzi i pilnując, żeby nikt z sąsiadów jej lansu nie przeoczył.
Po czym założyła kaptur...
Żodyn nie przeoczył. Żodyn.
No weeeź....
Smród wyrzyganej sałatki świąteczno-jarzynowej to broń biologiczna, która jest w stanie wytrzebić pełną katedrę, a nie tylko osiedlowy kościółek.
Nawet tych półprzytomnych, uwalonych już w trzy de.
To znaczy - nie wierzę, że przez całą pasterkę nikt nic nie poczuł.
I w tłoku, w którym żeby przejść, potrącało się kogoś łokciem, nie zauważył, że jego sąsiad rzyga. Rzyganie zazwyczaj wiąże się z odgłosami oraz torsjami ciała, nie wspominając juz o zapachu. Tak więc, mimo że barwna, to ta historyjka jest tak prawdziwa jak obietnice premiera Pinikio i tuSSka razem wziętych.
@ Frog: Oczyma wyobraźni zobaczyłem takiego małego, wrednego smroda, biegającego po katedrze z małym zakrzywionym nożykiem, trzebiącego męską część uczestników mszy.
Uff, chyba muszę zmienić piguły. Albo dilera.
upadlygzyms
Łomatko...
Kajam się.
Spoko.
Wasza Wysokość, znaczy Męskość, jest w pełni bezpieczna.
Miało być PRZETRZEBIĆ.
(Za dużo słońca dziś było o poranku ☀️)
AUTOKOREKTA 🤗
Nie _wytrzebić _ lecz _przetrzebić_.
@upadlygzyms
Dzięki za humorystyczne zwrócenie mi uwagi 🤗
Nie sumituj się Żabciu albowiem za słownikiem języka polskiegi PWN, jak teraz sprawdziłem, nie popełniłaś nijakiego błedu.
To słówko ma kilka znaczeń, choć wszystkie są wysoko destrukcyjne.
Zgadzam się całkowicie z Twoją tezą, że powrót karmy w postaci sałatki popędzanej wódką w żadnym wypadku nie pozostałby niezauważony. Nawet na Pasterce, na której strach używać otwartego ognia, ze względu na stężenie alkoholu w powietrzu, rosnącym z każdym wydechem w niej uczestniczących.
mhm narzyganie do kaptura bez zwrócenia uwagi + to plebejskie "żodyn", tfu gówno
Brakuje mi smoków w tej historii albo tego, że gdy było zamieszanie, to wykorzystaliście szansę i poszliście ukryć sie w szopie żeby dać upust emocjom, a z kupki siana zostały tylko źdźbła.