#KiV9L
Kiedy kolejny raz ona napisała, czy spotkamy się w weekend, odpisałam „Świetnie, o której mamy przyjechać do Was i co przywieźć?”. W odpowiedzi otrzymałam SMS-a, że jak przyjedziemy do nich, to ona wyjdzie z domu, bo ona wybierała się w gości, a nie przyjmować gości.
Nie pojechaliśmy. A oni od tego pamiętnego SMS-a bywają u nas tylko z okazji imprez rodzinnych.
Nie rozumiem takich ludzi. Serio. Mam takiego brata. Rozumiem, siostry może nie lubić, ale nawet rodziców NIGDY do siebie nie zaprosił. Nawet jak ich prosi o pomoc, to do domu nie wpuszcza.
Niektórzy wstydzą się tego, jak mieszkają.
To raczej mojego brata nie dotyczy. Dom ma na takim poziomie, do którego ja nigdy nie dojdę. Podwórko ma piękne, oboje dużo pracują nad tym, żeby wszystko ładniejsze wyglądało. Moja mama czasem się sama wprosi, a czasem dostanie klucze, żeby im rybki karmić, jak są na wakacjach. Ten dom wygląda jak z katalogu. Ja tam byłam 4 lata temu i wtedy wyglądało pięknie, a podobno tylko się poprawiło.
A dlaczego tego nie powie?
Jestem taką osobą, już tłumaczę.
Będąc dzieckiem dzieliłam pokój 2m na 4m z dwoma braćmi. Nie mieliśmy w pokoju drzwi. Teraz mieszkam z partnerem- moje mieszkanie to moja twierdza i nie lubię kogoś na swoim terenie, kiedy w końcu mam prywatność, luz, swój kawałek podłogi. Jeżeli ktoś chce wpaść- czasem zaproszę, ale np. to mojego przyjaciela zapraszam tak tylko dwa razy do roku, reszta spotkań jest u niego lub na neutralnym gruncie.
Aczkolwiek powodu mogą być różne, w tym np. Wstyd za mieszkanie, niechęć do przygotowywania czegokolwiek, strach przed ocenieniem.
U mnie było tak, że mama nie lubiła gości bo pewnie będą później plotkować i nam tyłek obrabiać. Wierzcie mi naprawdę ciężko było zmienić nawyki i nauczyć się zapraszania ludzi do siebie jak ciągle z tyłu głowy masz, że jest nie dość posprzątane, nie dość dobrze, goście przychodzą poszpiegować jaka z Ciebie gospodyni
Ja mam w domu zawsze bałagan. Przy małych dzieciach nie jestem w stanie ogarnąć tak, żeby było czysto. A i tak mam gdzieś, co kto myśli o moim domu. To mój, nie musi się gościom podobać. Jak im za bardzo przeszkadza, to nie będą chcieli przychodzić, będziemy się spotykać u nich albo na mieście. Ale nigdy nikt mi nie powiedział ani nie dał odczuć, że coś jest nie tak. A moja mama na przyjście sąsiada musi mieć wysprzątane i ciasto upieczone, więc z domu podejścia nie wyniosłam.
@Hvafaen chybione. Zwykle nie wpadam na więcej niż kawę. Jedynie do przyjaciela, ale znamy się tam długo, że ani on ani ja nie potrzebujemy udawać i jeżeli ma ciuchy na krześle i nie starte kurze- nikomu to nie przeszkadza.
Przy tym zamówić można coś razem, a sama nigdy nie przychodzę z pustymi rękami. Poza tym jeżeli komuś to przeszkadza- niech mnie nie zaprasza, sama też się nie wpraszam i jak ktoś zaproponuje to spoko, sama nigdy z tym nie wychodzę. W jak ktoś proponuje, to najwyraźniej nie przeszkadza mu, że musi wstawić kubek do zmywarki.
Hvafaen doskonaly komentarz
@elbatory
Nie ma, ale nie uznałabym kogoś za szczególnie bliskiego, gdybym czuła się niechciana w jego domu. Oczywiście nie każda znajomość musi być super bliska, ale dla mnie byłaby to taka znajomość do spotkania na kawę, na 2 godziny właśnie, i nic więcej. I na pewno nie zapraszałabym takiej osoby do siebie. Tak więc nie chodzi o wymianę, a fakt, że człowiek czuje, że nie ma dla niego miejsca.
też jestem ciągle zapraszającą, chociaż denerwuje mnie to strasznie, przed tym wypada porządniej posprzątać i przygotować coś do jedzenia. Ale bez tego nie widywałabym się w ogóle ze znajomymi. Oni jeszcze nie mają warunków, raczej nie mieszkają sami, tylko albo wynajmują pokój, albo z rodzicami jeszcze. A kiedy proponuje się wyjście gdzieś, żebym nie musiała sprzątać, gotować i jeszcze po imprezie sprzątać drugi raz, to raczej nie mają kasy, żeby wyjść. Wkurza mnie to, bo wtedy ja muszę wydać kupę kasy, żeby ich nakarmić.. ;p