#iHyN5

Czasy przedkorporacyjne. Duża firma. Pani w sekretariacie zajmowała się nie tylko korespondencją, również administracją i kadrami. Sprawy kadrowe były przez nią przesyłane co miesiąc do centrali firmy. Kierowniczka sprzedaży, koleżanka dyrektorki, była w ciągłym konflikcie z panią z sekretariatu. 
Któregoś dnia kierowniczka zarzuciła pani sekretarce, że koleżanki tej ostatniej mają „odnawialny urlop”. Czyli: sekretarka likwiduje karty urlopowe swoich koleżanek, a raporty wysyłane do centrali są fałszywe... Obie trafiły na dywanik do dyrektorki. Kierowniczka pewna, że utrze nosa sekretarce, może nawet uda się ją zwolnić... I pewna, że koleżanka dyrektorka stanie po jej stronie. Każda wyjęła swoje notatki, kopie kart urlopowych. Na biurku dyrektorki wyciągały karta po karcie (kierowniczka robiła ksera pracowników swojego działu).
Efekt kontroli wewnętrznej? Sprawy osobowe prowadzone bezbłędnie. A pani kierowniczka „zapomniała” o kilku swoich dniach urlopu...

Jej mina bezcenna, kiedy koleżanka dyrektorka spojrzała na nią i powiedziała: „Cóż... Kierowniczko, proszę przy mnie, tu i teraz, przeprosić panią sekretarkę za rzucane na nią oszczerstwa. Pani ta dobrze wykonuje swoją pracę. A ty, kierowniczko, zajmij się swoimi obowiązkami, do których sprawy kadrowe nie należą”...
Caldas Odpowiedz

Kiedyś w byłej pracy też zarzucano mi, że nieprawidłowo wykonuje swoje obowiązki, w sytuacji, gdy byłem w stanie udowodnić, że wykonuje je prawidłowo. A później, jak złożyłem wypowiedzenie, to się zdziwili.

Dodaj anonimowe wyznanie