#K0Bp2
Sama ciąża nie była łatwa i przyjemna, choć prawidłowo się rozwijała i wszystko było w porządku, ale tak samo jak macierzyństwo po porodzie, nie jest dla mnie żadnym błogosławionym czy mistycznym czasem. Jest cholernie trudno. O żeby nie było, spodziewałam się tego, chociaż myślałam, że lepiej będę dawała sobie radę. Myślę, że jestem najgorszą matką na świecie. Naprawdę nie dziwię się teraz tym kobietom, które siedzą w więzieniu za dzieciobójstwo.
Po porodzie musiałam kilka razy dziennie dziękować Bogu, że dałam radę się powstrzymać i nie zrobić dziecku krzywdy (tak, wiem, depresja poporodowa). Teraz jest trochę lepiej, staram się jak mogę, nic mnie w życiu nie kosztowało takiego wysiłku, żeby się pilnować, żeby nie krzyczeć na dziecko czy nie lulać za mocno w nerwach. Kocham dziecko najbardziej na świecie, jest moim największym skarbem, moim słoneczkiem, jest całym moim życiem, zrobię dla niego wszystko. Ale mam wrażenie, że codziennie je zawodzę, że krzywdzę je nieodwracalnie za każdym razem, kiedy puszczają mi hamulce i podnoszę głos, przeklinam albo wybucham płaczem. Nie umiem sobie poradzić z wyrzutami sumienia za każdym razem. Staram się, ale nie wychodzi. To mnie wyniszcza, to poczucie winy i porażki.
Powiem Ci cos, co uslyszalam od meza kiedy mialam podobnie jak Ty. Nie jestes matką perfekcyjną, ale jestes idealna dla swojego dziecka. Czy popelnisz bledy wychowawcze? Pewnie. Stracisz cierpliwosć i sie wydrzesz? Nie raz. Moze nawet klapsa daszjak bedziesz miala rozbrykanego kilkualtka. Jednak to wlasnie milosc do dziecka sprawia, że te bledy straca na znaczeniu. Ważne, ze wiesz co robisz nie tak i nad tym pracujesz. Poza tym To sa dzieci. Jedne to anioleczki i grzeczniotkie sa, a inne placza non stop (high need baby).Moze potrzebujesz odpocząć od malucha? Kilka godzin poza domem nie skrzywdzi dziecka, a Tobie da wytchnienie. Popros meza niech zostanie z dziecina raz na jakis czas sam. Taki reset duzo daje. Natomiast jeśli masz zdiagnozowana depresje poporodowa, to sama sobie z tym nie poradzisz. Potrzebujesz terapii, moze lekow i ogromnego wsparcia bliskich. Pozdrawiam Cie serdecznie.
Napisalam grzczniotkie. Dramat. Chodzilo o grzeczniutkie. Czas spac dosc anonimowych.
Ładnie napisane
Malo kto tak naprawdę mówi o tej ciemnej stronie macierzyństwa. Jestem pewna ze nie jesteś jedyna. Uczysz się, robisz błędy, widzisz je i to jest najważniejsze. Z czasem będzie lepiej. Trzymaj się!!
Sama zostałam mamą parę miesięcy temu. Nie miałam depresji a mimo to dziecko mnie denerwowało i dalej denerwuje. Naprawdę nie masz powodów do wyrzutów sumienia. To całkiem normalny stan. A fakt, że się starasz i z tym walczysz dużo o Tobie mówi. Łeb do góry i nie daj się. Macierzyństwo to nie miód i orzeszki. Dasz radę 👍
Kiedyś, dawno temu trzymałam moje 2 miesięczne dziecko w rękach i miałam ochotę rzucić nim o ścianę.
Dziecko wyło popołudniami, bo miało kolki. Miałam ochotę tłuc głową mojego dziecka o ścianę byleby zamilkło. Czułam się najgorszą matką świata. Nie byłam w stanie pomóc ani jemu, ani sobie. Nie kochałam go dostatecznie, bo przecież chciałam aby zamilkło! Kiedy ktoś przychodził mówił coś w rodzaju "dziecko płacze bo (wstaw cokolwiek) powinnaś (wstaw cokolwiek)" a ja czułam się tak źle że chciałam sama sobie odebrać życie. Potem wracał mój mąż brał dziecko na ręce, nosił i kołysał, a ja szłam płakać do sypialni nad tym jak bardzo jestem beznadziejną matką, że moje dziecko nigdy nie będzie szczęśliwe, że zmarnowałam mu życie, rodząc je.
Tamtego strasznego dnia myślałam, ze naprawdę moje dziecko zginie, że się nie zdołam pohamować.Zostawiłam dziecko pośrodku łóżka, zabezpieczając aby nie spadło i wyszłam do drugiego pokoju, zatkałam sobie uszy dłońmi żeby nie słyszeć tego krzyku i starałam się wyciszyć. Bóg jeden wie jak tamtego dnia ze sobą walczyłam.
Moje dziecko zostało same, szlochając kilka minut - mi wydawało się, że zostawiłam je na wiele godzin. Kiedy mój mąż wrócił, czułam się jak zbrodniarz. Nie byłam warta życia!
Nocą zadzwoniłam do znajomej, która miała kilkoro dzieci. Przyjechała następnego ranka wraz ze swoimi małymi dziećmi i była ze mną. Nosiła moje dziecko i opiekowała się nim. Robiła mi herbaty. A ja płakałam i płakałam i płakałam... Powiedziała mi wtedy i tym, że jestem matką WYSTARCZAJĄCO dobrą dla mojego dziecka, aby ono przeżyło. Przywiozła mi też chustę i nauczyła wiązać w niej dziecko - i odtąd spało ono tylko przyklejone do mnie kolejne tygodnie... miesiące... albo na rękach taty.
Już nigdy jednak nie było AŻ tak źle.
cdn
Po kilku miesiącach okazało się, że moje dziecko ma straszne problemy z alergiami, jest także nadwrażliwe i jest HNB (high need baby).
Nadal bardzo mnie potrzebuje, ale już mniej niż kiedyś. Dziś patrzę z dumą jak kłusuje na koniu - zupełnie samodzielnie. Mała dziewczynka na sporym kucyku. To dziecko nadal jest pełne pasji - ma mocno "włoski" charakter, bardzo sprecyzowane zainteresowania odkąd skończyła 4 lata.
Moja przyjaciółka powiedziała mi kiedyś, że bardzo podziwia mnie, że "wytrzymuję" moje dziecko. Ja sama teraz jestem pełna podziwu dla siebie sprzed tych kilku lat - która miała tylko siłę na to aby zostawić swoje dziecko w bezpiecznym miejscu aby je uratować.
Nie daję rad młodym mamom. Teraz ja robię im herbatę i przychodzę potrzymać dzieci na rękach aby mogły chwilę odsapnąć.
Ale pięknie napisałaś. Twoje słowa poruszają serce.
:)
A co do chusty. To jest proste rozwiązanie i absolutnie skuteczne. Kobiety na całym świecie stosują chusty. Wiele z nich pracuje całymi dniami, z dziećmi przywiązanymi na placach. Te kobiety nie mają czasu na depresje poporodowe, ponieważ ciężko harują na to, by mieć co do garnka włożyć. Często fizycznie, na polu. I ich dzieci nie ryczą i nie doprowadzają matek do szaleństwa. Dlaczego? Bo podstawowa potrzeba tych dzieci jest zaspokojona. Ta pierwsza, podstawowa potrzeba, to nie sucha pielucha czy syty brzuszek. To OBECNOŚĆ MAMY. Czucie dotyku jej ciała, zapachu, bicia serca, oddechu. To najważniejsza potrzeba każdego dziecka - poczucie bezpieczeństwa.
Tymczasem w naszym popapranym, "rozwiniętym" społeczeństwie dzieci mają wszystko. Wypasione wózki, elektryczne bujaki, super-miękkie i chłonne pieluszki, zabawki z białym szumem i tysiące innych, niepotrzebnych gówien. Jednak całymi dniami wyją z rozpaczy, często dosłownie dusząc się od płaczu, bo nie mają najważniejszego - dotyku ciała mamy.
Po raz kolejny polecam wszystkim książkę "W głębi kontinuum". Naprawdę warto przeczytać.
Ale wiesz, że ten slodko-pierdzący obraz wiecznie uśmiechniętej i spełnionej samym faktem macierzyństwa kobiety to bujda na resorach, która dobrze wygląda na Instagramie. Nie ma chyba matki, która choć raz nie krzyknęła, nie zabujała za mocno, czy nie myślała o zabiciu swojego dziecka. I nie, nie jesteś złą matką. Jesteś matką zagubioną, która dopiero uczy się wszystkiego. Na pocieszenie powiem ci, ze ja mam dwoje i choć myślałam, że z drugim będzie juz łatwiej, to dopiero zaczął się hardcore 😅. Trzymam za ciebie kciuki. I proszę nie podważaj swojej roli. Jesteś najlepszą mamą dla swojego dziecka.
No trochę przegiełaś. Rozumiem, że kobieta w depresji poporodowej może mieć takie myśli, ale ogólnie to żaden zdrowy człowiek nie powinien myśleć o zabiciu kogoś. Dla mnie to twoje stwierdzenie jest mocno niepokojące i nie wmawiaj kobietom, że myślenie o zabiciu dziecka jest czymś zwyczajnym i powszechnym, bo takie osoby powinny szukać pomocy u specjalisty.
To o zabiciu raczej było w bardziej żartobliwym kontekście napisane. Raczej nie myśli się o takich rzeczach poważnie (nie mając depresji), ale sama nie raz rzuciłam do męża zdanie, że tylko jeden krzyk dzielił dzieci od utraty życia.
Okej, nie brzmiało to dla mnie jak żart, dlatego zwróciłam na to uwagę. Z mężem często żartujemy, że nasz pierworodny trafi do okna życia, czasem razem z tatusiem, o ile się zmieści ;)
Trzymaj się, wiem jak to jest. Jeżeli możesz wychodzi z pokoju i tam krzycz i się wcielają.juz niedługo maluch podrosnie i zobaczysz jak wszytko się zmieni
Może niech facet, który wystaral się o dziecko razem z tobą, ruszy dupe i pomoże ci to ogarnąć?
Idź do lekarza. Środki na uspokojenie można brać nawet karmiąc piersią.
poczytaj "zalujac rodzicielstwa" na fb
nikt tym biednym mlodym matkom nie mowi, jak naprawde wyglada macierzynstwo, ze co chwila puszczaja hamulce, ze dziecko sie drze a ty nie wiesz, co mu jest, bo sucho, najedzone, wyprzytulane i nic nie dziala, ze masz wieczne niedospanie, a wszyscy ci mowia, ze robisz cos zle, bo jedna babcia z ina ciocia zrobilyby inaczej
zycie to walka ;)
powinna byc jakas kampania uswiadamiajaca i burzaca ten sielski obrazek szczesliwych mamus, ktorym dziecko CZASAMI zaplacze
Serio? Kampania zniechecająca do posiadania potomstwa?
Nie zniechęcająca tylko uświadamiająca, żeby wiedziały czego się spodziewać.
Ładne słowa ostatnio gdzieś usłyszałem.
Możesz nie być perfekcyjna, ale z chwilą porodu rodzi się dla ciebie człowiek, dla którego jesteś wszystkim. Nieważne czy się pomylisz raz, dziesięć czy sto ty jesteś dla nowo narodzonego człowieka najważniejsza, bo razem z jego ojcem dałaś mu życie.