#J56aL

Właściciele zwierzaków domowych może zrozumieją moje wyznanie.

Gdy miałam 8 lat, dostałam od rodziców szczeniaczka. Był to mój ukochany pies, mój najlepszy przyjaciel przez 13 lat. Zarówno ja, jak i moi rodzice bardzo dobrze się nim opiekowaliśmy, nigdy nie zostawialiśmy go pod opieką obcych (np. hotel dla psów) itd.
Niestety pod koniec życia nasz pies poważnie zachorował. Od diagnozy do śmierci przeżył jeszcze 2 lata, ale w tym czasie było nam bardzo ciężko, ponieważ jego stan stopniowo się pogarszał. Dawaliśmy mu leki, codzienne zastrzyki, że już nie wspomnę o sumie, którą wydaliśmy na leczenie u weterynarza. Co więcej, tak organizowaliśmy obowiązki, żeby zawsze przynajmniej jedna osoba była w domu, bo piesek był już za słaby, by mógł zostać w domu sam.

Przeżyliśmy to wszystko, ale to, co bolało najbardziej, to niezrozumienie ze strony rodziny i znajomych. Mój dziadek potrafił obrazić się o to, że jedno z nas nie przyszło do niego na urodziny, bo musiało zostać w domu z pieskiem. Na studiach również spotkałam się z niezrozumieniem. Byłam jedną z najlepszych studentek na roku, a mimo to, gdy poprosiłam panią profesor, bym mogła wyjść z jednych zajęć wcześniej, to nie zgodziła się, mimo że innych studentów zwalniała na przykład dlatego, że twierdzili, że spieszą się do pracy.

Przykro mi, że tak wielu ludzi wciąż uważa, że pies to „tylko zwierzę”, a opiekę nad nim i miłość do niego uważają za śmieszną i niezrozumiałą.
Duszka1 Odpowiedz

Drobna uwaga - pozostawianie zwierzęcia pod nadzorem odpowiedniej i przeszkolonej osoby (nawet obcej) to raczej przejaw odpowiedzialności, a nie złej opieki. Rozumiem obawy z przekazaniem psa czy kota komuś, kto luźno ogłasza się w internecie, bo po prostu dorabia sobie w ten sposób, ale w hotelach dla psów/kotów/innych często pracują osoby odpowiednio wykwalifikowane i doświadczone.

Rozumiem Twoje emocje. Wiem, że Włoszech planowano wprowadzić prawo do płatnego urlopu na opiekę nad zwierzęciem domowym (czy wprowadzono nie wiem, bo przestałam śledzić ten temat). Stopniowo postrzeganie zwierząt domowych w społeczeństwie się zmienia, ale na natychmiastowe efekty jest jeszcze za wcześnie.

Owszem, znam natomiast osobiście przypadek pieska, który niestety odszedł po wizycie w takim "renomowanym" hotelu dla zwierząt, dlatego ja niestety nie byłabym w stanie zaufać obcej osobie w takiej kwestii.

Lyssa

Problem leży w tym, że zweryfikowanie tzw. hoteli jest ciężkie - w związku z czym ryzykuje się często zdrowiem, a nawet życiem zwierzęcia. ZNam co najmniej kilka sytuacji, gdzie w "renomowanym hotelu" pies łapie najgorsze syfy i wraca ledwo żywy, albo zwyczajnie "znika" - oczywiscie właściciel hotelu tu zawsze twierdzi,, że pies zerwał się ze smyczy i uciekł - dwie sytuacje były dość głośne - gdzie jeden pies został skatowany i utopiony, w kolejnej, twierdzono, ze uciekł, właściciel hotelu pomagał "szukać" rozwieszał ogłoszenia - po czym okazało się, że pies od ładnych paru dni leżał pod ziemią, bo został zagryziony przez inne psy. Trzecia sytuacja - "hotel" prowadzony przez kolesia tytułującego się lekarzem wetrynarii (wzbudza zaufanie, co nie?) Pies zniknął, twierdzenie, że uciekł - sęk w tym, że nie miał jak - ani z kojca by nie wyszedł, ani z terenu, i taka dygresja, że gość hodował parę dużych (bardzo dużych - molosów) ras i miał co najmniej kilka sytuacji, że psy mu się pozagryzały... świta coś? Ani w drugim, ani w trzecim przypadku nie było zamiasru skrzywdzenia psa - i co z tego, skoro psy zapłacily zyciem

Duszka1

@Sierra1, Lyssa
Przykro to się czyta, ale nie wypowiadałabym się na ten temat gdybym sama nie miała z tym jakiegoś doświadczenia. Od 5 lat korzystam z jednego z hoteli dla zwierząt, właścicielka sprawdzona i nic złego się nigdy nie stało, więc... pewnie są i miejsce warte zaufania i takie, których lepiej unikać. Osobiście akurat hotel, z którego korzystam wybrałam po dość długim rekonesansie, zapoznaniu się z wieloma opiniami i bezpośrednią rozmową z właścicielką.

NAUS Odpowiedz

Doskonale Cię rozumiem.
Wychowałem się na wsi, więc zawsze otaczały mnie zwierzęta. Zwłaszcza koty i psy, choć miałem też siostrę (nie mogłem się powstrzymać ;D). W szczytowym momencie miałem trzy koty, psa, dwie papugi, żółwia i pięć fretek. Najbardziej związany jednak od zawsze byłem z psami i kotami, to byli członkowie rodziny. Od zawsze bolał mnie widok psów na łańcuchach u moich sąsiadów. Całe życie na 2m2, w rozwalonej budzie, czy zima i -20, czy lato i ponad 30 na plusie, pies w tym samym miejscu. Gdy dowiadywałem się, że sąsiad X utopił młode koty, przeżywałem żałobę. Gdy sąsiad Y zakopał po raz kolejny szczeniaki, było równie źle.

20 lat później niewiele się zmieniło, gdy przyjeżdżam do kogoś i widzę w jakich warunkach żyją jego zwierzęta, a warunki te są w moim uznaniu złe, po prostu sabotuję spotkanie, by nic z niego nie wyniknęło (jestem handlowcem). Pamiętam, gdy kiedyś przyjechałem na spotkanie do jednego bogatego gospodarza, oprowadzał mnie po swoich włościach, rozmawialiśmy o tym, co było do zrobienia, ustalaliśmy warunki i oczywiście kwestią czasu było, aż miniemy "stanowisko" psa. Pies stary, duży, bardzo zaniedbany, z ranami i dużym guzem na karku. Od razu zatrzymałem się i zapytałem, czy był z nim u weterynarza i co on powiedział. A gospodarz mi na to, że nie ma po co, bo to już stary pies, a poza tym ma drugiego.
Zupełne 0 refleksji nad cierpieniem zwierzęcia, jego losem albo wartością. Trochę się tam zdenerwowałem i finalnie, co pewnie nie będzie zaskoczeniem, żadnego targu nie dobiliśmy, ale nie żałuję, powiedzenie mu co myślę dało mi więcej satysfakcji niż pieniądze.

Takich historii było niestety więcej, no, ale nie ma co, w końcu to Twoje wyznanie, a ja jestem tylko komentarzem. Wygląda na to, że w pewnym sensie dzielimy serce, więc masz u mnie dużego plusa, chyba największego spośród całej anonimowej populacji.

Frog Odpowiedz

Jak wiadomo, wrażliwość na los zwierząt świadczy przede wszystkim o wysokim poziomie empatii oraz o dojrzałości emocjonalnej.
To z kolei niesie za sobą potrzebę czynienia dobra i szacunek dla wszelkiego życia.

Warto jednak pamiętać, że nie każdy człowiek odnosi się do zwierząt jak do swoich bliskich, w związku z czym Twoje postępowanie może być negowane, deprecjonowane, wyśmiewane.
Ludzie są różni - bywa, że ukrywają swoje słabości, atakując innych. Bo chcą, bo mogą, bo tak.

Ale Ty po prostu ignoruj te negatywne akcje czy uszczypliwe uwagi i rób swoje (czyli nadal opiekuj się potrzebującymi bądź słabszymi zwierzętami, tak jak robiłaś to do tej pory).
Szanuję.
Popieram.
Powodzenia 🌻

Ceipil Odpowiedz

Ciekawe jest to o czym piszesz. Prywatne hotele, osoby do opieki jak dla ludzi. Uważam że stawianie zwierzęcia na równi z człowiekiem jest uwłaczające. Nie neguję tego, twoja sprawa. Skąd wzięło się tak bezgraniczne oddanie zwierzęciu?

Risha

Ja uważam że zwierzę powinno stać wyżej niż większość ludzi.

Diddl

Ceipil, człowiek to też zwierzę. Od kiedy dbanie o swoje zwierzę, które jest członkiem rodziny, za które wzięło się odpowiedzialność, gdy się je kupiło/adoptowało/przygarnęło z ulicy to stawianie zwierzęcia na równi z człowiekiem? I jeśli dla ciebie jest uwłaczające to, że ktoś dba o swojego psa/inne zwierzę, to popracuj nad swoim poczuciem wartości. I gdzie z wyznania w ogóle wynika, że autorka i jej rodzina stawiała psa na równi z ludźmi? W tym że jedno z nich nie poszło na urodziny dziadka, bo chory pies nie mógł zostać sam? Przecież cała reszta poszła i możliwe że przekazała życzenia i prezent od tej jednej nieobecnej osoby, a nawet jeśli nie, to ta osoba sama później to zrobiła. Albo i wcześniej złożyła życzenia i zapowiedziała, że prezentem przyjedzie w innym terminie i przypuszczam że normalnie wcześniej odwiedzała dziadka, a nie że nie odwiedzała i na urodziny też nie przyszła, bo musiała opiekować się psem. Patrząc na niektórych ludzi to ciężko mi się nie zgodzić z Rishą.

3210 Odpowiedz

Szacunek

Dodaj anonimowe wyznanie