#IjB3k
Wraz ze swoją przyjaciółką prowadziłyśmy wędrówkę bez celu po naszej wsi. Zmęczone ''podróżą'' z jęzorami na wierzchu, schowałyśmy się pod dach przystanku. W oddali zauważyłam starszą kobietę z dziewczynką, wracającą do domu. Mała spojrzała spod byka i dobitnie skrytykowała nas bez ogródek wulgaryzmem (czyt.sukami). Owa rodzina uchodziła za patologie społeczną, więc wcale się nie zdziwiłam, że nie potrafiła właściwie się zachować. Gówniara - pomyślałam i olałam sprawę.
Dziewczynka miała 7 lat, młodszego brata - 4/5 letniego. Mieszkali z babką, matką i ciotką. Zajmowali kwaterę w obskurnym, małym domku, z dziurą w dachu, z którego ciekło gdy padał deszcz, z sienią śmierdzącą od ugnojonych gumiaków, umyć się po ludzku nie było nawet mowy z braku łazienki i ciepłej wody. Po wsi chodziły słuchy, że w tej rodzinie występuje alkoholizm, w której jest przemoc, w której nie zaspokaja się podstawowych potrzeb, występuje wiele warunków niekorzystnych, powodujących, że nie można dobrze funkcjonować.
I nagle, ni stąd, ni zowąd, doszło do tego, że bardzo polubiłam te dzieciaki. Pozory bardzo mnie zmyliły. Gdy bliżej je poznałam, częściej odwiedzałam. Chętnie spędzałam z nimi każdą wolną chwilę, od zabaw, do spacerów, zabieraniem na lody i przejażdżki rowerem, na czytaniu książek i odrabianiu lekcji kończąc. Ich ruchliwość była wręcz nadmierna. Nie mogłam pojąć tego, jak to szczęście biło z twarzy, jak było namacalne, gdy każdego następnego dnia ujrzały mnie przez okno, by za chwilę z niego wyskoczyć jak strzała puszczona z łuku i wspiąć się na nóżkach by zarzucić swoje małe rączki mi na szyję.
Faktycznie, zgodzę się, że rodzina mieszkała w bardzo złych warunkach - smród, bród i ubóstwo. Dorośli bez pracy, babka nałogowa alkoholiczka, awantury, odwiedziny podejrzanych mężczyzn, na podłodze barłóg z odchodami - dosłownie! Moje odwiedziny były dla nich opatrznością i uśmiechem od losu. Tak mało było trzeba, by ujrzeć na dziecięcych twarzach uśmiech, nie tylko na twarzy, ale także w oczach.
Długich reprymend się nasłuchałam od ojca, krzyczał, wypluwając z siebie stos słów jak wulkan lawę, że jestem niepoważna, że powinnam siedzieć na d*pie w domu, zamiast pałętać się i łazić do takich niechlujów i flejtuchów.
Z całego tego okresu nigdy nie zapomnę jednej rzeczy - śmierci chłopca. Zginął na miejscu w wyniku potrącenia przez samochód. A później wszystko działo się już z szybkością błyskawicy - dziewczynkę zabrali do Domu Dziecka, a reszta domowników wyprowadziła się, do dziś nie wiem dokąd.
Nie żałuję moich czynów - mimo niezadowolenia i kręcenia nosem, lamentowania i przywoływania mnie za ziemię przez ojca - bo otrzymywały ode mnie to, co je cieszyło - tyle uwagi ile zdołały udźwignąć.
Współczuję dzieciom 😐
P.S. Kiedyś los Ci się odwdzięczy
O ile już tego nie zrobił ;-)
Zastanawia mnie, dlaczego nagle tak diametralnie zmieniłaś nastawienie do nich? Co Cię skłoniło do odwiedzenia ich i poznania bliżej? Bo z tego, co rozumiem, byłaś kilka lat starsza od tamtych dzieci.
Chodzi mi o to, że np. kiedy mnie ktoś obrazi, to raczej nie mam ochoty poznawać go bliżej. I dlatego pytam, dlaczego pomyślawszy najpierw, że jedno z dzieci to "gówniara", nagle zbliżyłaś się do nich i zaczęłaś spędzać z nimi czas. Czy był jakiś powód ku temu, czy po prostu tak się złożyło? :)
Też mnie to zastanawia ;)
Jesteś super dziewczyną o wielkim sercu. Tylko mam pytanie...
Próbowałaś odnaleźć tą dziewczynkę? Raczej jesteś już dorosła, może warto spróbować :) Zapewne ta dziewczynka, też tęskniła za Tobą i nie miała obok siebie nikogo, komu mogłaby to powiedzieć. Kto wie.. ;)
Jak czytam to uśmiech na twarzy jest od razu :)
To co dla nich zrobiłaś było piękne. Odmienilas życie tych dzieci. Zobaczysz, dobro jeszcze do ciebie wróci :)
Jak to dobrze, ze na świecie są jeszcze tacy ludzie jak Ty ✌😊
Ten "bród" :x
A co się stało, że nagle polubiłaś te dzieciaki? Bo jakieś wydarzenie musiało się z tym wiązać...
Dostałam gęsiej skórki po przeczytaniu tego wyznania.
to niesamowite co zrobilas dla tych dzieciakow, jestes naprawde wspaniala osoba
bardzo mi przykro z powodu chlopca...
mam nadzieje ze dziewczynka znalazla dobra rodzine
ja na Twoim miejscu probowalaym ja odnalezc :)
trzymaj sie i jesli sprobujesz odnalezc dziewczynka- powodzenia :)