#IPbTy
Pewnego razu na jednej ze studenckich imprez po kilku głębszych pocałowałem koleżankę, którą widywałem na uczelni. Chwilę później poszliśmy na kilka randek ze sobą i nagle stało się — jestem z wymarzoną dziewczyną.
Pierwszy okres naszego związku był naprawdę dobry, w miarę się dogadywaliśmy, robiliśmy rzeczy ważne dla naszej dwójki, dobrze byliśmy zgrani w łóżku. Po jakimś roku skończyliśmy studia, znaleźliśmy pracę, jeździliśmy na super wycieczki, te krajowe, jak i dalekie podróże zagraniczne — życie czysta bajka, mieliśmy wymarzoną pracę i byliśmy szczęśliwi.
Ważną kwestią w tym wyznaniu jest to, że oboje mamy rodziców mniej zamożnych, którzy nie dali nam samochodów, własnych mieszkań itp... w tamtym czasie mieszkaliśmy u rodziców z planami na własne M. Pech chciał, że moja luba straciła pracę przez redukcję etatów, a moja firma zbankrutowała. Myślę — OK, jesteśmy młodzi, damy radę, nie ma co się martwić. Niestety w tamtym najgorszym dla nas okresie moja luba zaszła w ciążę.
W pierwszej chwili straciłem głowę, ogromne szczęście, będzie nas więcej, jednym słowem super, nie przejmowałem się brakiem pracy. Miałem rację, po kilku aplikacjach na oferty pracy dostałem pracę, znowu zaczęło się układać. W związku z tym, że chcę pomagać mojej ukochanej w ciąży, zgodziłem się na jej pomysł zamieszkania z nią i jej rodzicami. Mają duży dom, że spokojnie na siebie nie wchodzimy, ale gdzieś zawsze są tam za ścianą. Jak okazało się po dokładnych przeliczeniach, za moją pensję nie wynajmę mieszkania i nie nakarmię rodziny, na sprawy ciążowe, kupowanie paliwa, jedzenia ledwo na styk starcza. Jak się okazało, życie z teściami zrujnowało mi życie -krzywe spojrzenia, że coś robię nie tak, pokazywanie, że oni są lepsi dla swojej córki niż ja... Nie dają mi normalnie funkcjonować. Nie wspomniałem jeszcze, że posiadałem swojego ukochanego psa, który został u rodziców, teściom nie podoba się, że jeżdżę do psa codziennie go wyprowadzić, ogólnie jej ojciec to taki typ, co wie wszystko najlepiej.
Mam już dosyć tego typa, który próbuje kierować naszym życiem, ja się staram nie dawać, ale moja luba uległa swojemu ojcu i robi wszystko, jak ten każe, nie możemy razem czegoś ustalić, bo tatuś to, tatuś pstro. Uległa do tego stopnia, że już nie chce się wyprowadzać ze mną gdzieś indziej, bo tatuś nie chce.
Nie wiem, jak się potoczą nasze drogi dalej, czy wytrzymamy to mieszkanie u rodziców, już teraz mam w głowie myśl o rozstaniu. Czuję, że straciłem tę osobę, którą kochałem, bo wybrała rodziców, a próbowałem być wszystkim dla niej.
Historia powtarzalna jak moda na sukces. Nie mieszka się z rodzicami i już.
Dzielę dom z rodzicami. Mam swoją rodzinę i wszystko jest ok.
Można dzielić mieszkanie z rodzicami. Jeżeli samemu jest się normalnym i rodzice są normalni to nie ma powodów do kłótni.
Zawsze są jakieś różnice zdań. Nie musi nawet być kłótni. Mieszkanie z rodzicami jest obarczone dużym ryzykiem. I zdecydowanie częściej ma to złe skutki, niż dobre.
Hans ciekawe, czy żona tak samo twierdzi.
Nie ChceLoginu
Tak, my nie mamy problemu, nie tylko ja.
A czasem nie zgadzać się mogę podobnie z rodzicami jak i z żoną. To naturalne.
Nie dziw się że jej rodzice są wściekli. Przez waszą nieodpowiedzialność będą teraz musieli zajmować się i utrzymywać wasze dziecko. Myśleli że na starość sobie odpoczną po latach pracy i odchowaniu swoich dzieci. A wy im dołożyliście roboty tylko dlatego że nie chciało wam się zadbać o porządne zabezpieczenie. Też bym się wkur*** na ich miejscu. Niestety ale musisz przez to jakoś przebrnąć. Sprowadziłeś na świat dziecko i teraz musisz wziąć za nie odpowiedzialność. Nie szukaj teraz wymówek i wykrętów, sam nawarzyłeś sobie tego piwa.
Większych bredni nie czytałem. Nie znasz jej rodziców, może to zwykli psychole, który lubią znęcać się nad chłopakiem.
Owszem, mogą być psycholami. Co nie zmienia faktu że ich nieodpowiedzialność obciąża również rodziców a to jest mega słabe. A typek już kręci ogonem i sam sobie wmawia że nie da rady przez jej rodziców tylko po to żeby samemu sie rozgrzeszyć za ucieczkę przed dzieckiem.