#ICpyk
Pieniądze miałam zawsze na dwie rzeczy – na swojego psa i na ćpanie. Gdzie pies miał pierwszeństwo.
Zdarzyło się, że pies zachorował. Diagnostyka pochłonęła kilka setek, a diagnoza była nieciekawa. Rokowanie ostrożne do złego – jakieś 10% szans na przeżycie. Gdy pieniądze zaczęły się kończyć, umówiłam się z lecznicą na spłatę w późniejszym terminie. Pies jakoś ciągnął, raz było lepiej, raz gorzej, aż któregoś dnia jego stan pogorszył się do krytycznego. Nie było wątpliwości, że walka przegrana – była to kwestia może godziny. Do weterynarza nie zdążyłabym dojechać, żeby zakończyć psinie agonię, umarłaby po drodze, nie mówiąc już o tym, że każda minuta była dla niej męczarnią.
Zapas ćpania miałam na jakiś tydzień w dawkach podtrzymujących, żeby nie wpakować się w głód. Dla mnie mało. Żeby uśpić tym umierającego psa – wystarczająco. To chyba jeden z niewielu przypadków, gdy ćpanie i przez to posiadanie środków, które mogły kogoś/coś zabić, przyniosło paradoksalnie coś „dobrego”.
Żałuję, że straciłam najlepszego i jedynego przyjaciela. Nie żałuję, że pomogłam mu odejść.
Tak z ciekawości - czy będąc „czystym” nadal musisz się podtrzymywać jakimiś mikro dawkami, żeby nie mieć jakiegoś efektu odstawienia? Czy takie opioidy to jest coś w stylu heroiny czy to są legalne środki typu fentanyl? Mi się uzależnienie od opioidów kojarzy z takim brudnym środowiskiem lat 80-90 tych, coś w stylu My dzieci z dworca zoo, ale przypuszczam, że to ewoluowało.
Albo się jest czystym, albo jest się na dawkach podtrzymujących. Nie można zjeść ciastko i mieć ciastko.
No to o co chodzi - w wyznaniu pisze na początku, że jest czysta a potem, że ma dawki podtrzymujące, żeby nie wpakować się w głód.
@karlitoska przeczytaj uważnie miała dawki podtrzymujące
więc wynika z tego że teraz nic nie ma i nie bierze
Miała dawki podtrzymujące jak pies jeszcze żył, teraz jest czysta.