#HMpfB
W wieku 8 lat byłam już dość samodzielna, sama chodziłam i wracałam ze szkoły, robiłam zakupy (jakieś drobne typu picie czy gazeta) po szkole. Niewielka wieś, jeden większy market.
Miałam koleżankę, dajmy na to Izę. Iza mieszkała przy tej samej ulicy co ja, więc często wracałyśmy razem. Tego felernego dnia poszłyśmy do wyżej wspomnianego sklepu po szkole. Pamiętam dokładnie wszystko, co się wtedy zdarzyło - stanęłyśmy przy chłodni i rozmawiałyśmy o ulubionych słodyczach, a potem każda poszła w swoją stronę, żeby wziąć co trzeba. Do kasy poszłyśmy już razem. Iza miała tylko gumę do żucia, ja sok i batona. Zapłaciłyśmy i wyszłyśmy.
Nie zrobiłam nawet kroku, kiedy to wypadły trzy pracownice sklepu z krzykiem "Do środka! Jedna i druga!". Byłam przerażona i nie wiedziałam, o co chodzi. Druga kobieta spojrzała na mnie i powiedziała "Ona nic nie zrobiła". Zabrały więc tylko Izę. Wróciłam do domu z bijącym sercem i skołowana.
Mama zanim wracała do domu, po pracy robiła zakupy w tym markecie. Wpadła do domu z rykiem, że jestem niewychowaną gówniarą, że ośmieszyłam rodzinę itd. Wciąż nie wiedziałam, o co może chodzić, dopóki nie padło "ZŁODZIEJSKIE NASIENIE". Wtedy coś w mojej głowie kliknęło.
Mimo moich tłumaczeń i płaczu (tak mocno płakałam, że hiperwentylowałam i mało się nie udusiłam), nikt mi nie uwierzył. Z dalszych rozmów i zdarzeń dowiedziałam się, że pracownice sklepu obserwowały mnie i Izę odkąd weszłyśmy do marketu, a naszą rozmowę o słodyczach określiły jako "namawiały się". Mojej mamie zaś powiedziały "Pani córka kradnie" (kojarzyły naszą rodzinkę, bo regularnie byłyśmy w sklepie razem).
Naciski i awantury były tak duże, że chociaż w życiu nic nikomu nie ukradłam, przyznałam się do winy dla świętego spokoju. Że wzięłam to i tamto. Wtedy rodzice się trochę ogarnęli i kazali się z tego wyspowiadać. Do spowiedzi poszłam, ale wyklepałam jedynie standardową listę grzechów dziecka i potem wmówiłam rodzicom, że dostałam rozgrzeszenie itd. Po spowiedzi pojechaliśmy do sklepu i musiałam przepraszać kierownika i oddawać pieniądze za rzekomo ukradzione rzeczy.
Z Izą wyszła nieco inna historia. Ona faktycznie kradła, i to regularnie - o czym nie miałam pojęcia. Często też pomagało jej w tym rodzeństwo. To było tak częste, że w końcu zaczęły ją śledzić na monitoringu. A że tego dnia akurat byłam z nią - miałam po prostu pecha.
Stało się to 20 lat temu. Z matką już nie mam kontaktu, bo mam męża, własny dom i dziecko. Dorobiliśmy się bez kradzieży.
Jako matka nie wyobrażam sobie uwierzyć w takiej sytuacji kasjerkom bez podania jakiegokolwiek dowodu czy pokazania nagrania z monitoringu, które faktycznie potwierdziłoby "występek" mojego dziecka.
No cóż.
Ja kiedyś odbierałam paczkę awizowana na poczcie.
Zamiast paczki baba przyniosła mi do podpisania karteczkę, że wszystko z nią w porządku, odbieram w stanie idealnym. Zdziwiłam się i mówię, że nic nie podpisze, póki jej nie zobaczę.
Z łaską mi przyniosła. W paczce dziura na wylot, jakby ktoś wbił w nią gruby pręt stalowy.
Mówię, że otwieram i będziemy wypisywać protokół szkody.
Moja matka nawet nie musiała być na tej poczcie, donieśli jej do pracy, że się awanturuje. Wpadła do domu i reszta jak u ciebie.
wspolczuje...
ile mialas lat ze mama ci awanture taka zrobila?
a jednoczesnie wiedzialas o czyms takim jak protokol szkody
moze wczesniej jej sie zdarzylo przyjac uszkodzona paczke i nauczyla sie na bledach? lub slyszala o czyms takim?
Gimnazjum.
A co jest dziwnego w znajomości swoich praw? Zapłaciłam za zawartość, więc dlaczego miałam przyjąć uszkodzony towar?
nie wyobrazam sobie na imejscu matki uwierzyc kasjerkom zwlaszcza jesli w sklepie jest monitoring
zazadalabym pokazania monitoringu i tym glupim babskom wytoczyla sprawe o pomowienie (albo przynajmniej postraszyla, niech sie posraja ze strachu)
dobrze wiem, co znaczy zostac nieslusznie oskarzona, kiedy nikt ci nie wierzy, wsppolczuje ci mocno
20 lat temu na wsi? Aha...
Trochę wierzyc mi się nie chce, ze 20 lat temu w markecie na wsi był monitoring
Ale postawa mamy godna pozalowania.. niestety takie sytuacje zostają z nami do dorosłości i ciężko zapomnieć
20 lat temu był rok 2000, czyli wcale nie tak dawno. Na moim zadupiu, w obu sklepach były kamery, więc to jak najbardziej możliwe.
poczulam sie staro ;)
Naprawdę mi przykro, zwłaszcza że własna matka ci nie uwierzyła :(
"Z matką już nie mam kontaktu, bo mam męża". Ale jesteś zimną s*ką...
Ze wszystkich wyznań na głównej tylko to mi się dobrze czytało