Jestem psychologiem dziecięcym. Pracuję z młodzieżą od 6 lat. Dzisiaj usłyszałam najgorszą rzecz w życiu. Poinformowałam matkę 16-letniej dziewczyny, że ryzyko popełnienia samobójstwa przez jej córkę oceniam jako wysokie, nawijam o konieczności wsparcia, zrozumieniu, depresji itp. Na to matka na mnie w krzyk, że „nie będzie ich gówniara samobójstwem straszyć” i cała litania, co ona musi przez córkę od 4 miesięcy znosić, że w dawnych czasach inne było wychowanie i ona za takie rzeczy by w mordę dostała, że ona tyle poświęca...
Burzy się we mnie ze złości, ale pytam grzecznie: „Co pani zrobi, jeśli córka rzeczywiście to zrobi?”. „Pogrzeb” – odpowiedziała.
Jej zimne oczy i nienawiść zapamiętam chyba do końca życia.
Rozumiem, że można być złym na swoje dziecko, ale miałam wrażenie, że ta kobieta naprawdę obwinia córkę za wszystko, co jej nie wyszło i chce, żeby zniknęła z jej życia...
Dodaj anonimowe wyznanie
Dla Ciebie ta najgorsza rzecz w życiu to epizod, dla młodej to pewnie codzienność. I niestety takich dzieci jest naprawdę wiele. Nie ma szans, że dotrzesz do rodzica w jakikolwiek sposób. A tej dziewczynie najbardziej pomoże dopiero samodzielne życie z dala od rodziny.
I co się dziwić, że dzieciak tak się źle ze sobą czuje? Nie możesz zgłosić zaniedbania do sądu rodzinnego ze strony rodzica? Plus wpisać reakcji matki do akt córki żeby był dowód. Lepiej dla dziewczyny żeby ja takiej matce odebrali.
No tu akurat odpowiedziała bardzo logicznie.