#DneM2
Nagle z rutyny wyrywa mnie wrzask telefonu. Odbieram. Dzwoni kolega.
„Grzegorz, sprawa jest. Mebel kupiłem. Śrubki jakieś. Instrukcje. Belki. Nic z tego nie rozumiem. Potrzebuję pomocy. Rano Aśka wraca od mamy. Chcę jej niespodziankę z robić. Boże najdroższy. Pomóż”.
Przyjaciołom się nie odmawia. „Sorki, kotek. Sprawa kryzysowa. Zniknę na dwie godziny. Obejrzyj sobie film. Jak wrócę, to mi streścisz, bo normalnie aż mnie telepie z ciekawości!”.
Wbijam do jego bloku. Na klatce schodowej spotykam Arka i Mirka – dwóch znajomych.
„Ciebie też wezwał? Kurczę, to jakaś ciężka sprawa!”.
Wchodzimy do mieszkania. Stoi tam Jacek i Przemek. Patrzą na środek pokoju, gdzie na dywanie leży rozpakowany z folii stolik LACK z Ikei. Cztery nóżki. Cztery śrubki. Blat.
Akcja składania mebla to 40 sekund. „Chłopaki, normalnie dzięki. Co ja bym bez was zrobił? Mam jeszcze jeden problem z lodówką. Spojrzycie?”. Gromadzimy się więc w kuchni, aby zobaczyć jak otwierają się wrota i blask lodówkowego neonu oświetla dwie pękate butelki legendarnej whiskey. „Problem jest taki, że to tego trzeba się pozbyć!”.
Żona była trochę zła, że wróciłem lekko zawiany. Wyjaśniłem, że meble składaliśmy. Chyba nie uwierzyła, ale grunt, że mi wybaczyła ten wybryk.;)
Dlatego nie wybieram ekstrawertyków, którzy wolą, by uśmiechała się żona ich kumpla niż własna. (a tak naprawdę wiadomo, ze to byl pretekst do wyjścia z kumplami)
Zapamiętaj sobie, gdybyście wszyscy przyszli z kobietami i wypili jak ludzie to nikt za nic by nie musiał przepraszać a kobiety by się wygadały więc jeszcze może byś zapunktował. Problem w tym że trzeba je podstępem ściągnąć i zamknąć w jednym pokoju heheeh
To zależy. To są kumple i się dobrze znają i chętnie spędzają czas w swoim towarzystwie. Z kobietami może być różnie. Któraś może nie lubić jednego z kumpli lub jego żony. Zaraz będą porównania - ta schudła a ta przytyła. Ta ma taką fryzurę czy paznokcie, a ta się dziwnie patrzy na mojego chłopa. Do tego ma ładniejszą sukienkę...itp. Zaczną się intrygi i szemranie.
Nie musi tak być, ale istnieje takie ryzyko. I już kwas będzie w towarzystwie.
Trzeba mieć naprawdę smutne życie żeby wbijać się na siłę na kumpelskie spotkania partnera. Mam swoje koleżanki, jeśli będę chciała wyjść, to wyjdę z nimi, a nie z obcymi babami jako ciężar dla faceta. Niech on ma swoich znajomych, a ja swoich, to jest zdrowe. Nawet jeśli tematem przewodnim ich spotkań jest to, że przesoliłam zupę, nie daję w dupę i nie przepadam za teściową. Niech się chłop pożali, niech mu będzie lżej, a czego uszy nie słyszą, tego sercu nie żal. A nie będę siedzieć i trzymać misiaczka całe spotkanie za rękę żeby Nawet przed kolegami zaznaczać swoje terytorium i pilnować czy mówi o mnie tylko dobrze, bo nie potrafię sobie zorganizować wieczoru bez niego.
Ale gdyby mi wyszedł z domu z hasłem "poczekaj bo zaraz wrócę" bo leci tylko mebel poskręcać, a wróciłby nad ranem nawalony, to nie byłabym zachwycona. Wypadałoby przynajmniej sms-a wysłać z informacją że mam nie czekać.
Ooo Megg, zaczynam zazdroscic twojemu partnerowi ;)
Spoko, oprócz ogromnego dystansu do siebie i zaufania do partnera mam jeszcze inne cechy charakteru, już niekoniecznie takie łatwe do tolerowania w codziennym życiu :D jestem bardzo specyficzna i mam bardzo specyficzne poglądy na wiele spraw. Jestem też egoistką i ciężko mnie nakłonić na zrobienie tego co wypada, jeśli kłóci się to z moimi poglądami. Chyba trudny ze mnie człowiek :)
Ooo, jeszcze wiecej plusow. ;)
Żałosne
Zawsze można siedzieć bez alkoholu i do tego nie musi to być każdy weekend...
Prawda, podobno niektorzy nawet tak robia.