#DmTpR
Podczas pobytu w południowych Landach pewnego dnia do mnie, stojącego przed biurem i palącego papierosa, podszedł ktoś ze szlugiem w dłoni i zapytał: "Hast du Flame?".
Zrozumiałem, że chodziło mu o zapalniczkę, podałem, gość zapalił, powiedział "Danke" i tyle. Wtedy dopiero się uczyłem języka, zanotowałem sobie jakoś w pamięci ten zwrot.
Kiedy przeniosłem się do północnych Niemiec, niecały miesiąc później, pierwszego dnia pracy wyszedłem ze swoim współpracownikiem na dokarmianie raka. Akurat nie miałem przy sobie ognia, więc zapytałem go świeżo wyuczonym zwrotem: "Hans, hast du Flame?".
Spojrzał na mnie oczami jak 5 zł, podał zapalniczkę i zapytał, czy wiem o co go właśnie zapytałem. Okazało się bowiem, że co w południowych Niemcach było zwykłym pytaniem o ogień (dosł. "masz płomień?"), tam, w jego rejonach, oznaczało: "Jesteś napalony?".
Może ten pierwszy też o to pytał i potem był zawiedziony? ;)
Hahahahaha :) miałem jakoś skomentować te historię, ale nie dam rady Cię przebić :)
Oj landy potrafią zadziwić, te ich gwary języka bardzo się różnią. Ale zawsze można powiedzieć hochdeutsch bitte i wszystko będzie dobrze😉