Moja mama od zawsze rujnowała mi życie a teraz jest zdziwiona że nie chce z nią utrzymywać kontaktu. Od najmłodszych lat słyszałam że jestem dziwką, idiotką, gruba, puszczalska. Do tego komentarze że odda mnie do domu dziecka lub do poprawczaka, pobieważ nie potrafiła zrozumieć że autobus sie spóźnił po lekcjach, oskarżając mnie że pewnie poszłam w krzaki z jakimś chłopakiem (miałam 14-15 lat). Zawsze groziła mi policją wieczorami i dzwoniła po swojego kuratora że z domu uciekłam, ponieważ nie potrafiła zrozumieć że w szkole średniej miałam lekcje na popołudniu i kończyłam o 19:20, a najwcześniej w domu byłam o 20:00. W szkole średniej wypisywała do moich wszystkich koleżanek wyzywając je, by urwały ze mną kontakt bo twierdziła że to przez ich towarzystwo jestem tak późno w domu. Przez to nie miałam żadnych koleżanek w szkole, bo każda bała się mojej matki.
Dodaj anonimowe wyznanie
A gdzie był w tym czasie ojciec? I co to za kurator? Zresztą kim by nie był na pewno by zrozumiał że lekcje mogą być po południu i by to matce w przystępny sposób wytłumaczył na przykładach.
Możliwe, że tłumaczył, ale przeszło bokiem. U mnie były takie ciocie. Technikum + staż/praktyki(zatrudnienie na staż, ale jednocześnie się robiło praktyki), więc wychodziło się z domu około 6, wracało o 20. No i potem "podobno ktoś cię widział jak w nocy wracałaś z miasta, a ostatnio coś tata nie przychodzi pożyczać pieniędzy... ja nic nie mówię, ale ludzie gadają" gdzie tata przez ostatnie 30 lat raz pożyczył pieniądze i to w czasie jak byłam w szpitalu, czyli później niż ta sytuacja. A wcześniej, czyli jak byłam jeszcze w wieku przed-pracowym co chwilę leciało "jedziesz się kur... po Polsce" czy jakieś "na pewno jakiś amant już czeka" czy też "tylko ku... mówią [niemiłe określenie na osoby o urodzie Afrykańskiej] 'dzień dobry' " (czyli ciocia twierdziła, że tylko ogólnodostępne panie mówią "dzień dobry" zwykłym sąsiadom o nieco innej kolorystyce, w tamtym czasie ani nie wiedziałam czym się ten sąsiad różni, ani kim jest pani na k). I to teksty różnych cioć. Czyli nawet nie jedna osoba, a kilka sobie tak ubzdurały, że samo wyjście z domu oznacza tylko jedno. No i też oczywiście jak się do kogoś wyszło to wrzask, że łażę po domach, ktoś przyszedł to wrzask "A ona swojego domu nie ma?" i do wszystkich mówienie jaka ja jestem niespełna rozumu, że mają się ze mną nie przyjaźnić, albo przy kimś do mnie "Z nią nie rozmawiaj, bo ona kradnie, ona u mnie na osiedlu mieszka i ją ostatnio przyłapali", nawet jak ktoś dojeżdżał z innego miasta i w życiu nie był na cioci osiedlu.
Więc jak najbardziej może być ktoś, kto dokładnie wie, że gada bez sensu, ale jego ten sens nie obchodzi. Tu nie chodzi o to, że mama autorki czy te moje ciotki serio coś mogły podejrzewać i wystarczyłoby wyjaśnić. Tu chodzi tylko o to, żeby kogoś obrazić, a takie "na pewno się puszczasz" jest taką wręcz standardową obrazą. Coś takiego, że paniom się mówi, że często chodzą z panami, a panom, że nie mogą z paniami, żeby ich obrazić, niezależnie od stanu faktycznego.