#CP5V0
Wychowywał mnie ojciec, alkoholik. W tamte święta zaprosił swoich kolegów, również alkoholików, z którymi upił się do nieprzytomności jeszcze zanim nadszedł wieczór. Ja wiedząc, że tak to będzie wyglądać, spędzałam wigilię w kościele, bo nie miałam gdzie indziej się udać. Koło 21 wróciłam do domu i już w progu usłyszałam, że mam iść do sklepu po więcej wódki, choć nigdy by mi jej nie sprzedali z racji wieku. Ojciec dodatkowo wspomniał, że wyrzucił mojego psa, bo szczekał na jego kolegów.
Spanikowałam, gdy to usłyszałam. Ten pies, Tofik, był jedyną istotą, do której wówczas mogłam się przytulić. Jedynie on spędzał ze mną czas, cieszył się gdy mnie widział, był dla mnie jak rodzina, której nie miałam. Pobiegłam na dwór go szukać. To był mały, schorowany kundelek, za daleko nie mógł odejść. W końcu go znalazłam, siedział zmarznięty pod jakimś samochodem. Wzięłam go na ręce i pobiegłam do domu. Niestety w progu stanął mój ojciec. Tak bardzo pijany, że ledwo trzymał równowagę, jednocześnie krzycząc i bełkocząc, że z tym psem mnie do domu nie wpuści i jak chcę wejść, to mam go gdzieś zostawić. Ja, wówczas 12-letnie dziecko, nie wiedziałam co zrobić. Nie wyrzuciłabym ukochanego Tofika, więc usiadłam z nim na klatce schodowej. Wtulona w psa przesiedziałam na tej klatce dobre kilka godzin. Nad ranem jednak nie mogłam już wytrzymać z zimna. Cała się trzęsłam i ledwo mogłam ruszać kończynami. Stwierdziłam, że wrócę do domu tylko na chwilę, aby się ogrzać, i zaraz wrócę do Tofika. Zostawiłam go owiniętego moją kurtką. Naprawdę chciałam iść tylko na chwilę, jednak uczucie, które mnie ogarnęło gdy weszłam z tego zimna do ciepłego pomieszczenia oraz potworne zmęczenie sprawiły, że zasnęłam, dosłownie odpłynęłam.
Obudziłam się kilka godzin później i spanikowana pobiegłam po psa. Niestety na klatce schodowej nie było ani Tofika, ani nawet mojej kurtki. Nigdy się już nie znalazł. Pewnie ktoś z mieszkańców bloku go wyrzucił z klatki, a kurtkę zabrał. Domyślałam się, że mogł zamarznąć z zimna gdzieś w śniegu, więc przekopywałam nawet zaspy śnieżne. Szukałam go codziennie przez dobry miesiąc, zanim w końcu się poddałam.
Do dziś nie mogę się z tym pogodzić. Dlatego właśnie święta budzą we mnie takie, a nie inne wspomnienia. Za to z pozytywów, mój ojciec zapił się ledwie kilka dni po moich 18 urodzinach, a ja od tego momentu zaczęłam w końcu żyć. O ile można nazwać to życiem.
Moze ktos przygarnal Tofika, bo myslal, ze jest porzucony? :) nie zawsze najgorszy scenariusz jest tym prawdziwym
Mam taką nadzieję
A moja propozycja jest taka, jeśli masz warunki to jedz do schroniska może tam znajdziesz drugiego takiego Tofika:) na święta nie będziesz sama i pomożesz jakiejś biduli
Tylko obecnie schroniska nie chcą wydawać zwierząt przed okresem świątecznym z uwagi na zbyt duże zamieszanie w związku z okresem świąteczno-noworocznym.
Skoro zniknęła też twoja kurtka to raczej ktoś przygarnal pieska. Raczej nikt nie zbiera ubrań z klatki schodowej. Nie znalazłaś go nigdzie w okolicy, więc myślę, że ktoś zabrał psa razem z kurtka, bo tak ku było wygodniej i możliwe, że Tofik spędził resztę życia w szczęściu i cieple
Dawno nic mnie tak nie rozczuliło jak to wyznanie. Bardzo mi przykro!
Myślę, że czas zagoić stare rany. Może faktycznie adoptuj pieska? :) Mimo wszystko życzę Ci Wesołych Świąt i jeśli spędzasz je sama to zapraszam do siebie! Naprawdę! Daj znać autorko lub jakiś namiar a odezwę się. Trzymaj się cieplutko
OMG ,aż mi świeczki w oczach stanęły...
Kochana trzymaj się nie tylko psychicznie ale i myśli że Tofika ktoś przygarnął -dziesiec lat temu moja przyjaciółka znalazła na śmietniku szczenię jamnika
Też uważam, że jeżeli by pies zginał to byś go znalazla. Raczej ktoś go zabrał. Więc najprawdopodobniej jeszcze pare lat gdzieś sobie szczęśliwie żył.
Jej, ale to smutne. Serio, żal mi tamtej Ciebie.
Rzadko przy czytaniu wyznań jest mi tak przykro. Jedyne czego można życzyć autorce to siły na wybaczenie sobie samej i siły na ewentualne danie miłości innemu zwierzęciu, jeśli będzie chciała. Strasznie mi przykro.
To jeden z najbardziej smutnych tekstów, jakie przeczytałam w tym miesiącu. :( Strasznie Ci współczuje, alkoholicy nie powinni mieć dzieci.
Też miałam psa Tofika.