Jako młoda osoba próbuję różnych prac. Najczęściej jest to praca biurowa lub praktyki. Denerwuje mnie, że często osoby pracujące tam od lat, które zaczynały tak samo od zera, zamiast podejść z wyrozumiałością do nowego młodego pracownika, to zarzucają najbardziej zawiłymi sprawami do wykonania, dają rzeczy najtrudniejsze. Wiadomo, że nigdy w życiu nie miało się z czymś takim styczności, a mimo to weź i zrób, jak nawet nie wiadomo od czego zacząć. Nie wiesz czegoś? Zapytasz się o coś, np. współpracownika lub szefa, i mają pretensje, wywracając oczami i robiąc miny – to skąd ja to mam, k..., wiedzieć bez żadnych instrukcji na początku, gdy nigdy nie robiło się danej rzeczy? Gnoją najtrudniejszą pracą, udowadniając, że to oni mają wiedzę, a nie my. Zrobisz coś nie do końca poprawnie – od razu pogardliwe śmiechy lub złość. Zdarzało się, że utrudniali pracę do wykonania, bo niech zobaczy młody, jak to jest i jaką robotę robimy, mimo że takie coś nigdy w danej pracy raczej się nie zdarzy. Była też pewna zadana robota biurowa, w której ktoś wymieszał kilkanaście załączników, wszystkie strony z kilku dokumentów wymieszane jak się tylko da i jeszcze te same dokumenty były powielone kilka razy, stron chyba z 200. Jakby się nie dało po ludzku, bez sztucznie wytworzonego stresu i presji. Pewność siebie siada, a pozytywne nastawienie spada do zera, pojawia się za to brak motywacji i chęci do pracy, zmęczenie. Potem się dziwić, że młodzi popadają w nerwice i inne takie oraz mają lęk przed pracą, jak ktoś zazna takich doświadczeń.
Dodaj anonimowe wyznanie
Pracowałam 8 miesiący jako zastępca inżyniera. Wymieniony inżynier unikał mnie jak ognia mówiąc, że sama muszę sobie znaleźć zajęcie. Byłam świeżo po studiach. Potrafił się odwrócić w drzwiach jak widział, że siedzę przy biurku. Przez 8 miesiący nie zrobiłam dosłownie nic. Nikt mi nie dał najmniejszego nawet zadania. Szkoleń też nie miałam... Nie wiem, za co oni mi w ogóle płacili. I po co mnie zatrudnili.
Co to znaczy zastępca 'inżyniera'? Słyszę to już któryś raz, i nie mogę znaleźć info o co chodzi. W zawodach technicznych chyba wszyscy pracownicy mają nazwę stanowiska "inżynier czegośtam". W tym kontekście znaczy to coś innego?
Nie napisałam jakiego inżyniera. Teoretycznie moje stanowisko nazywało się "młodszy inżynier czegoś tam". Ale na rozmowie mi powiedziano, że moim zadaniem będzie wspieranie starszego inżyniera i uczenie się od niego, bo firma rozszerza swoją działalność i żebym ostatecznie ja przejęła jeden dział. Miałam też znać to, czym on się zajmuje, żeby w razie potrzeby móc coś zrobić, gdy go nie będzie. W teorii wyglądało pięknie. W praktyce starszy inżynier przestał się mną interesować po moim zatrudnieniu. Co trochę się upominałam o jakieś zadania, to mi ciągle opowiadano o mojej świetlanej przyszłości w tej firmie, tylko za jakiś czas. Który nigdy nie nastąpił. Na moje miejsce nikogo nie zatrudniono do tej pory, a minęło już ładnych kilka lat. Wiem, bo miałam mnóstwo czasu w pracy na gadanie z innymi pracownikami i z kilkoma osobami utrzymuję kontakt.
A, czyli Ty też byłaś inżynierem. No to u nas tak samo stanowiska się nazywają "junior engenieer czegośtam" == "młodszy inżynier czegośtam". A co do typa, no to słabo z jego strony. Jak nie miał czasu czy chęci to mógł powiedzieć. I zaproponować coś, w czym oboje będziecie czuć się dobrze. Np "słuchaj, nie potrzebuje pomocy i nie mam czasu Cie wdrażać. Umówmy się, że będziesz się uczyć czegoś co Ci się przyda w CV, a ja powiem, że Cie o to prosiłem".
Ten inżynier napisał mi piękne referencje. Wpisał tam chyba wszystko, co sam robił i co niby ja potrafię. Znowu na papierze ładnie wygląda. Jak będę kiedyś szukać pracy to może mi się przydać. Miałam też możliwość zrobienia dwóch certyfikatów, z których skorzystałam. Ale to było kilka lat temu, przed dziećmi. W CV będę miała dużą lukę.
U nas pojawiało się mnóstwo młodych ludzi i dwa typy są najgorsze.
Jedni o wszystko pytają. Mając dostęp do książek, internetu, woleli pytać mnie o każdą najmniejszą rzecz. Szczytem było jak młody 25 letni chłopak przyszedł, że myszka mu nie działa(nie przyszło mu do głowy zanurkować pod stół).
Drugi typ robi wszystko sam. W końcu studiuje, kończy studia i nie potrzebuje pytać. Koniec dnia i okazuje się, że wszystko źle.
Wiem, że ciężko to wyśrodkować, wyczuć kiedy można zapytać.
Jestem brygadzistą na produkcji, rotacja jest duża i niektórych ludzi których mi przysyłają wyciągają chyba z wehikułu czasu xD Cieszyłbym się gdyby pytali, bo są jednostki które mają tak wywalone, że jak mu nie powiesz to stoi i nic nie robi, albo opiera się i wyciaga telefon, bo nikt mu nie kazał akurat tego zrobić, a ciężko się domyślić lub po prostu zapytać xD Skończyła się taśma do kartonu, to nie powie, że nie ma, tylko stoi i kuźwa czeka aż mu z nieba spadnie i nie robi bo taśmy nie ma, a produkcja leci i się piętrzy xD
Ja nienawidzę, jak nowi ludzie mają podejście "ja vs firma". 'Powinniście mi zapewnić filmy wdrożeniowe, powinniście mi zainstalować edytor, w tych instrukcjach dostępu jest pełno błędów!' Nie rozumieją, że ja jestem takim samym pracownikiem jak oni, tylko zatrudnionym np kilka miesięcy wcześniej. A nie reprezentacja firmy X. I robię dla nich tyle ile się da w czasie, który na to mi wydzielono, a czasem nawet ponad.
o bozu tez tak kiedys mialam, laska, ktora byla moja oficjalna mentorka stwierdzila, ze specjalnie nie mowila mi jakichs rzeczy lub wprowadzala w blad, "zebym zobaczyla, jak tu jest"