#9sAIX

Niedawno złapałem świnkę. Mam ponad 30 lat. Nic przyjemnego - im człowiek starszy, tym ciężej przechodzi się taką chorobę. Dlatego też zainwestowałem w prywatnego lekarza. Chciałem bowiem, aby po wszystkim szybko sprawdził czy nie mam jakichś powikłań. Staram się o dziecko, a słyszałem, że świnka w tak późnym wieku czasem może prowadzić do bezpłodności.
Przyszedłem do kliniki. Pani doktor (całkiem ładna trzydziestka) zbadała mnie i powiedziała, że choroba już minęła. Dała mi też mały pojemniczek na próbkę nasienia. Powiedziała żebym poszedł do ubikacji "zrobić co trzeba".
Zdziwiłem się, bo byłem święcie przekonany, że w prywatnych placówkach, w których to pacjenci zostawiają niemało kasy, są specjalne pomieszczenia do tego typu zabiegów. No, wiecie - dyskretne, sterylne miejsce ze świerszczykami, miękkimi chusteczkami i wygodnym fotelikiem. Cóż - poszedłem więc do ubikacji. A raczej kibla przez duże KA.

Klop był koedukacyjny. Zamknąłem się w kabinie, która chyba dawno nie była tknięta przez mopa. Brud, smród i ubóstwo. Deska oszczana, papieru smętna resztka. Gorzej niż w szalecie na dworcu. No, nic. Rozsiadłem się na, wyłożonej ostatnimi skrawkami papieru toaletowego, muszli i przystąpiłem do roboty.
Jeszcze nigdy walenie konia nie zajęło mi tak dużo czasu. Co chwilę ktoś pukał do drzwi ubikacji i krzyczał teksty w stylu "No, wychodź pan wreszcie!". Na domiar złego bateria w komórce mi padła, więc nie mogłem sobie pomóc jakimś filmikiem dla dorosłych, czy chociażby zdjęciem roznegliżowanej pani. Siedziałem tam z  20 minut, zestresowany i zniesmaczony sytuacją. W końcu się udało. Wyszedłem z ubikacji czerwony niczym buraczyna i spocony jak po dwóch godzinach crossfitowego wycisku. Ludzie w poczekalni patrzyli na mnie jak na jakiegoś psychola.
Przetruchtałem szybko przez korytarz i niczym pocisk wpadłem do gabinetu. Kiedy zamknąłem za sobą drzwi, wydałem z siebie takie głośne "Uffffff!" i podałem pani doktor próbkę mojej "spuścizny".
Lekarka spojrzała na mnie, kiedy wydarłem jej stertę chusteczek z podajnika i zacząłem osuszać sobie nimi czoło. Następnie zerknęła na próbkę i znowu na mnie. Uśmiechnęła się uroczo i rzekła:

- Ależ proszę pana. Miał mi pan przecież przynieść próbkę moczu...

Na Trygława i Swaroga! Poczułem się taki niedoceniony...

Pe-es. Później ostatecznie przyniosłem prawidłową próbkę siebie.
Pe-es dwa. Żona w ciąży. Klękajcie narody!
nkp6 Odpowiedz

Rozbawiłeś mnie tą historią :D

Glikglukglikgluk Odpowiedz

Rozwaliło mnie ostatnie zdanie 😂

UpAllNight

"Klękajcie narody!"?

TimeyWimey

UpAllNight nie, to drugie ostatnie (✌ ゚ ∀ ゚)☞

MissOfTheWorld Odpowiedz

Dlaczego na anonimowych nie ma zakladki dodaj do ulubionych?:-D

Jababa Odpowiedz

Mój wówczas-jeszcze-nie-mąż w wieku 19 lat miał świnkę z powikłaniami.W życiu nie widziałam takich ogromnych jaj😮.
Na szczęście nie zaszkodziło mu to na płodność.

llllll Odpowiedz

Instrukcje były niejasne :v

diablica

Też tak uważam. Ale wyszło śmiesznie

StoneColdCrazy Odpowiedz

Jezu, ja też zrozumiałam, że o to chodzi, a nie o mocz :v

HiPPka Odpowiedz

Takie wyznania lubię. Uśmiałam się tak, że prawie obudziłam dziecko.😂

ratata Odpowiedz

Trzy razy czytałam pierwsze zdanie, zeby zrozumieć jaką do cholery świnkę złapałeś 😂 A historia świetna!

Guzikowa

Myślałam, że tylko na tak miałam 😂

Karolla123 Odpowiedz

Na początku pomyślałam o innej śwince 😂😂

Karolla123

*w sensie, że zwierzę 😂

Wiktorjuje Odpowiedz

Świetnie opisane :P

Zobacz więcej komentarzy (20)
Dodaj anonimowe wyznanie