#9Ba7U
Wprowadziłam się miesiąc po śmierci ukochanej babci. Mieszkanie mieści się w starej kamienicy, która jako tako przetrwała II wojnę, przeszła kapitalny remont kilka lat temu i stanowi wymarzone miejsce na gniazdko dla mnie i mojego męża. Jako dziecko często bywałam u dziadków, klimat tego miejsca był dla mnie zawsze magiczny, stare mury, wysokie wnętrza, sztukaterie i witraże na klatce schodowej. Wszędzie blisko, dosłownie w kapciach mogę wyjść do kawiarni czy sklepu, okna sypialni wychodzą na podwórko, które jest ciche, salon ma piękny widok na eklektyczne kamienice z naprzeciwka, żyć nie umierać. Mimo centrum Warszawy jest cicho i przyjemnie. Do pewnego czasu...
Pewnej nocy usłyszałam, że ktoś chodzi po mieszkaniu, przeraziłam się, że nas okradają, choć poza stylowymi meblami po dziadkach to tam nie ma co kraść! Obudziłam męża, sprawdził każdy zakamarek i nikogo! Dosłownie nikogo! Sądziłam, że może to piętro wyżej ktoś chodził. Kolejnej nocy znowu obudziły mnie kroki po mieszkaniu, znowu obudziłam mojego ukochanego i razem wsłuchiwaliśmy się w dźwięki dochodzące z naszego gniazdka, ewidentnie dochodziły z salonu! Zapaliliśmy wszystkie światła i okazało się, że nie ma nikogo! Myślę sobie - stara kamienica, to słychać inaczej niż w bloku. Darowaliśmy sobie, mąż uspokajał mnie, że to na górze i właściwie przestałam zwracać na to uwagę.
Którejś nocy włączył się gramofon na winyle, mało zawału nie dostałam w środku nocy, Edith Piaf! Wyłączyliśmy i poszliśmy spać. Apogeum było latem, klnę się, że słyszeliśmy głosy i kroki, nie dochodziły ani z mieszkania nad nami, ani z ulicy.
Byłam przerażona, nawet mój rycerz zbladł. Babcia niejeden raz mówiła, że w tym mieszkaniu zginęło kilku powstańców, ale nigdy nie brałam sobie tego do głowy. Podobno dostali serię z karabinu, kończąc swój żywot na podłodze mojego salonu. Nigdy nie byliśmy specjalnie wierzący ani praktykujący, mimo to następnego dnia pojechaliśmy do pobliskiego kościoła i poprosiliśmy księdza. Po długiej namowie pojechał z nami, pomodlił się, kilka dni później odprawił mszę i albo to pomogło, albo sama jego obecność i msza uspokoiły nas na tyle, że jak ręką odjął, nic, kompletnie nic...
Wierzcie lub nie, nam nie było do śmiechu. Bałam się sama być w mieszkaniu, a teraz? Teraz już nie, czuję się normalnie.
Wydaje mi się, że w związku z opowieściami babci mózg podsuwa wam takie a nie inne wytłumaczenie normalnych zjawisk
Nigdy nie wątp, nie raz się slyszalo od ludzi, znajomych, jak widzieli nieboszczka niedługo po jego śmierci
A mąż w związku z czym też to słyszał?
No jak się gramofon sam odpalił w nocy to nie jest normalne
Polecam wizytę u psychiatry. Przyda się wam.
Jak kazdemu, kto na tej stronie pisze wyznania i je komentuje xD
Pers Ty też skomentowałeś/ aś XD ja zresztą też
Zawsze mam wrażenie że takie wyznania są na maksa zmyślone. W mieszkaniu jedyne co słychać to osoby z innych mieszkań. Napisanie wyznania o "duchach" gwarantuje główną
Niekoniecznie. To ze czesc nie wierzy nir znaczy ze i inni tez nie.
To jak wytłumaczysz, dom w którym mieszkają dwie rodziny, różaniec po śmierci dziadka w jego mieszkaniu, na piętrze nikogo nie było, wszyscy siedzimy w jednym pokoju i ewidentnie było słychać jak dziadek szedł z pokoju do łazienki! I co najlepsze w tym samym momencie słyszeliśmy to wszyscy. Nie ma mowy o urojeniu. On po prostu przyszedł raz jeszcze jak się wszyscy za niego modliliśmy.
Stary dom "chodzi" deski, podłoga i ściany są w trochę innym położeniu. Wszystko ugina się, przesuwa. Podłoże po wielu latach zmieniło się, dom nie układa sow identycznie. Wiatr wydaje dźwięki itp. Nikt w nowo wybudowanym domu duchów nie odczuł
W jakiejs wiosce z okolic Działdowa cała rodzina uciekła z domu, bo po kupieniu chyba wersalki czy coś tam zaczęły noże latać po domu, talerze sie tłuc o ściany i ktoś rzucał kłutkami w domowników. Część historii jest zmyślona, część nie.
Co to są kłutki?
*kłódki xD
A w gramofonie była płyta Edith Piaf? Igła była nastawiona? To dość istotne informacje w tym przypadku...
W ogóle super, że ktoś ma jeszcze gramofon w dzisiejszych czasach!
Ja tam daleko szukać takich osób nie muszę. Dziadkowie mieli, kilku nauczycieli i wykładowców... Winyle sprzedają
Co za infantylne stwierdzenie "nasze gniazdko". Ty wróbel jestes, że gniazdujesz?
To już jest czepialstwo
A dorosła baba w "gniazdku" zamiast w mieszkaniu to dziecinada. Tak samo jak pieniążki, brzuszek u dorosłych i te wszystkie misie pysie.
Od kiedy wyznacznikiem dorosłości jest używanie zdrobnień???? Nie rozśmieszaj mnie, kitty.
@Softkitty1 dziecinada to jest dopiero to, co Ty właśnie robisz. Dojrzały człowiek powinien mieć gdzieś to, jak ktoś w anonimowym wyznaniu nazwał swój dom.
Współczuję. Musi być ci mega ciężko z takim kijem w wiadomej części ciała.
Tak bardzo mi ciężko z kijkiem w odbyciku, na szczęście mieszkam w słodkim gniazdku z moim miniem i to mi poprawia humorek.
Dojrzały człowiek powinien mieć gdzieś, że komuś w jakimś komentarzu nie podoba się zdrobnienie.
Dojrzały człowiek nie czepia się pierdół.
No..po ilości plusów pod komentarzem @Mmpp00 jednak widać, że nie tylko ja mam takie zdanie xd
Btw jestem facetem.
Ale masz kija w dupie. Nie chciałabym spędzać z tobą czasu na żywo. 🤷♀️
No ja bym powiedziała, że babcia przyszła prosić o modlitwę
Było podobne wyznanie. Z tym, ze tam autorce wyszło ze ma bodajże schizofrenie.
Cóż, podejrzewam, że babcia chce ci coś w ten sposób przekazać.
A tak na marginesie, mam nadzieję, że z tą "rekompensatą" to była ironia lub żart ;)
To nie była ironia. Pasuje do całego dziecinnego wyrażania się autorki.
Ja tam nie widzę problemu w tym, że w domu straszy. Przecież Ci powstańcy sobie tylko chodzili. W czym problem? :/
Nie bój się, naprawdę.. To tylko twoja babcia próbowała dać Ci znać, że ona dalej jest, ale już nie uwięziona w ciele :) Jeśli interesują Cię takie tematy (strach bierze się z niewiedzy), to polecam Ci posłuchać Pana Jackowskiego. To specjalista, który współpracuje z policją. Znajduje ciała. To zmarli przekazują mu informacje i ma na to mnóstwo dowodów.
Mamy dusze, świadomość, a po śmierci ona dalej istnieje :)
Gdyby to było takie proste, to nie byłoby zaginionych. A są setki, jeśli nie tysiące nierozwiązanych spraw.
Nie napisałam, że to jest proste. Każdy z nas ma trzecie oko. Zrób sobie z tym co chcesz, pozdrawiam