#0GKQZ

Jestem w związku od 9 lat. Mój partner do 29 roku życia był zdrowy. Potem ujawniła się padaczka. Obecnie ma 32 lata i miał 8 napadów. Ostatni z nich zdarzył się przy mnie. Zawsze bałam się osób chorujących na tę chorobę. Po prostu wpadam w panikę i nie potrafię im pomóc. Płaczę, krzyczę i nie wiem co robić. Kilka lat temu koleżanka w pracy też chorowała na padaczkę i miała atak przy mnie. Potrafiłam kogoś tylko zawołać, bo po prostu tak trzęsły mi się nogi, że musiałam się kontrolować , aby nie zemdleć z nerwów.

Atak mojego partnera był zaraz jak przyszedł po pracy i miał wziąć prysznic. W łazience upadł nagi na płytki i uderzył się o umywalkę. Wszędzie było pełno krwi. Gdy weszłam (usłyszałam łomot przewracającej się mydelniczki), to widziałam cały napad. Przytrzymałam mu głowę i płakałam. Mieszkamy sami, więc nie miał mi kto pomóc . Gdy skończył się atak, to ułożyłam go w pozycji bezpiecznej i zadzwoniłam na pogotowie. Gdy go zabrali, aby zszyć ranę na głowie, to puściło mi wszystko. Byłam w kompletnej rozsypce.

Od tego momentu minęło dokładnie 10 miesięcy i 12 dni. Każdego dnia gdy usłyszę jakiś dźwięk, choćby nawet upadającego widelca, biegnę do kuchni sprawdzić, czy wszystko jest OK. W nocy często nie śpię, gdy tylko się poruszy. Cały czas siedzi w mojej głowie to, że zaraz może mieć napad. Do tego dobija mnie to, że nie możemy mieć dziecka. Istnieje duży wskaźnik prawdopodobieństwa, że dziecko urodzi się bardzo chore w związku z lekami, jakie mój partner bierze przeciwko epilepsji. Zastanawiam się nad terapią, ale nie wiem, czy to coś da. Nie mogę z nikim o tym porozmawiać, ponieważ on się bardzo wstydzi swojej choroby i prosił mnie o dyskrecję. Jestem tak przewrażliwiona każdym ruchem, że mam ochotę cały czas sprawdzać, czy wszystko jest OK. Przez to chodzę od pewnego czasu bardzo niewyspana i spięta. Zawalam pracę... Moje myśli (nawet jak jestem w pracy) krążą tylko wokół tego, czy mu nic nie jest lub czy czasem nie dostanę zaraz telefonu, że miał atak. Jestem załamana, a jednocześnie ubieram maskę osoby, która jest silna. Kocham go i nie zostawię go ze względu na chorobę. Ale obecna sytuacja rujnuje moje życie.
PaniDyrektor Odpowiedz

Jako osoba zaznajomiona z tematem (sama choruję) pragnę Cię poprosić, abyś skorzystała z pomocy psychologicznej. Nie obraź się, ale to jest bardzo dobijające dla osoby chorej, kiedyś ktoś udaje że jest silny, a tak naprawdę nie radzi sobie kompletnie z sytuacją. Tak było z moją mamą. Posypała się kompletnie, dwa lata życia jak przez mgłę, też cały czas byłam pod jej nadzorem i każdy dźwięk wydawał jej się podejrzany. Poczucie winy za ten jej stan nadal jest we mnie i wiem, że nigdy nie minie.
Co do dzieci. Nie daj sobie wmówić, że TYLKO leki powodują choroby płodu. Owszem, gdybyś to Ty je zażywała byłby większy procent prawdopodobieństwa wad. Nie chcę robić za eksperta, sama swoją wiedzę na ten temat poszerzyłam już dawno, bo moja choroba tylko w pewnym stopniu wpływa na decyzję nie posiadania dzieci, u mnie jest więcej czynników. Chyba, iż Twój partner zażywa leki starej generacji, ale zawsze jest możliwość zmiany na łagodniejsze, opcji jest bardzo dużo. Generalnie jest zasada, iż bardziej szkodzi się dziecku odkładając leki niż zażywając je. Tutaj polecam konsultacje z ginekologiem i nadzorowaną ciążę, bez paniki.
Ogólnie, bardzo dużo siły dla Ciebie i partnera. Naprawdę z tą chorobą da się żyć gdy się tylko ustabilizuje sytuacja, a to czasem potrafi trochę potrwać. Pilnowanie się z lekami, słuchanie zaleceń lekarza - naprawdę nie jesteśmy tacy straszni, choć w chwili napadu nie wyglądamy najładniej. Można z tym żyć, chociażby jak ja, 10 lat od diagnozy, samorealizująca się.
Ściskam mocno

Aswq Odpowiedz

Bank spermy? Czy to nawet jak Ty urodzisz to już jego dzieckiem nie będzie? Facet się wstydzi choroby a to, że Ty przez niego masz problemy to już nie? Idź i rozmawiaj. Nie musisz podawać jego danych i dyskrecja będzie zachowana.

OkBoomer

Myślę, że w tej chwili autorka ma większe problemy niż zachodzenie w ciążę...

didja Odpowiedz

Popieram przedmówców co do terapii i konsultacji z ginekologiem i dodam od siebie jeszcze jedną rzecz: dobrze by było, żeby partner się nie ukrywał z chorobą. Primo - dla bezpieczeństwa w pracy. Jeśli zatai przed pracodawcą, a wskutek napadu w czasie pracy będzie mieć jakiś uraz, ZUS (i/lub prywatny ubezpieczyciel) będzie "robił pod górkę" z wypłatą odszkodowania, czepiając się i szukając dziury w całym. Poza tym pracodawca, wiedząc o chorobie, dostosuje stanowisko pracy. No i po trzecie: jeżeli osoba z epilepsją ma orzeczenie o niepełnosprawności, to pracodawca dostaje wysokie dofinansowanie do wynagrodzenia tego pracownika, podwyższone o dodatek na choroby specjalne (aczkolwiek przy ośmiu napadach w trzy lata to raczej trudno będzie o orzeczenie).

Laskowa Odpowiedz

Myślę że jesteś bardziej chora od niego

lilarose Odpowiedz

Gówno prawda. Skoro miał 8 napadów to ma najbardziej neutralny lek. Konsultacja z lekarzem i po sprawie. Kobiety z epilepsja mają normalnie dzieci zdrowe a biorą leki. Jeśli tak mówi twój partner to oznacza że albo on nie chce albo ma złego lekarza...

Satanismus Odpowiedz

Widujesz napady rzadko, to zupełnie normalne. Moja znajoma widząc pierwszy atak padaczki w życiu zamiast mi pomóc to uciekła zwymiotować. Kolejne dwie nie zrobiły nic.
Ja też pierwszy raz będąc przy ataku padaczki nie miałam pojęcia co zrobić. Przy drugim też tylko przytrzymywałam głowę.
Aktualnie jesteś na dobrej drodze do oswojenia się z tym. Jeśli czujesz taką potrzebę - możesz z tym pójść do psychologa. Poczytaj o tym co powinno się robić w trakcie takiego napadu. Sama wiedza już nieco uspokaja.

Jawiem1210 Odpowiedz

Mój partner ma depresję. Doszedl do takiego stanu, że bałam się czy nie znajdę go wiszącego. Też nie mogłam z nikim o tym pogadać, bo prosił o trzymanie tego w tajemnicy przed rodziną. Był czas, że dosłownie co 3 dni dzwoniłam na telefon zaufania, żeby się wypłakać. Polecam.

zurawinka Odpowiedz

Jesteś juz dużą dziewczynką, więc przestań się mazać i staw temu czoła! Zamiast się przyglądać napadowi, podłóż mu coś pod głowę i wsadź coś do ust (byle nie palec). Ludzie z padaczką czują aurę, zazwyczaj wiedzą że będą mieć napad, Twój facet też nauczy się to rozpoznawać, będzie lżej. Trzeba nauczyć się z tym żyć. Pora najwyższa.

Kari11 Odpowiedz

Wiem co czujesz. Moja siostra na to choruje, na szczęście od kilku lat nie miała ataków. Musisz odpocząć psychicznie, mi to pomogło.

parohot Odpowiedz

Mialam podobnie ale to przechodzi z biegiem czasu zczynasz mniej emocjonalnie podchodzic do tego…. Ja zadalam sobie pytanie czy chce tak zyc, bo jezeli ne to im szybciej odejde bedzie mniej bolalo… musisz sie nad tym zastanowic...

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie