#8RJCX
Wiem, że jest tu wiele osób, które mają dzieci, więc może wpłynie to jakoś na dorosłych. Nic mnie tak w mojej pracy nie denerwuje, jak dzieci wieku około 5 lat.
Kiedy jest pełna restauracja i dzieci biegają po sali, nie ułatwia nam to pracy. Proste przykłady.
Lecę z tacą pełną naprawdę gorącego jedzenia, a dziecko siedzi na samym środku schodów i się nie przesunie, tylko stanie przede mną i patrzy na mnie jak cielę na malowane wrota. Słowa "przepraszam" niestety nic nie dają i na wąskich schodach muszę tańczyć z tacą. A rodzice w najlepsze siedzą i mają to wszystko gdzieś, bo co takie dziecko może zrobić.
Drugi przykład.
Zawsze dajemy dzieciom balony. Taki miły gest. Potem przychodzą i co chwila
"ploseee pana, mosna jesce balona?" i marudzi.
Nie interesuje go, że właśnie nabijasz zamówienie na stolik, gdzie siedzi 10 osób, a reszta dzieci w dodatku biega i piszczy wniebogłosy. Co na to rodzice?
"Przepraszam, można jeszcze jednego balonika?".
Wszystko spoko, gdyby nie fakt, że jak jedno dostanie, to zaraz wszystkie chcą, a kiedy zajmę się tymi balonami, to goście narzekają, że kelner zajmuje się głupotami, a oni czekają na jedzenie. W innym przypadku idzie się pomylić przy nabijaniu zamówienia i już gotowa awantura, że ktoś chciał frytki zamiast dufinek i kolejne zamieszanie.
Przykładów można wypisać jeszcze więcej.
Jeśli wyznanie zdobędzie jakiś odzew, mogę się podzielić innymi ciekawymi doświadczeniami z dziećmi w mojej pracy, jak i innymi ;)
Za zachowanie dzieci odpowiadają rodzice i to ich należy upominać.
Nigdy moje dzieci nie biegały po restauracji i zawsze wspólnie czekaliśmy na zamówienie. I to najczęstsze zachowanie i wśród innych rodzin.
Jeżeli dajesz balona jednemu, to oczywiste że inne dzieci też chcą.
Jest takie słowo jak NIE. Im wcześniej dziecioki je poznają, tym szybciej poznają co to życie i będą lepiej przygotowane na jego trudy. A czasy niestety idą takie, że będzie baaaardzo trudno. Poza tym jak radzi tu @Hans, jak dzieciok się nie słucha i utrudnia pracę, to za kołnierz i do stolika rodziców. Restauracja to nie małpigaj żeby latały wszędzie bez opamiętania. Może niedługo po kuchni będą latać, bo co to, dziecku nie pozwolisz?
Od wychowywania są rodzice i zgadzam się, że powinien im zwrócić uwagę, ale „za kołnierz”? Ma szarpać obce dziecko? Jeśli chodzi o balony, to wszyscy goście powinni być tak samo traktowani - jak dał jednemu dziecku to powinien dać też innym, albo wcale.
A jak obce dziecko biegnie na ruchliwa ulicę to nie dotykać bo tylko rodzic moze?
A wiesz co potrafi zrobić taca gorących zup prosto z kuchni na twarzy?
Lepiej przytargac dziecko do rodzica niż dzwonić na karetkę, mieć traumę i sądzić się z rodzicami bOmBeLkA
Nie szarpać, tylko chwycić tak żeby samo doszło prowadzone do stolika rodziców. Klienci nie mogą przeszkadzać w pracy innym, zwłaszcza że sami korzystają z ich usług. Pierwszy krok to powiedzenie rodzicom, drugi przeprowadzenie dziecka które przeszkadza ze słowami, że jeśli nie upilnują swoich pociech to zostaną wyproszeni z lokalu a jeśli nie zostali jeszcze obsłużeni, to że nie zostaną z powodu rażącego zachowania osób im podlegających.
Wiem co czujesz, też wkurzają mnie kaszojady w miejscach publicznym. Jakbym miała mieć takiego w domu, to chyba bym oszalała