#4O1lj

Od jakiegoś czasu podoba mi się pewien chłopak. Często pisaliśmy, kilka razy się spotkaliśmy. Pewnego razu miałam sen z nim w roli głównej. Bardzo sprośny, erotyczny sen. Rzadko kiedy zapamiętuje sny, jednak ten zapamiętałam. Zaraz jak się przebudziłam z tego fantazyjnego snu postanowiłam opisać go mojej przyjaciółce na facebooku. Pisałam szybko, abym nie zapomniała żadnego szczegółu. Wysłane! Pomyślałam sobie, że pewnie będzie miała ze mnie niezły ubaw.

Kilka godzin później weszłam na facebooka, aby sprawdzić czy już odpisała. Nie. Zdziwiłam się, ponieważ była dostępna. Klikam na nią, aby wyświetliło mi się jej okienko czatu. Patrzę, a ja jej nic nie wysłałam. Więc jak nie jej to komu? Stwierdziłam, że pewnie zapomniałam zatwierdzić, a nie chce mi się tego pisać po raz kolejny, więc opowiem jej przy najbliższej okazji.

Wspomniany na początku chłopak nie pisał do mnie już 3 dzień. Coś nie tak. Postanowiłam spytać czy wszystko ok. Klikam na niego. A tam co? MÓJ EROTYCZNY SEN Z NIM W ROLI GŁÓWNEJ. Jak to zobaczyłam to aż mi się słabo zrobiło. Pewnie rano źle nacisnęłam i zamiast do przyjaciólki, wysłałam wiadomość do niego. Myślałam, że się spalę ze wstydu, zwłaszcza że na koniec wiadomości dodałam, że to na szczęście tylko sen, bo nie wyobrażam sobie jakbym mogła z nim coś robić, bo owszem jest fajny, ale mało przystojny.

Szybko napisałam mu wiadomość, w której milion razy przeprosiłam i starałam się wyjaśnić całą beznadziejną sytuację. Napisał, że ok. Chyba jednak nie ok, skoro nie utrzymujemy już kontaktu.

#GaYYc

Spotykałam się z facetem, który był wielkim zwolennikiem płacenia pół na pół. Nie miałam z tym problemu, bo nigdy nie oczekiwałam, aby facet za mnie płacił na randkach, zwłaszcza na początku relacji. Nie uznałam zatem tego za red flag.

Relacja się rozwijała, spotykaliśmy się przez 3 miesiące i kiedyś temat zszedł na zarobki. Wyszło na jaw, że zarabiam dużo więcej od niego. I co się okazało? Nagle to ja musiałam fundować randki, bo on „zapomniał” portfela. Kilka razy dałam się tak naciągnąć, bo pomyślałam, że może mieć chwilowo problemy finansowe, przecież każdemu się zdarza. Jednak na czwartej randce fundowanej przeze mnie zapytałam, co z tym pół na pół. Co się okazało? Facet stwierdził, że skoro ja tyle zarabiam, to ja powinnam częściej fundować nam wyjścia. Finał był taki, że nasze wyjścia się skończyły.

Po różnych historiach moich koleżanek stwierdzam, że im facet mniej zaradny, tym bardziej ciśnie o składanie się na wszystko na pół. Smutne.

#fpo40

Często słyszy się o kobietach oszukanych w internecie a to przez marynarza, a to przez jakiegoś generała czy lekarza.
Ja aktualnie mam „na tapecie” takiego właśnie amerykańskiego żołnierza, który rzekomo pojechał na misję w Ukrainie. Szczerze mówiąc, bawię się z nim już od kilku tygodni i czekam, kiedy pęknie. Kilka razy mi pisał, że prawie zginął na polu walki, że leczy się z bardzo poważnych ran i że u niego jest bardzo niebezpiecznie. Często pyta, gdzie pracuję, ile zarabiam i jak mi idzie w tej pracy. Póki co cały czas piszę mu, jak to w moim kraju jest ciężko i że ledwo wiążę koniec z końcem, mimo że pracuję bardzo dużo. On mi oczywiście obiecuje, że już niedługo będziemy razem i że rozwiąże wszystkie moje problemy, bo przecież kocha mnie nad życie i dla mnie zrobi wszystko.

W związku z tym przyjmuję zakłady: jak myślicie, ile czasu minie, zanim poprosi o pierwszy przelew?

PS Raz mi nagrał głosówkę i jak na Amerykanina ma dziwnie arabski akcent :D

#YJjGx

Tej historii nie zna nikt. Ani moja rodzina, ani nawet przyjaciele, z którymi dzieliłam chude lata studenckiej egzystencji.

Na studia wyjechałam daleko od domu, a co! Zawsze lubiłam podróżować! Jako że w domu się nie przelewało, wiedziałam, że będę musiała złapać się jakiegoś zajęcia. Było to już dosyć dawno temu i o pracę nigdzie nie było łatwo, zwłaszcza dla studenta dziennego. Po kilku nietrafionych próbach załapałam się w markecie, blisko mojego akademika. Dogodne godziny, płaca – no cóż, lepsza niż żadna, a do tego nie traciłam czasu ani pieniędzy na dojazdy. Większość współmieszkańców akademika zaopatrywała się u nas. Wraz z przyjaciółmi prowadziliśmy radosne i kreatywne życie na granicy ubóstwa, ale nie zmienia to faktu, że były to bardzo szczęśliwe lata.
W którymś momencie sklep wprowadził książeczki punktowe – za wydanie określonej sumy klienci dostawali punkty, takie naklejki do kolekcjonowania. Po uzbieraniu danej liczby stawały się one środkiem płatniczym. Proste. Kasjerzy byli rozliczani z punktów, tak samo jak z gotówki w kasie. Również proste i oczywiste.
Klienci często nie byli zainteresowani klaserem i naklejkami. Cóż, jak nietrudno się domyślić, niedożywiony student nie przepuszczał takich okazji. Wielokrotnie umawialiśmy się z przyjaciółmi, że przyjdą pod koniec mojej zmiany i zamiast np. pięciu należnych im punktów wydam im nadwyżkę tych nieodebranych przez klientów. Wielokrotnie tak właśnie było i szczęśliwie mogliśmy kupić więcej pasztetu, herbaty, a czasem nawet żółty ser! Kiedy nie miał kto przyjść i odebrać punktów albo np. nieoczekiwanie trafił się klient wydający sporą gotówkę, wtedy, z duszą na ramieniu, przemycałam zdobycz sama. Parokrotnie, bez większych problemów. My nie mogliśmy w czasie pracy mieć „swoich” klaserów, a jeżeli już, to musiały być oznaczone przez ochronę. Kontrolowanie nas było czysto losowe i jak się  przechodziło przez bramki bezpieczeństwa, system wybierał co n-tą osobę, która musiała poddać się kontroli osobistej. Przez prawie 4 lata taka kontrola zdarzyła mi się chyba tylko 3-4 razy. Najczęściej było to rutynowe: „Pokaż plecak”, ewentualnie obmacanie kieszeni.
Niestety, na ochronie od jakiegoś czasu pracowała bardzo niesympatyczna kobieta, która z nikim nie potrafiła się porozumieć i była bardzo gorliwa w swoich obowiązkach. Pamiętam, że tego dnia na prośbę mojego brygadzisty pracowałam podwójną zmianę, aż do zamknięcia sklepu. Schodziłam z hali po 16 godzinach, było nas może z 6 osób obsługi. Zostałam wylosowana. W skarpetce miałam kilka niechcianych punkcików, a na ochronie była wyżej wspomniana pani. Po raz pierwszy i jedyny miałam kontrolę z rozbieraniem się do bielizny... I znalazła zdobycz. Straciłam pracę na kilka miesięcy przed końcem studiów. 
Wstyd mi było i nikomu się nie przyznałam, a znajomym powiedziałam, że brakowało mi czasu na naukę...

#rEzCE

Jestem dorosłą, ale młodą kobietą. Mam męża, swoją rodzinę (rodziców, rodzeństwo, dziadków), z którą jestem dość blisko. Na pozór wszystko wydaje się naprawdę w porządku, ale w rzeczywistości mam dość. Czuję, że nic w moim życiu nie poszło tak, jak bym chciała, z niczego nie jestem zadowolona. Moi rodzice są w trakcie rozwodu. Jedno jest alkoholikiem, a drugie ma już kolejną osobę na boku. Jestem zła, bo zniszczyli mi rodzinę, widzę, jak cierpi na tym moje rodzeństwo i to też mnie wpienia. Z moim mężem jest niby okej, ale też coraz częściej czuję, że to nie to, czego bym chciała (nie mówię tego, bo się znudziłam czy dla kaprysu, jesteśmy ze sobą już kilka ładnych lat i niejedno z nim przeszłam). Czuję, jak z każdym dniem gasnę, popadam w totalną agonię, ale nie mam siły, żeby się za to wziąć i boję się zrobić krok w jakąś stronę, bo póki co jest „chujowo, ale stabilnie”. Aczkolwiek to, na co mam ochotę, to spakować manatki i wyjechać gdzieś, gdzie nikt mnie nie znajdzie :))

#IHCT9

Kiedy byłem w wieku przedszkolnym, na podwórku krążyły poprzerabiane wersje popularnych dziecięcych piosenek. Mi najbardziej spodobała się taka:
„Na zielonej łączce
RAZ, DWA, TRZY
Są ch..je w rzeżączce
RAZ, DWA, TRZY”.
Po tym drugim RAZ DWA TRZY pokazywało się palcem na trzech kolegów i szybko uciekało.
W przedszkolu pani od rytmiki uczyła nas oczywiście prawidłowego tekstu:
„Na zielonej łące
RAZ, DWA, TRZY
Pasą się zające” itd.
Ja, niczym niezrażony, w przedszkolu zaśpiewałem na cały głos wersję z podwórka... Wybuchł ogromny skandal, aż dziwne, że mnie wtedy nie wywali z przedszkola.
Wujek, jak mu powiedziałem o co chodzi i zilustrowałem na przykładzie, ze śmiechu aż się ochlapał wódką i musiał zmienić spodnie :)

#HayVv

Przesrane...
Wracałem z żoną z zakupów i wstąpiliśmy do złotych łuków na kawkę i coś słodkiego, a wiadomo, jak kawa, to i dwójeczka... No to usiadłem na tronie, żeby zrobić, co trzeba, ale, no właśnie... tyle razy się powtarza – jak siadasz, to sprawdź papier. Ja akurat nie sprawdziłem, a była resztka... Jakoś trzeba sobie radzić, zatem użyłem tej resztki, ale nie wystarczyła. Wziąłem więc ten kartonowy rulon i podtarłem się tym, ale to jest za grube i się nie spłucze, więc postanowiłem wyrzucić to do kosza w łazience i przykryć papierowymi ręcznikami. Dobrze, że to było w trasie i już nigdy do tego fast foodu nie wstąpię.

#9tpwY

Moje życie nie jest wspaniałe, ale też nie mogę powiedzieć, że jest mi w nim ciężko. Ojciec miał mnie gdzieś, kiedy byłem mały, a teraz stara się wrócić jako wzorowy tatuś. Szkoda, że nie było go w moich najcięższych okresach, kiedy potrzebowałem ojcowskiej ręki. Mama była... cóż, jakby nieobecna. Miała pracę, która pozwalała wstawać jej o 9, a wracała z niej o 18/19. Tak więc cały ciężar wychowania mnie spadł na babcię (dziadek zmarł, kiedy miałem 3 lata), której jestem dozgonnie wdzięczny, gdyż bez niej byłbym cieniem samego siebie. Mam również ciężko chorego brata. Cudowne dziecko, lecz niestety w wieku 10 lat jest na poziomie... co najwyżej dwulatka. Nie chodzi, mówi jak noworodek, nie je i nie pije samodzielnie oraz niestety nie załatwia się sam. Przez całe swoje życie pomagałem z nim jak umiałem, jak byłem młodszy, to karmiłem go, a dziś noszę go do łóżka lub aby go myć. Niestety zauważyłem, że zaczyna mnie to wkurzać, irytować. Nie mogę zaprosić do siebie dziewczyny – bo bałagan przez mojego brata. Nie mogę zorganizować u siebie imprezy – bo gdzie pójdzie mój brat? Nie mogę nawet zagrać chwilę z kolegami, bo zaraz trzeba pomóc z bratem. I wiecie co? Może zabrzmię bezdusznie, ale nie mogę się doczekać dnia, w którym się wyprowadzę. Kiedy problem mojego brata przestanie mnie dotykać bezpośrednio. Kocham go, ale zniszczył on życie mojej babci (rozwalony kręgosłup, biodro i brak odpoczynku na starość), mojej mamie (problemy z psychiką, uszkodzony kręgosłup oraz brak możliwości awansu, bo musimy mieszkać tu, gdzie mieszkamy) oraz skrócił mi dzieciństwo. Ojciec w ogóle nie poczuwa się do wychowywania go.

Piszę to, by zwrócić uwagę na fakt, że mało kto nadaje się do wychowywania niepełnosprawnego dziecka. Ludzie są za słabi psychicznie lub fizycznie. Trzeba pamiętać, że dziecko to nie tylko słodki 3-kilowy bobas, ale później 30/40-kilogramowy klocek, którego trzeba nosić, zajmować się nim i oporządzać go. Teraz mogę zostać zlinczowany, ale nie pozwolę swojej żonie na urodzenie takiego dziecka. Nie mógłbym być dla niej tak bezduszny, nerwica mojej matki i stan mojej babci tylko mnie utwierdzają w tym przekonaniu. Sądzę, że w przypadkach takiej choroby aborcja powinna być legalna.

Po co to wyznanie? Może spowoduje chwilę refleksji i zastanowienia się nad losem chorych, a przede wszystkim ich rodzin. Jeżeli macie obok siebie takie osoby – pomóżcie im. Nawet uśmiech czy wizyta z ciastem u takich ludzi może naprawdę wiele zmienić.

#6EZvn

Od niedawna jestem w sytuacji, w której chciałbym zjeść ciastko i mieć ciastko. Studiuję i jestem w grupie z pewną kobietą, spędzamy często czas na okienkach, grając w gry planszowe, jest pozytywnie, nie umiem jednak rozgryźć tej kobiety. W dość wyraźny dla mnie sposób podbijałem do niej 2 razy, ale jej stosunek do mnie nie zmienił się (nie jest ani lepiej, ani gorzej), uważam obiektywnie, że jest ładna i raczej rozumie co chciałem osiągnąć. Dziwi mnie to, że gdy zbliżają się kolokwia, wysyła mi swoje notatki, mówiąc, że skoro poświęciła na nie czas, to niech się przydadzą, ale innym już ich nie wysyła, i mam takiego mindfucka – być może istnieje przyjaźń damsko-męska? Nigdy w to nie wierzyłem, zawsze było to dla mnie zero-jedynkowe.
Jestem obecnie w sytuacji, w której chciałbym bardzo wyraźnie do niej podbić, by nie miała wątpliwości, o co chodzi, ale jeśli będzie na nie, to stracę świetną koleżankę do gier planszowych – ta kobieta jest bardzo towarzyska i przyciąga ludzi.
Jeśli ma ktoś w swoim otoczeniu przyjaźń damsko-męską, to dajcie znać, bo ja nie ogarniam, co się dzieje.
Dodaj anonimowe wyznanie