#6GHbj
Pewnego razu, kiedy mój ojciec był w trasie, zasłabł za kierownicą. Ręka Boska go wtedy kierował, bo tir w pewnym momencie skręcił i wpadł między dwa drzewa, które go zatrzymały i nie doszło do większej kolizji. Wiadomo, standardowo przyjazd policji i karetki na miejsce. Odwieźli tatę do szpitala i od razu na rezonans magnetyczny, bo nie wiadomo czy nie doszło do poważniejszych uszkodzeń. Owszem. Lekarze oznajmili mojej mamie, że wykryto u niego guza mózgu. Mam pyta się "Ale jak to?", a lekarz jej na to, że jej mąż ma raka mózgu.
Kiedy mama wróciła do domu, spytałam się dlaczego taty też nie ma. Mama nie chcąc mi wyjawić wtedy prawdy (za co jestem jej wdzięczna) powiedziała, że tata został u swoich rodziców, a moich dziadków na dłużej, bo po prostu musiał. Po części zgadzało się to z prawdą, bo został w swoim rodzinnym mieście, ponieważ wypadek zdarzył się niedaleko.
Z tatą było coraz gorzej. Na początku zaatakowany został ośrodek mowy, później stracił czucie w lewej ręce, następnie prawa noga, aż w końcu siadł mu słuch. Kiedy mama powiedziała nam, że tata jest chory i nie może już z nami mieszkać, jeździliśmy do niego w odwiedziny. Ja jako 4-letnie dziecko, a mój brat jako 2-letnie, nie za bardzo wiedzieliśmy co się dzieje. Tata jest chory, ale dlaczego wszyscy z tego powodu płaczą? Przecież wyjdzie z tego, prawda?
Po trzeciej operacji z rzędu lekarze oznajmili mojej mamie, że już nic nie da się zrobić, ponieważ nie znają tej odmiany raka. Tacie dostała się choroba, na którą zapada jeden człowiek na trzy miliony. Można było już tylko przedłużać jego życie. Mama jednak się nie poddawała. Chodziła do różnych specjalistów, ale nic to nie dało. Tata zmarł, gdy miałam 5 lat.
Zaraz po śmierci ojca, kiedy mama powiedziała nam, że tata już do nas nie wróci, na chwile przestałam żyć, zmieniłam się w taka roślinkę. Kiedy jednak odzyskałam świadomość, kompletnie się załamałam. Byłam pogrążona w bardzo głębokiej żałobie, z której mama wyprowadzała mnie przez 12 lat. W sumie to dopiero od niedawna mogę swobodnie rozmawiać o tacie bez popadania w histerię.
W tej chwili mam 17 lat, ale wiem, że nigdy nie dotrze do mnie całkowicie fakt, że jego nie ma. Nieraz wydaje mi się, że widzę go gdzieś na ulicy i wcale mnie to nie dziwi.
Trzymaj się! Dasz radę! Anonimowi trzymają kciuki
zawsze czytając takie wyznanie nachodzi mnie dygresja i ogólne rozważania: dlaczego do cholery tyle dobrych ludzi zapada na jakieś paskudztwa i umiera a tyle morderców itd. chodzi po tym świecie?!
też często się nad tym zastanawiam.
Nie dawno też się zastanawiałam ...Świat jest nie fair :/
Ale tak na prawdę to jednych i drugich jest mniej więcej tyle samo, po prostu śmierć tych dobrych bardziej nas martwi, przez co siłą że czy zwracamy na nią uwagę.
"bo Bóg tak chciał"
Nienawidzę takich pytań/rozważań. 1. Moim zdaniem trudne życie, śmierć dobrych osób jest bardziej rozglasniana. A 2. Nawet jeśli ktoś jest zły może się nawrócić, nje oceniajmy ludzi po stereotypach.
A gdy jesteś na łące, to jakie kwiaty zbierasz?No właśnie, najpiękniejsze...
jest takie powiedzenie złego diabli nie biorą, może coś w tym jest ?
Bo świat niestety nie został stworzony po to żeby był sprawiedliwy...
Moja 6-letnie siostra chorowała na białaczkę , napatrzyłam się wystarczająco na śmierć dzieci.
Refleksja, nie dygresja.
jakby Bóg istniał to byscie sie mogli spytac
Tak strasznie Ci współczuję. Nie wyobrażam sobie straty któregokolwiek z moich rodziców. Trzymaj się mocno!
Mysle, ze brakowało Ci wsparcia ze strony psychologa lub odpowiedniego podejścia rodziny (co moze byc trudne dla samotnej matki). Moja mama chorowała od kiedy pamietam (jak zwykle w takich historiach bywa-rak) i jak miałam niecałe 10 lat zmarła. Wiadomo, ze było mi smutno i tęskniłam ale wiedzialam, ze tak moze sie to skończyć (bo wiedzialam, ze na raka sie umiera) a moj tata brał mnie i brata na takie domowe rozmowy o życiu i śmierci. Bardzo nam to pomogło i teraz mam 19 lat i nie czuje juz żadnej straty bo w sumie w najważniejszych chwilach mojego dzieciństwa miałam matkę a potem szybko doroslam. Jednak troche mnie dziwi, ze pamietasz go tak dobrze skoro mialas ledwo 5 lat. Mysle, ze bardziej wspominasz opowieści mamy niz własne przeżycia, jezeli by o nim duzo nie wspominała, pewnie ledwo bys pamiętała.
Mój tata też jest kierowcą tira i czytając takie historie boje się o niego, bo w jego rodzinie była spora umieralność na raka i też o to, żeby nie miał wypadku.
Trzymaj się autorko, współczuje ci, bo na samą myśl płacze :'(
Strata rodzica w mlodym wieku musi naprawde bolesna. W sumie to w kazdym wieku to boli
Mój tata stracił tatę w wieku 39 lat. Wpadł w depresję, a żałobę miał kilka lat.
Życie jest cholernie niesprawiedliwe zabierając dobrych i kochanych ludzi, a zostawiając nic nie wartych alkoholików, damskich bokserów, ćpunów, pedofilów...
Dobrze, że masz mamę, która Cię wspierała przez te wszystkie lata i pomagała pogodzić się choć w minimalny sposób z tą stratą.
Szczęścia dla Ciebie, autorko, i dużo pogody ducha.
"-Kiedy jesteś na łące jakie kwiaty zbierasz?
-Te najpiękniejsze.
-No właśnie"
Może i oklepane ale bardzo pasuje do komentarza wyżej :(
"-Dlaczego dobrzy ludzie umierają?
-Kiedy jesteś na łące, jakie kwiaty wybierzesz?
-Te najpiękniejsze
-No właśnie"
Lepiej to brzmi z tym pierwszym wersem :)
Też mnie smuci, że tak jest...
Powodzenia autorko.
Strata rodzica boli, ale myślę, że nie jest normalne żeby aż tak odbiło się to na Tobie... Po pierwsze byłaś dzieckiem, mogłaś już całkiem sporo rozumieć, ale uważam, że powinnaś po czasie przejść z tym do porządku dziennego, wybacz, ale tak uważam.
Też tak uważam, ale to przecież nie jest zależne od niej. Mama powinna wtedy zabrać ją do psychologa.
Mój tata umarł gdy miałam 3 lata. Mam 18, nadal wpadam w histerię.
Trzymaj sie, kiedys sie jeszcze spotkacie...
to takie niesprawiedliwe ze dobrzy ludzie umieraja na takie choroby a Ci zli, ktorzy np znecaja sie na swojej rodzinie zyja wciaz..
Czemu cie zminusowali? To oczywiste, ze tracac kogos, nie tracimy go na zawsze. Zobaczycie po smierci :)
Dlaczego minusujecie?