#5kykD
Pewnego dnia, jako że ładnie nam szło na treningu, dostałyśmy pizzę na obiad. Od razu jak pojawiła się na stole, to nikt nie chciał jej zjeść. Oczywiście ja, jak to pasibrzuch, zjadłam prawie wszystko.
Następnego dnia pożałowałam. Już w drodze na boisko czułam się niezbyt dobrze. Na treningu niestety już było gorzej, ale uszczęśliwiona, że toalety obok murawy są otwarte, poszłam się tam załatwić. Zdziwiona, że tak łatwo i szybko poszło, wróciłam do ćwiczeń. W drodze do domu odłączyłam się troszkę od mojej paczki dziewczyn, aby w spokoju porozmawiać z mamą przez telefon. Konwersując już tak z dobre parę minut, nie dostrzegłam, że kumpela gdzieś znikła. Ona ukryła się w krzakach. W momencie, kiedy byłam obok niej, prawie wyskoczyła mi na łeb i tak mnie wystraszyła, że (za przeproszeniem moi mili, ale inaczej się nie da) zesrałam się w gacie. Zamarłam, bo było naprawdę źle, a do domu dobra połowa drogi. W końcu uświadomiłam moje koleżanki, co się stało, zanim by same poczuły. Po 10-minutowej fali śmiechu wszystkie zaczęłyśmy się zastanawiać co dalej. Każda z nas poszperała za chusteczkami, ale niestety nie było tego dużo, więc musiałam skorzystać z darów natury (liście z drzew).
Kiedy poszłam doprowadzić się do jakiegoś porządku, dziewczyny czekały na mnie, dalej śmiejąc się pod nosem. Jedna z nich usiadła na takim płocie z dużych drewnianych bali. Druga koleżanka, gabarytowo o wiele większa, usiadła obok niej. Po kilku sekundach płot runął na ziemię, tak hałasując, że właściciel wręcz wyskoczył z domu. Laski przed siebie, a ja pobiegłam za nimi, zapominając, że na drzewie wiszą moje majtki, a spodenki mam do połowy ubrane. Nie wiem, jak to wyglądało, ale do dzisiaj mam nadzieję, że ten facet niczego nie widział.
Ostatni kilometr. Podjeżdża duże auto. Patrzymy się, a tam chłopak kumpeli, jechał do niej w odwiedziny, proponuje podwózkę. Ja odmawiam z przyczyny znanej, ale on mówi, że mam się nie wygłupiać. No cóż... położyłam się koleżankom na brzuchu na ich kolanach. Wszystko fajnie i nagle tekst chłopaka: „Chyba dzisiaj ktoś gnój wywoził albo szambo komuś wywaliło, bo j**ie jak skurczysyn”. XD
Wyjechałyście w góry, okres jak mniemam szkolny, jedna z was miała chłopaka, do tego z prawem jazdy i wpadł tak sobie na obóz dziewczęcy?
Zamiast pizzy, cała reszta wolała stołówkowe jedzenie?
Jakieś to niedopracowane.
Akurat okres szkolny i posiadanie chłopaka z prawem jazdy nie jest nierealne. Nie jest napisane ile miały lat. Mogły mieć 17 lat np., a chłopak kumpeli autorki 18 i mógł mieć już prawo jazdy.