#5O4b8
W moim miasteczku zdarzył się ten sam przypadek, co lata temu ze mną (ja miałam wielkie szczęście, bo mnie uratowała moja mama, wymusiła na lekarzach cesarskie cięcie). Dziewczynka zaplątała się w pępowinę, dusiła się. Jej matka czuła, że coś jest nie tak, ale nie była pewna, w końcu to pierwsze dziecko. Jednak mimo wszystko kazano jej urodzić to dziecko naturalnie. Dziewczynka „żyje”. Nie widzi, nie rusza się, nie krzyczy, nie płacze. Ma niewydolność mózgu. Ale żyje.
To, co się stało, wstrząsnęło mną tak mocno, że nie jestem w stanie teraz myśleć o czymkolwiek innym. Tylko o niej. Nie znam jej, nie znam jej matki, ale okrutnie boli mnie świadomość, co jej matka może czuć, i świadomość tego, co ta maleńka utraciła. Okropnie boli mnie serce.
A potem wielkie zdziwienie, że kobiety nie chcą rodzić dzieci. Mam nadzieję że ta kobieta pozwała lekarzy. Twój przykład pokazuje, że kobieta nigdy nie powinna być sama przy porodzie, tylko mieć kogoś bliskiego, żeby w razie czego wymusił na lekarzach prawidłowe działanie, bo rodząca może nie mieć na to siły albo przez brak doświadczenia przy pierwszej ciąży jak w tym przypadku.
Serio? Uważasz, że to jest przyczyną?
Tak, to jak traktowane są kobiety na porodówce jest jedną z przyczyn, przez które kobiety boją się rodzić dzieci. nawet jakby chciały. Poza tym jeszcze zamykanie porodówek, utrudniony dostęp do LEGALNEJ aborcji w razie czego. Nawet jak kobieta jednak zdecyduje się na dziecko, to przez złe traktowanie na porodówce/traumatyczny poród (bo odmówiono jej cesarki, mimo problemów) nie będzie chciała więcej rodzić, nawet jeśli wcześniej chciała mieć więcej dzieci. Dziecko nawet nie musi urodzić się chore przez brak cesarki jak dziewczynka w wyznaniu. Trauma wystarczy.
Eee tam, w Niemczech żadnego z tych problemów nie ma, a dzietność leci tak samo na pysk. Przyczyna jest inna. A raczej, jest wiele przyczyn.
upadlygzyms to nie jest jedyny powód, ale jednak w Niemczech wskaźnik dzietności 1,32, w Polsce 1,1 - obok Malty, Hiszpanii i Litwy jesteśmy w czołówce państw UE z najniższą dzietnością. Myślę, że jakiś odsetek kobiet rezygnuje z macierzyństwa, bo obawia się o swoje zdrowie/życie w ciąży i brak dostępu do legalnej aborcji. Mnie to ostatnie powstrzymało przed decyzją o drugiej ciąży.
Nie jest tak, że lekarze są wrogami rodzących kobiet. Nawet zimny cynik nie chce, żeby mu pacjentki padały na dyżurze, a większość lekarzy, nawet jeśli nie są empatyczni, to jednak są przyzwoici.
A podczas ciąży chodzi się na usg, na którym widać, jak się układa pępowina. Po drugie podczas porodu jest badanie ktg, które monitoruje bicie serca dziecka i jeśli tętno spada, to od razu jest wszczynany alarm. Przyznaję, że znam przypadki osób, które przeżyły niedotlenienie przy porodzie, ale jeden z tych porodów był pięćdziesiąt lat temu, a drugi trzydzieści parę. Aparatura teraz jest zupełnie inna. A takie niedotlenienie, które zmieniło dziecko w osobę leżącą i bez kontaktu? Co to za gazeta? Skoro to było „dziś”, to w necie też powinien być jakiś artykuł. Można prosić o link?