#3x3Yi

Ostatnio coraz więcej podróżuję, śpię w hostelach i przemieszczam się pociągami. I mam dość. Wychodzi z toalety w hostelu przystojny chłopak, który śpi ze mną w pokoju i wokół siebie utrzymuje porządek, ale kibel po nim to ja musiałam myć. W akademiku (zatrzymałam się tam na trzy noce) kibel był tak ob*rany, że aż muchy nad nim latały. Nie wspominając już o zakrwawionych podpaskach wrzuconych do kosza. I o kibelku w pociągu, na którym leżało po prostu g*wno.
 Dworcowe os*rane toalety, które są dla naszego wspólnego użytku, podpaski niezawinięte w papier i ślady fekaliów na porcelance nie robią na nikim wrażenia. To nie jest miłe, jak muszę po kimś to sprzątać, aby następna osoba nie pomyślała, że to ja.
Rozumiem, że ktoś tam zawsze sprząta, bo to jego praca, ale czy nie warto zostawić po sobie porządku? Czy szczotka gryzie? Co z tymi ludźmi jest nie tak?
Myszcz Odpowiedz

"Nie wspominając już o zakrwawionych podpaskach wrzuconych do kosza." - a powinny być wg Ciebie wrzucone do muszli, czy zabierane ze sobą do wyprania i wyrzucenia "czyste"? :D

ArabellaStrange

Powinny być zawinięte w rulonik i najlepiej owinięte papierem toaletowym albo papierkiem od następnej podpaski.

Czaroit Odpowiedz

Co z tymi ludźmi jest nie tak? To proste. Zaznaczają swoją obecność.

Widziałaś kiedyś jak pies obsikuje drzewka by zostawić informację - tu byłem, to moje? Oni robią to samo.

"Tu byłem, to osrałem, to jest moje terytorium, moja przestrzeń, nad którą mam w tej chwili władzę. Zostawiam tu mój mocz/kał/krew jako znak mojego panowania. Bo nie panuję nad niczym innym. Nad własnym życiem, nad własnymi emocjami, nad światem. Jestem małym, nieważnym, poranionym żuczkiem bezwolnie kręcącym się na potężnej karuzeli życia, i codziennie mielonym przez System. Więc muszę to sobie zrekompensować. Muszę zaznaczyć swoje istnienie. Oznaczyć terytorium. Zostawić po sobie ŚLAD."

W tym zachowaniu w ogóle nie chodzi o higienę, kulturę osobistą, wychowanie. To podświadomy mechanizm wywodzący się z pierwotnych, zwierzęcych zachowań.
Oczywiście, jest w tym też więcej, o czym już kiedyś pisałam. Często satysfakcja z wyższości nad tym, kto to będzie sprzątał: "Jestem ważniejszy od ciebie, bo to ty sprzątasz moje gówno".
Innym razem taka zostawiona na środku kupa to podświadomy prezent: "Daję coś od siebie, dzielę się moim dziełem". Jak w wypadku niektórych złodziei, którzy po kradzieży mają silny przymus wyrównania tego, co zabrali i stawiają na środku salonu klocka.

I robią tak ludzie ze wszystkich warstw społecznych. Łącznie z prezesami banków, księżmi, profesorami uczelni czy politykami. Bo ani zajmowane stanowisko ani kasa nie są w stanie wyrównać wewnętrznych braków.

Frog

Dzięki.
Chyba właśnie wytłumaczyłaś mi powód trzaskania nowymi, cudownymi, cichutko/mięciutko się zamykającymi drzwiami.
Kupił i wymieniał, oraz cichutko zamyka - pan sąsiad.
Trzaska totalnie bez powodu, wiele razy dziennie - jego żona.

Mówiąc "bez powodu" mam na myśli konkretne powody typu "przeciąg", "ciężkie zakupy", "drzwi mi uciekły".

Nie.
Kilka/kilkanaście razy dziennie jest po prostu harde JEB.

OK, współczuję jej problemów, które finalnie dają takie akcje. Jednak zdecydowanie wolałabym, żeby nie dzieliła się nimi z otoczeniem w tak halaśliwy sposób.

Opricz tego jest miła, "zawsze mówi dzień dobry", aż nie mam serca się do niej oficjalnie przypieprzyć....

Dodaj anonimowe wyznanie