#3UTkO
To tak wstępem...
Ostatnio na babskim spotkaniu zostałam okrzyknięta najgorszą matką roku.
Powód?
Bo moje dziecko nie jest na 1 miejscu, bo wyjeżdżam z mężem bez dziecka raz w roku, bo chodzimy na różne przyjęcia.
Moje tłumaczenia, że najważniejsze dla mnie jest moje zdrowie psychiczne i małżeństwo nic nie dały.
Mówiłam, że szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dzieci, że co daje dziecko na pierwszym miejscu, skoro to samo dziecko widzi kłócących się rodziców i że takie dziecko na pewno nie jest szczęśliwe? Że lepiej wyjechać na tydzień z mężem i odpocząć, okazywać sobie miłość, cieszyć się sobą, niż pokazywać dziecku jak rodzice się kłócą, wyzywają, a może i podnoszą rękę na siebie.
Kiedy mówiłam dalej, że rodzicom dobrze zrobi wyjście raz w miesiącu bez dzieci na kolację i spacer, to myślałam, że mnie zjedzą.
Przecież to facet niech se idzie sam z kolegami, a kobieta powinna chodzić tylko z dzieckiem na spacerki i się nim zajmować, bo przecież dziecko na 1 miejscu i koniec kropka.
Dla nich ich faceci mogą nawet odejść i płakać nie będą za nimi, bo przecież dziecko najważniejsze...
W domu może być patologia, Ale dziecko najważniejsze i nie pojadą nigdzie sami, nie pójdą do fryzjera, nie wezmą się za siebie, bo jak można zostawić dziecko np. z babcią? Przecież jak matka kocha, to nawet pójdzie kupę robić z dzieckiem.
Jestem złą matką, bo dla mnie małżeństwo jest najważniejsze, bo z mężem chodzimy na randki, bo pojechaliśmy na wakacje sami (dziecko ma 5 lat i było u dziadków w domku), bo chodzimy na urodziny do znajomych bez dziecka (może z cztery razy w roku się zdarzyło). Nieważne, że my jesteśmy szczęśliwi, że nie popadamy w paranoję, że nie przechodziłam żadnej depresji i macierzyństwo dla mnie to nie praca. Jestem zła i koniec.
Nie mam już koleżanek. I dobrze, bo każde wyjście z nimi (trzy razy w roku) kończyło się tym, że po 40 minutach wracały do domu, bo ich faceci nie radzili sobie z własnym dzieckiem...
Dlatego kobiety pamiętajcie o sobie i swoim mężu. Jak wy będziecie szczęśliwi, to uwierzcie, że wasze dziecko będzie tak samo szczęśliwe jak wy! Jeżeli wy będziecie zmęczeni, zdenerwowani, to dziecko na pewno szczęśliwe nie będzie, nawet jak będzie na "pierwszym miejscu".
Tutaj raczej odezwą się osoby które myślą tak samo.
Kiedyś w domu zauważyłem książkę 'zła matka'. Pytam żony co to.
Jakaś dziennikarka w Stanach nieopacznie powiedziała że mąż najważniejszy. Coś w tym tonie jak to wyznanie. Została mocno skrytykowana. I napisała o tym książkę.
Nie ma słowa "nieopacznie" , jest "nieopatrznie". Skoro pokusiłeś się o to słowo, powinieneś mieć tego świadomość,
Mogę dodać, że opacznie, znaczy właśnie "odwrotnie niżby należało"
To od "na opak"
O Boże, i one przychodzily na te spotkania BEZ DZIECI? Jak tak można, przecież dziecko najważniejsze, więc one też są złymi matkami😀 wiesz co, one ci poprostu zazdrościły ;)
Ciekawe co powiecie na moją sytuację ;)
Ja wyjechałam na wakacje sama :D. Oczywiście chciałabym (i wolałabym) z mężem, ale na chwilę obecną nie jest to możliwe, żeby nas obojga nie było przez kilka dni, a co mówić o tygodniu, czy dwóch. Mąż ma taką pracę, że bardzo często wyjeżdża (w sumie to wylatuje) za granicę- są to wyjazdy zazwyczaj kilkudniowe, lata do bardzo różnych krajów, poza UE też (więc nie jest też "głodny" wyjazdów - sam tak twierdzi). Ma też przerwy między wyjazdami od jednego do kilku dni, wtedy jest w domu. Więc podjęliśmy decyzję, że jak on weźmie sobie wolne (od pracy, ale nie od obowiązków, które nas tu trzymają), to ja wtedy polecę na wakacje. I tak zrobiliśmy. Nie wiem do końca jak mąż (chociaż mówi, że było mu dobrze w domu), ale ja jestem bardzo zadowolona. Następne wakacje już mam zarezerwowane.
Najgorzej jak kobiety zatracają siebie...
Dziecko dla mnie nie jest na 1 miejscu, Bo na pierwszym miejscu stawiam siebie, Bo jeżeli ja nie będę szczęśliwa to jak mam dziecku dac szczęście i miłość?
Niestety, ale bardzo duzo kobiet popełnia ten błąd i uważają że jeżeli urodziły, to już one się nie liczą tylko dziecko, a potem te same kobiety na forach się żalą, że ich faceci nic w domu nie robią i oglądają pornosy.
Ja zgadzam się z autorką i również stawiam na małżeństwo, a nasze dziecko dzięki temu że my jesteśmy szczęśliwi, kochamy się, będzie szczęśliwe i dorastało w rodzinie pełnej szacunku i miłości.
Nie rozumiem ludzi, którzy wszędzie wypisują że ich dziecko jest najważniejsze, że dla dziecka zrobią wszystko i dokladnie ci sami ludzie żyją w patologicznych związkach, w których jest przemoc, bieda, alkohol, wyzwiska.
Jak można wtedy twierdzić, że ich dziecko jest najważniejsze skoro pozwalają aby żyło w takich warunkach?
Nie szanują siebie, to nie szanują dzieci..
Nie wrzucaj wszystkich do jednego wora. Ja tez szczerze i otwarcie powiem, że dziecko jest dla mnie najważniejsze, ale pamiętam też o sobie, a i narzeczony nie narzeka, bo mała śpi to mamy czas dla siebie, często wychodzimy razem itd.
Dla mnie moje dzieci i mąż są najważniejsi. Plan mojego dnia ustawiam pod nich ale nie zapominam o sobie (fakt że na koniec dnia ale lepszy rydz niż nic) . Realizuje siebie bo studiuje zaocznie kierunek który jest mi bliski (teologia) ale studiuje też by móc potem pracować w zawodzie ( jeśli wszystko pójdzie po mojej mysli ) w szkole do której będą chodzić moje dzieci i nie chodzi tu o chęć kontrolowania ich ale względy praktyczne ( razem wyjeżdżamy i razem wracamy). Lubię czasami fajnie się ubrać, ale moje dzieci i mąż też to widzą i prawią mi komplementy... więc myślę że rodzina stawiana na pierwszym miejscu nie musi kolidowac z marzeniami, planami, nie wszystko idzie ogarnąć, czasami potrzeba czasu ale wszystko jest mozliwe.
taaa najgorzej jak dziecko jest JEDYNYM osiagnieciem kobiety...
Ruda - dla mnie też dziecko jest na pierwszym miejscu, ale jednocześnie oznacza to, że dbam o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne oraz o swój związek. Szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dziecko. Popieram wszystko, co napisała autorka, ale nie rozumiem, czemu ma to oznaczać, że dziecko nie jest najważniejsze dla rodziców. Wyjście na fitness, kawę z koleżankami, randkę z facetem, aktywność zawodowa itp. to najnormalniejsze zachowanie i jestem zdzwiona, że aż trzeba o tym pisać wyznania. Moje koleżanki-matki nie siedzą zamknięte w domu z obłędem w oczach.
Jak słyszę takie teksty matek to mi się nóż w kieszeni otwiera.
Mam dwoje dzieci i z mężem od początku chodzimy na imprezy i wyjeżdżamy na wakacje albo robimy sobie wypady weekendowe.
Dziadkowie chętnie siedzą z dziećmi ale często wynajmujemy naszą nianię, żeby nie zawracać głowy dziadkom.
Takie wypady dobrze nam robią. Zbliżamy się do siebie. Jesteśmy tylko my i nikt więcej. Dużo czułych słówek, komplementy, namietny seks, a potem wracamy do domu szczęśliwi i dajemy dzieciom wszystko co najlepsze i nie chodzi o zabawki czy słodycze :)
I dzieci nie mają żadnej traumy, kiedy nas nie ma 3 dni raz na jakiś czas.
Małżeństwa potrzebują czasu dla siebie, bez tego to można na głowę dostać. Potem są awantury o głupoty jeżeli nie mają żadnej odskoczni od codzienności i cierpią na tym dzieci.
Z dziećmi spędzamy czas codziennie. Zabawy, czytanie książek, basen, plac zabaw etc ale czas z mężem sam na sam to jest obowiązek wręcz. Trzeba odróżnić że poza tym że jesteśmy rodzicami to jesteśmy też małżeństwem.
Ja również wiem że jestem też KOBIETĄ i chce dobrze wyglądać dla siebie, męża i dzieci i robię coś tylko dla siebie... kąpiel przy świecach, trening, kosmetyczka... jestem wtedy szczęśliwa i spełniona i mogę dac z siebie wszystko swoim dzieciom.
Kobiety na prawdę warto zadbać o siebie bo całe życie macie przed sobą a dzieci na prawdę nie umra jeżeli pojedziecie sobie na godzinę na fitness :)
Oby było więcej takich kobiet jak ja i autorka :)
Gdzieś czytałam bardzo fajna wypowiedz, że dzieci dorosną i się wyprowadza a mąż będzie przez całe życie więc to jest najważniejsza delecja w życiu ;)
to jest dziedzictwo "Matki Polki", które jest przekazywane z babci na matkę, a z mam na nas i jest głęboko zakorzenione w obyczajowości polskich kobiet. Przez presję, która jest wywierana na kobiety, że muszą stawiać dziecko na pierwszym miejscu, że muszą karmić piersią, że musi być ślub jak pojawi się dziecko (czasami przecież zdarza się "wpaść" z kimś, kogo się nie kocha), że musimy być matką żoną i kochanką, sprzątaczką i lekarką, animatorką i kobietą sukcesu w jednym my kobiety same mamy WYRZUTY SUMIENIA, kiedy takie nie jesteśmy. To popieprzone. Oczywiście, żeby nie było to mężczyźni też zmuszani są do bycia niepłaczącymi, nie mającymi uczuć robotnikami, których jedynym obowiązkiem jest wykarmić rodzinę i lać dziecko pasem w ostateczności. To się na całe szczęście zmienia, nie jesteśmy już swoimi rodzicami - żyjemy w XXl wieku i większość z nas buduje rodzinę, w której każdy z jej członków jest równy sobie. Fajnie, że tak się dzieje, ale szkoda mi Twoich koleżanek - za kilka/naście lat będą sfrustrowanymi rozwódkami albo dalej będą tkwić w nieszczęśliwych małżeństwach a ich dzieci na pewno będą z tego powodu bardzo zadowolone....
Do tego dzieci, które były "te najważniejsze" później piszą tu wyznania, jak bardzo były osaczanie przez matki i jak bardzo marzą aby uciec z domu i zerwać kontakt. Albo kobiety i mężczyźni, którzy żyć bez matek nie mogą i nie są w stanie stworzyć zdrowych relacji.
Oj, rozumiem cię autorko... jak moje dziecko miało 4 miesiące to wyjechałam na 2 dniowe szkolenie. Rodzina i znajomi robili oczy jak pięć złotych i pytali „a z kim to dziecko będzie?!”, no... to dziecko ma jeszcze ojca poza mną ;) Parę miesięcy później wyjechaliśmy z mężem na 3 dni świętować rocznicę ślubu i też część ludzi nie dowierzała. A teraz pod koniec grudnia wybieramy się na wesele bez dziecka... wyrodni rodzice, że aż strach! ;)
Wydaje mi się, że to gadanie jest wynikiem stereotypowego myślenia o niemowlakach i ojcach. W końcu żaden ojciec nie zajmie się dzieckiem tak dobrze jak matka, każde niemowle dużo śpi, lubi jezdzić wózkiem, usypia w samochodzie, potrzebuje matki 24/7/7.
Zazdroszczę wam, bo mój syn to wymagający dzikus i poza mną i mężem zostanie tylko z moimi rodzicami, ale oni dają radę około godzinę.
No tak, to prawda że jest takie myślenie. To widać też przy tym, że karmienie = matka, a przecież nie każde dziecko jest karmione piersią, istnieją jeszcze mleka modyfikowane, laktatory i butelki 🤷🏼♀️
Nasz też raczej zostaje tylko z dziadkami, ale mamy ten komfort, że obie rodziny są pod ręką :)
Z nauk przedmałżeńskich pamiętam taką piramidę, że na pierwszym miejscu ma być Bóg, na drugim żona/mąż, a na trzecim miejscu dopiero dzieci :D
Po dzieciach rodzice, po rodzicach teściowie, po teściach pies, po psie sąsiadka, po sąsiadce...
A gdzie miejsce dla samego siebie? W dupie.
I ten, kto siebie nie stawia na pierwszym miejscu, właśnie tam się znajdzie.
Czaroit, nie spodziewaj się po martyrologicznej religii jakiegoś zdrowego myślenia o swojej osobie i przysługujących jej prawach xD W dużym skrócie masz cierpieć, nadstawiać drugi policzek, wielbić Boga i przepraszać za to, że w ogóle żyjesz.
Może się tak uniosły z zazdrości bo same jedyne ci potrafią to zajmować się dziećmi i żyją ich życiem inaczej nie potrafią