#lEWqh

W czasach gdy nie było internetu, trzeba było sobie radzić ze zdobywaniem informacji w inny sposób - szukać w książkach czy pytać znajomych lub ekspertów w danym temacie. Jest takie jedno zdarzenie, na wspomnienie którego do dziś mi głupio, że aż tak mnie zaćmiło...

Na studiach szykowałem elegancką kolację dla mojej dziewczyny. Miało być romantycznie i miło - dobre jedzenie, miła muzyczka, świece i wino. No właśnie, wino... Jako że nie za bardzo się na tym znałem, a nie widziałem kogo zapytać, postanowiłem w swym zaćmieniu zadzwonić do ekspertów. Więc znalazłem w książce telefonicznej numer do miejscowego klubu AA i zadzwoniłem z pytaniem, jakie wino najlepiej będzie pasowało do polędwiczek.

Nie odpowiedzieli :D

#9XjM7

Chciałabym się z wami podzielić informacją, która być może nie jest znana wam albo waszym dziewczynom, a w środowiskach lekarskich powoli zwraca się na to uwagę.

Ostatnio nastąpił wzrost zachorowań na czerniaka podpaznokciowego (nowotwór złośliwy). Okazało się, że przyczyną tego są popularne ostatnio lakiery hybrydowe utwardzane lampami UV. Producentom i kosmetyczkom nie jest na rękę informowanie o tym, dlatego ja postanowiłam to zrobić. Oczywiście jeśli malujemy paznokcie okazjonalnie, to nic się nie stanie, ale chciałabym żebyście byli świadomi ryzyka ciągłego malowania hybrydami.

Dziewczyny, obejrzyjcie swoje paznokcie, jeśli pojawiła się na nich czarna plamka lub inna niepokojąca zmiana, to lećcie z tym do lekarza.

#GeNqI

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego super samochody typu Ferrari, Lamborghini, Porsche 918 itd. nie stoją przeważnie na parkingach w miastach? Otóż niestety dowiedziałem się o tym na własnej skórze.

Jestem od niedawna posiadaczem Ferrari F12 Berlinetta, taki o prezent od samego siebie na 40 urodziny. Jako że jest to mój pierwszy super samochód, nie wiedziałem o parkowaniu tylko na mocno strzeżonych parkingach. Zostawiłem samochód na lekko ponad godzinę, przecież co się może stać, duże miasto, a więc dużo luksusowych samochodów, no i to był największy błąd w moim myśleniu.
Zastałem mój czerwony samochód z wgniecioną maską. Wszystko zgłosiłem na policję.
 
Okazało się, że głównie młodzi ludzie siadali na masce i robili sobie zdjęcia, niektórzy opierali się o bok samochodu, podobno nawet jedna osoba chciała go porysować, co wiem od świadka.

Sądzę, że to jest wyczerpująca odpowiedź na pytanie ze wstępu.
A, no i na końcu chcę pozdrowić wszystkich kierowców starych BMW, którzy bardzo często cwaniakują silnikiem :)

#1W2jM

Mam matkę germanistkę. Niby wszystko spoko, jest tolerancyjna i w ogóle, ale nie potrafi zrozumieć, że ja nie chcę kształcić się w kierunku humanistycznym i w ogóle nie lubię tego języka.
Gdy tylko dostanę ze sprawdzianu 4, to robi mi wyrzuty, że jestem nieukiem i nie dostanę się do szkoły średniej. Nic nie dają tłumaczenia, że mam zamiar iść na informatykę, gdzie wyżej wymieniony przedmiot nie jest niezbędny.

Aferę wielką zrobiła, gdy dostałam 1 z kartkówki, której właściwie nie pisałam i nie miałam kiedy tego nawet zaliczyć. Babka od niemca się delikatnie na mnie uwzięła, bo usłyszała moją rozmowę z kumplem, że wolałabym się uczyć rosyjskiego. W dniu pisania kartkówki byłam chora, w dniu poprawy tak samo. Tydzień później z jakichś powodów nauczycielka odwołała zajęcia wyrównawcze. W następnym tygodniu sama mnie wysłała do domu, bo miałam gorączkę i stwierdziła, że nie będzie mnie trzymać. W dzień, w którym byłam już umówiona na pisanie tego, powiedziała, że mam przyjść po egzaminach trzecich klas, a 3 dni później wstawiła mi jedynkę. Akurat w dzień, w którym nie było mnie na lekcji z powodów szkolnych.

Mam nietypowe hobby, mianowicie jestem w drużynie rekonstruktorów historycznych. Mama powiedziała, że jak nie poprawię tej kartkówki w ciągu tygodnia, mam pożegnać się ze zlotami historycznymi w wakacje.
Bo ma gdzieś to, że ogólnie mam średnią 5,3 i żadnej 4, z niemieckiego musi być 6 na świadectwie. I najlepiej jakbym była germanistką tak jak ona, bo kto to widział, żeby kobieta informatykiem była? :)

#cMd8m

Paręnaście lat temu mieszkałem jeszcze z rodzicami. W tej samej klatce miałem dwóch najlepszych kumpli. Ja byłem długowłosym metalowcem odzianym w skóry i glany, oni – młodymi hip-hopowcami z krokiem na wysokości kostek. Skonstruowali w piwnicy studio nagrań. Oblepili ściany styropianem i platonkami, zrobili taką małą kabinę z mikrofonem… Siedzieli tam codziennie, paląc blanty i rapując.

Zawsze wpadali do nich jacyś goście, aby „dograć się do zwrotki”. Problem z tymi ludźmi był taki, że każdy z nich miał jakąś niezdrową potrzebę pozostawienia po sobie śladu, pamiątki dokładnie takiej jak psi szczoch od niechcenia rzucony na hydrant. W rezultacie cała frontowa część klatki schodowej uwalona była tagami, bohomazami i koślawymi rysunkami wykonanymi flamastrem.
Wyglądało to dość paskudnie, więc zaproponowałem chłopakom odmalowanie klatki. Uznali to za dobry pomysł. Już następnego dnia zrobiliśmy zrzutę na trzy potężne puszki olejnej farby: zieloną, żółtą i czerwoną. Wejście do naszego domu miało mieć bowiem barwy Jamajki!

Trochę baliśmy się reakcji sąsiadów, ale jak się okazało – niepotrzebnie. Większości mieszkańców bloku bardzo spodobała się nasza „społeczna” inicjatywa. Jedna pani przyniosła nam nawet smażone ziemniaczki, żebyśmy „tak z pustymi żołądkami nie pracowali”.
Po kilku godzinach roboty, uświnieni farbą od stóp do głów, skończyliśmy nasz ambitny projekt. Efekt był oszałamiający. Klatka z daleka lśniła, cieszyła oko kolorami i sprawiała, że pękaliśmy z dumy. Sąsiedzi też byli zachwyceni. Żaden, absolutnie żaden skejt, dres czy inny bachor nie odważył się zbezcześcić naszego dzieła choćby i malutkim tagiem. Byliśmy bohaterami całej dzielnicy!

Przez tydzień. Potem przyszli panowie ze spółdzielni i (jak się okazało) zgodnie z wcześniej ustalonym planem, odmalowali wszystkie klatki schodowe na całym osiedlu na kolor smętnie szary.

#bgUsj

Mam starszą o 6 lat siostrę, którą od niedawna gardzę. Wiem, że nie powinnam, bo to rodzina, ale już nie mam siły.
Kiedyś byłam w nią zapatrzona jak w obrazek, ponieważ nie znałam innych ludzi w jej wieku. Zmieniło się to w momencie mojego pójścia do pracy. Rozmawiając tam ze współpracownikami zdałam sobie sprawę jaki z mojej siostry jest życiowy przegryw.

Moja siostra całe życie uważa, że jest poszkodowana przez los. Zawsze miała według niej gorzej ode mnie. Kiedyś miała pasję - tańczyła w zespole. Niestety raz nie mogła pojechać na zimowisko, bo były kłopoty finansowe u nas w domu, to skończyła tańczyć, bo "ona nie będzie tańczyła z tyłu". Ja pół roku później pojechałam (z moich odłożonych pieniędzy z komunii) na obóz, to wielka awantura, bo pół roku temu pieniędzy nie było, a teraz są.
Skończyła liceum, (gorsze od mojego), nie dostała się na upragniony kierunek, poszła na ten, na którym jeszcze było miejsce. Pracę licencjacką pisała 3 lata, przez ten czas napisała 1,5 strony czcionki 12! Dlaczego? Bo ona od razu jak szła na studia to wiedziała, że tego nie zda. Oczywiście przez te 3 lata pracowała, balowała, kręciła, że chodzi na zajęcia. Ale nikt nie może być na nią zły.
Nadal mieszka z nami, tzn. z rodzicami, ze mną. Ona jest właścicielem psa. Mamy wspólny pokój. Zdarzają się tygodnie, gdzie na noc przychodzi może raz, dwa razy? Nie uprzedzając mnie o tym. Kto na głowie ma opiekę nad zwierzakiem? Ja. Potrafi przyjść niespodziewanie po 3 dniach nieobecności koło godziny 1 w nocy, zapalając światło i mnie budząc. Dlaczego? Bo ona jest starsza.
W domu nie robi kompletnie nic, za to ma wiecznie jakieś ale np. bo obiad nie został dla niej zostawiony, bo nie chcę jej dać mojego komputera (kiedy się uczyłam).
Niby zaczynała jakiś kurs masażu, ale oczywiście nic nie pamięta, a świadectwa ukończenia nie ma, bo nie ma czasu odebrać (od 3 lat).
Rodzice z nią nie chcą zbyt często rozmawiać, bo po prostu są na nią za te wszystkie przekręty źli, ale to ona nie rozumie o co chodzi. O to, że nie ma do swojej rodziny za grosz szacunku. Muszę do niej pisać CODZIENNIE, czy przyjdzie na noc, w większości przypadków po 2-3h odpowiada łaskawie, że "nie."

Jednocześnie moja siostra jest moją największą motywacją. By nie stać się takim przegrywem jak ona.
Jestem na jednej z lepszych uczelni technicznych, na wymagającym kierunku będącym moim pierwszym wyborem, który będę chciała skończyć. Mam pasję, którą rozwijam i będę ją rozwijała mimo problemów. Już staram się oszczędzać jakieś pieniądze, by mieć coś na start w dorosłe życie.

#f9nhy

Ostatnio w domu były chrzciny mojej siostry, zjechała się rodzina, wszędzie pełno ludzi. Od rana byłam niezwykle nabuzowana i postanowiłam w końcu sobie ulżyć. Jako że w moim pokoju przy kompie siedziało kuzynostwo, postanowiłam skorzystać z sypialni rodziców.

Krótko potem dowiedziałam się, że elektroniczna niania mojej półrocznej siostry była włączona, a moja rodzina wszystko słyszała.

#pSsLD

Już od kilku lat pracuję na farmie przeznaczonej do celów turystycznych i nie tylko. Jestem przewodniczką i księgową, takie tam papierki wypełniam. Gdy przyjeżdżają do mnie ludzie z miasta, często nie wiedzą bardzo oczywistych - dla mnie - rzeczy, no ale zazwyczaj nie ma kogo za to obwiniać. Jednak ostatnia sytuacja "trochę" mnie rozśmieszyła, a może i załamała.

Przez kilka ostatnich ciepłych dni przyjechała do nas wycieczka z przedszkola. No to oprowadzam, opowiadam o wszystkich zwierzątkach itd., aż przychodzi czas na krowy. Mówię to co zwykle, a potem można zadawać przeróżne, dotyczące krów, pytania. I pani przedszkolanka mówi tak:
- A wie pani, bo tutaj się dzieci pytają, a ja nie wiem, jak to jest, że jedne krówki dają mleko bez laktozy, czasem bez tłuszczu, a drugie takie normalne?

Ledwo powstrzymałam się od śmiechu... Wam chyba nie muszę tego tłumaczyć? :)

#cKIrh

Nienawidzę swoich dziadków. I wprost nie wierzę, że tacy ludzie powołali do życia tak kochanego, oddanego rodzinie faceta, jak mój ojciec.

Mój tata zawsze był bardzo ambitny, dążył do celu i ciężko pracował, żeby coś osiągnąć - i naukowo, i materialnie. Jego rodzeństwo to typowa patola, jedna siostra alkoholiczka, której nikt nigdy nie widział trzeźwej oraz siostra, która wraz z mężem nigdy nie skalała się pracą, ale strzelili sobie ośmioro dzieci. Wobec mojego taty ciotka prezentuje postawę "dej, dej, dej mie 1000 zł". Tata kiedyś pomagał, ale ile można, zwłaszcza że pieniądze idą na papieroski? Zwłaszcza że ich dzieci są już w większości dorosłe i powielają schemat - nie pracują.

Moi dziadkowie się od mojego taty odwrócili. Wymyślają niestworzone rzeczy, że nie rozumie "biednych i głodnych" (tj. mojej leniwej ciotki i jej leniwej rodziny), że się wywyższa, a co najlepsze - dziadek ma pretensje, że ojciec nie chce z nim imprezować. Ostatnio zapowiedzieli, że nigdy już nas nie odwiedzą, bo tata "nie szanuje ojca" i nie chce z nim wypić. Naszych odwiedzin też sobie nie życzą. Cyrk na kółkach. Pomijam już, że zawsze mieli w d... mnie i moje rodzeństwo. Od dawna nie zależy mi na ich atencji, jeśli nie chcą, nie muszą przychodzić na mój ślub.

Ale do czego zmierzam? Moi rodzice bardzo przeżywają tę sytuację, chcą załagodzić sprawę i utrzymywać poprawne stosunki z dziadkami. Tymczasem ja podejrzewam, że dziadkowie zamierzają nas wydziedziczyć. Boję się, że tata się rozchoruje przez ich zachowanie, już teraz nie może spać i nie może jeść, bo własny ojciec nie chce go widzieć... Wyobraźcie sobie, jakie to bolesne przeczytać w testamencie formułę, że uporczywie nie wypełnialiście wobec własnego rodzica obowiązków rodzinnych i rodzic nie może wam wybaczyć. Nie chcę, żeby mój tata przez to przechodził, ale na to się zanosi. Bo mam zawziętych, nieczułych dziadków, którzy nie kochają własnego syna. Wiem też, że ciotka podżega dziadków do takiego postępowania i oczernia moją rodzinę. Jak przyjdzie co do czego, sama ich zawiezie do notariusza, żeby sporządzono odpowiednie testamenty.

I tu jawi się mój plan: mam gdzieś ich dom i ich dobra materialne, ale chciałabym zrobić im na złość po śmierci. Nic nie sprawi mi takiej satysfakcji, jak podważenie wydziedziczenia. Zamierzam więc zasięgnąć opinii prawnika, w jaki sposób dokumentować, że uporczywe zaniedbywanie stosunków rodzinnych wynika z ich postawy. Będę złym człowiekiem i zadbam o to już teraz, kiedy dobrze się czują i nie zamierzają umierać. To także moja sprawa, bo zazwyczaj wydziedziczając dziecko, wydziedzicza się też dorosłych wnuków.

Widać złośliwość i zawziętość odziedziczyłam po nich.

#E68Rb

O moherze w autobusie, ale trochę nietypowo.

Wsiadam na początku trasy, jak autobus jeszcze jest pusty. Gitara w jednej ręce, plecak w drugiej, więc ładuję czcigodne cztery litery na tzw. czteropak, gdzie jest najwięcej miejsca i mogę się wygodnie usadowić. Z każdym kolejnym przystankiem wsiada coraz więcej ludzi, w tym starszych, więc nauczony przez rodzicielkę dźwigam rzyć, coby miejsca ustąpić, i nagle słyszę:
- A pana to ja chyba widziałam grającego na rynku!

(tutaj małe wyjaśnienie: jestem tzw. grajkiem ulicznym)

Nie powiem, zrobiło mi się miło, że nawet starsze osoby rozpoznają mnie po wykonywanej ''pracy'', więc odpowiadam:
- Wielce prawdopodobne, szanowna pani. Może pani spocznie?
- Pod jednym warunkiem: jak m już młodzieńcze ustępujesz, to pozwól, że ci potrzymam gitarę. Może będziesz kiedyś gwiazdą rocka, a ja będę miała co wnukom opowiadać, że trzymałam w rękach gitarę wielkiego artysty.

Babcia mnie rozłożyła na łopatki, resztę podróży przegadaliśmy o muzyce (starsza pani się okazała starą hipiską, słuchającą Janis Joplin i Jimiego Hendrixa) i masie innych tematów, pokazała, że nie każdy starszy człowiek musi mieszkać w kościele i patrzeć w Rydzyka jak w obrazek.
Oby więcej takich ludzi!
Dodaj anonimowe wyznanie