Gdy wyprowadziłam się od rodziców i zamieszkałam z moim (jeszcze wtedy przyszłym) mężem, to wzięłam sobie za punkt honoru, że zastana na parapecie w wynajmowanym mieszkaniu roślina przeżyje. Co tydzień, przez cały rok, co sobotę ją podlewałam.
Jakże się zdziwiłam, gdy rok później przy wyprowadzce mój mąż powiedział: „Może w końcu naprawią to cieknące okno... Non stop musiałem wylewać wodę z tego sztucznego kwiatka”.
Aż wstyd było się przyznać :D
Dodaj anonimowe wyznanie
Słyszałam to jako kawał.
W dodatku stary, naprawdę stary kawał...
A niby jak by miało cieknąć przez okno akurat do kwiatka? To by było zalane wszystko dookoła.
Boskie.
Masz orzeczenie o niepełnosprawności intelektualnej chyba.