#1tnIv
Od pół roku wszystkim z rodziny radzę, żeby się zbadali – taka prewencja pozwoliła na szybkie zdiagnozowanie mamy, po operacji ma się dobrze. Rodzina od strony mamy jest liczna, mam kilkanaścioro sióstr/braci ciotecznych, którzy mają dzieci, które mają dzieci. Przekonałam kilkoro na badania genetyczne. Idą razem, rodziną – w kupie siła. U jednego ukazały się zmiany, reszta zdrowa, do kontroli za rok.
I mimo że nowotwór jelita grubego pojawia się zwykle po 40 roku życia, życie dało mi jedną szansę na kilkadziesiąt tysięcy – mam go. Poszłam na badania w tajemnicy, mając 25 lat, i okazało się, że jestem w stadium pozwalającym jedynie na resekcję dużej części jelita grubego, pozostawiającym mnie z workiem stomijnym. Tak na wszelki wypadek, gdyby mi się zachciało żyć po utracie połowy rodziny, chorej mamie, problemami osobistymi i depresji, którą dopiero postanowiłam leczyć. Na życie z „wyrokiem” się nie zgadzam.
Przykro mi, kiedy myślę ze spokojem o własnej śmierci. Śmierci pod warunkiem, że moi rodzice już nie będą żyć. Nie chcę im robić przykrości własną śmiercią, ale wciąż nie potrafię powiedzieć im prawdy.
Bardzo mi przykro z powodu choroby mamy i twojej. Oczywiście odmowa stomii, to twoja decyzja, ale poczytaj sobie Marianne Gierszewską i np. insta nerdylawyergirl, one obie mają stomię i pokazują jak wygląda takie życie. Sama stomia to na prawdę nie koniec świata. I nie zostawaj z tą chorobą sama... Nie musisz robić obiadu proszonego i ogłaszać. Wybierz chociaż jedną osobę z którą czujesz się najbardziej związana i powiedz jej. Jeśli chcesz, możesz ją poprosić o przekazanie innym. Daj sobie ten komfort by ktoś Cię przytulił i był obok Ciebie teraz.