Moja ukochana matka moich nienarodzonych dzieci biega od wczoraj szczęśliwa po mieszkaniu, sprząta, pierze, piecze pierniczki i szykuje już wszystko na święta przy zapętlonym „Last Christmas”.
Mamy listopad, no trzymajcie mnie...
Dodaj anonimowe wyznanie
Pierniczki się piecze wcześniej, żeby skruszały. Połowa listopada to idealny moment, serio. Max początek grudnia.
A niech ma coś z życia.
I nawet nie można jej powiedzieć, że pierwsze dwa słowa tego utworu to jedyne, co go łączy z tymi świętami. Bo się obrazi i przełączy na "All I want for Christmas is youuuuu!" :)
Syndrom wicia gniazda w pełni :D
Na Spotify są całe playlisty świątecznych piosenek. Na pewno da się przekonać, podejdź do tego mądrze ;)
Z całego serca polecam kolędy w wykonaniu Hetmana. Na rockowo. Ratują mnie co roku, a jest ich kilkanaście, więc mniejszego pierdolca się dostaje.
"ukochana matka moich nienarodzonych dzieci" brzmi równie głupio jak "luba".
Po drugie: sprzątanie i pranie robi się minimum raz w tygodniu, nie tylko przed świętami. Może czas potrzebny na napisanie wyznania i stworzenie dziwnej figury stylistycznej o której mowa w poprzednim podpunkcie to byś też coś zrobił w waszym wspólnym domu?
Po trzecie: też stroję mieszkanie w połowie listopada. Święta zwykle spędzamy poza domem, więc chociaż przed się trochę nacieszę.
A w czym jest problem?
Nie żebym żebym czepiał, ale póki nie urodzi to chyba nie jest matką.
Dodaj "in spe" lub jakiś przymiotnik jak: przyszła albo potencjalna i już nie będzie się czego czepiać.
No, oprócz świątecznych piosenek w listopadzie oczywiście.
Czyli nienarodzone dziecko, to dziecko, ale kobieta w ciąży to nie mama?
Zrozumiałem właśnie że to przyszła matka dzieci. Jeśli już byłaby w ciąży, co też jest możliwe, to wtedy już można ją nazywać matką.
Pozdrawiam z Saas-fee :)