Pewnego pięknego dnia, gdy wraz z lubym odwiedziliśmy koleżankę, mój kochany postanowił zrobić koleżance psikusa. Wziął jej bezprzewodową myszkę i schował do kieszeni. Gdy koleżanka wróciła do pokoju, mieliśmy już wychodzić na dwór. Po 10 minutach spaceru, oddalając się coraz dalej od jej domu, luby pomyślał sobie, że to już ten czas, by pochwalić się zdobyczą. Wyciągnął ją z kieszeni i zaprezentował koleżance. Ona tępym wzrokiem patrzyła się na niego i zadała pytanie: „Po co ci myszka?”. Wraz z moim chłopakiem popłakaliśmy się ze śmiechu i dopiero po chwili zrozumiała, co się stało, odebrała co jej i musieliśmy wrócić się do jej domu, by mogła odstawić myszkę na swoje miejsce.
Dodaj anonimowe wyznanie
A smiechom nie bylo konca...
A na czym polegał ten psikus? Mam na myśli w który moment sprawia, że jest zabawny?
Kradzież.
Kradzież w tym przypadku nie jest śmieszna, tylko godna potępienia. Jedyna śmieszna kradzież to ta, gdy politycy kradną publiczne pieniądze. To jest wtedy zabawna kradzież. Sa memy, smieszne screeny z rozmów które sie nigdy nie odbyły, zabawne komentarze, a konsekwencji brak. Tak wyglada zabawna kradzież:)
"oddalając się coraz dalej od jej domu"
Czy istnieje oddalanie się coraz bliżej?
Czy może jest ono podobne do cofania się nie do tyłu? 🤔
Żenująco głupie.
Fajna historia. Opowiem przy wigilijnym stole.