#0TgWo

Mam 14 lat i nie potrafię kochać swoich rodziców. Od 10 roku życia mam ten problem, że nie potrafię zrozumieć, jak to jest kochać swoich rodziców. Nie pamiętam, aby moja mama czy mój tata zrobili mi coś złego, po prostu nie potrafię ich kochać, tylko ich lubię. Nie wiem, czy to przychodzi z wiekiem, bo każdy by powiedział, że jestem nastolatką i to moje głupie wybryki, ale ja wcale nie chcę „nie kochać” swoich rodziców.

Mam również problem z czułością i dotykiem. Od 9 roku życia zaczęłam odczuwać niechęć do przytulania moich rodziców. Po prostu nie potrafię zrozumieć, jak to może być komfortowe.

Jeżeli macie podobny problem lub byliście u psychologa i wiecie jak na to zaradzić, proszę o odpowiedź.
Poiuytrewqas Odpowiedz

A skąd wiesz co znaczy kochać? Czy na przyklad kochasz dziadków a rodziców nie? Może twoje lubienie, to właśnie kochanie.
Moim wyznacznikiem kochania jest uczucie, gdy wyobrażam sobie, że tracę tę osobę. Jeżeli byłby to okropny ból, to znaczy że kocham tą osobę.

Postac

Fajny wyznacznik

TakaOna100 Odpowiedz

Może przeszłaś jakaś traumę, którą wyparłaś z pamięci, jeśli od 9 roku masz problem z dotykiem, a od 10 nie umiesz ich kochać

veeey Odpowiedz

Ja tak mam, od zawsze nie kocham swoich rodziców. Może to wskutek wczesnodziecięcej traumy, może np. porzucenia w przedszkolu i wypłakiwania się godzinami z tęsknoty za rodzicami, którzy nie przychodzili. "Płakałaś cały dzień, ale przeszło ci po kilku tygodniach" rzucone po latach. Nie pamiętam przedszkola, znam swoją reakcję tylko z opowieści. Ale myślę sobie, że będąc małą dziewczynką z dnia na dzień przeszłam separację od rodziców w całkiem nowe środowisko, do obcych osób. Rodzice mieli pracę i do niej chodzili, a my jako dzieci doświadczaliśmy oddzielenia, nasz płacz i tęsknota był odczytywany nie jako strach, pragnienie poczucia bezpieczeństwa, liczenie na opiekunów, którzy do tej pory codziennie z nami byli, ale jako niesprzyjający element, który z czasem zniknie i minie. Zniknęło też może zaufanie do rodziców, przekonanie, że w każdej sytuacji nam pomogą, że można na nich liczyć. Skoro mogą nas zostawić nagle w nowym miejscu, odejść i nie reagować, kiedy płaczących i wołających odrywają i przytrzymują nas jakieś obce osoby.

Plus matka była w pracy zajęta, nie miała siły po południu na wchodzenie w relację. Ojciec zawsze w pracy, po południu odpoczywał przed telewizorem. W pewnym sensie w wieku nastoletnim to byli dla mnie obcy ludzie, z którymi mieszkałam, którzy niewiele o mnie wiedzieli i nie interesowali się mną jako odmienną osobą. Trzeba kupić ci książki do szkoły, czy jesteś głodna, nie możesz w tym wyjść, pochwalę się twoim występem. Byłam dla nich bardziej przedmiotem-córką niż podmiotem, z którym wchodzili w interakcję. Teraz są starzy i ja też starsza i mogę spojrzeć na ich zachowanie z innej perspektywy, tego, co byli w stanie zrobić ze względu na własne domy rodzinne, schematów, które sami chcieli przełamać (bieda, fizyczna przemoc w rodzinie). Natomiast ciepła emocjonalnego mi nie dali. Mogą swoją miłość wyrażać tak, że dbają o fizyczne aspekty życia, w sensie pragmatycznie pomagają, pieniądze pożyczą bezzwrotnie, przyjadą szafę naprawić.

veeey

...(dokończę) a że emocji nigdy nie potrafili okazywać ani wyrażać miłości, to też miało znaczący wpływ na mnie i moje relacje z nimi. Nie pamiętam, żeby rodzice mi powiedzieli, że mnie kochają, jestem dla nich ważna, lubią mnie za to, kim jestem itp. Raczej dawali znać, że ja jako osoba nie do końca im odpowiadam, jeśli się od nich różnie, w czymś nie zgadzam itp. Jak wobec tego mam kochać osoby, które najprawdopodobniej kochać nie potrafiły mnie tak, jak bym tego potrzebowała? Co mogło i nie zależeć od nich i nie być w ich zasięgu. Jednak mimo wszystko brak tego ciepła emocjonalnego odbił się i na mnie, i na naszych relacjach. I rodziców nie sądzę, że kocham, bo to jest dla mnie dziwne w ich kontekście, powiedzieć, że ich kocham. Albo że oni by mi powiedzieli, że mnie kochają. To byłoby dla mnie dziwne i sztuczne. A może i jakoś tam kochają, tzn. dbają, po swojemu, sprzątając dom i naprawiając sprzęty. Ale to nie było to, co jako dziecko potrzebowałam, by doświadczyć miłości i nauczyć się kochać. I nie dostałam tego. I już nie dostanę, i nikt z was, jeśli tego nie dostał od swoich rodziców, już tego od nich nie dostanie jako dorosły. Nie wiem, co tu jeszcze napisać. No to tyle.

GhostRaven Odpowiedz

Mam podobnie. Od długiego czasu się nad tym zastanawiam i uczucie, które mną kieruje, bardziej określiłabym jako przyzwyczajenie. Podobnie mam problem z okazywaniem czułości, mam wrażenie, że to wymuszam. Z drugiej strony każdy kocha na swój sposób, też inaczej kocha się rodziców, rodzeństwo, partnera czy przyjaciół. Przez jakiś czas mnie to bolało i zastanawiało, ale teraz skupiam się na tym, że jestem po prostu do danych osób przywiązana i nie życzę im źle, wręcz jak najlepiej, chociaż czasem ciężko mi utożsamiać się z czyimiś przeżyciami, problemami (chociaż to może mieć związek z moją dawną traumą i jej wyparciem, po prostu problemy już mnie tak nie ruszają, po prostu są i na tym się kończy fakt). Także najważniejsze, że masz świadomość, że tak to odczuwasz na swój sposób i nie robisz tego "po złości". Nic na siłę, każdy w końcu jest inny na swój sposób, nawet jeśli chodzi o kwestie uczuć i bliskości.

Uzytkownik404 Odpowiedz

Miałam podobnie. Już od dziecka nie mogłam zrozumieć, że ktoś podczas wakacji tęskni za domem, płacze za mamą - mimo, że nie miałam problemów w domu, to zupełnie nie rozumiałam tej tęsknoty. I też bardzo długo nie lubiłam się przytulać.

Minęło dużo lat, i szczerze - nadal raczej nie tęsknię za ludźmi, chyba, że naprawdę najbliższymi i jak ich naprawdę długo nie widzę. Od wyprowadzki z domu zaczęłam się lepiej rozumieć z rodzicami i mniej więcej od tego czasu miewam też czasem ochotę na solidnego przytulasa ;) To taki prosty sposób, żeby podkreślić, że są dla mnie ważni.
Ale to przyszło z czasem, do tej chwili nawet nie myślałam o tym, jak bardzo i jak niepostrzeżenie się to zmieniło.

JaJestem Odpowiedz

Skąd posiadasz taką, a nie inną definicję kochania kogoś lub czegoś? Skąd/od kogo ją przejełaś? Na podstawie czego rozpoznajesz, że to odczuwasz, albo nie? Fajnie byłoby odpowiedzieć sobie na takie pytania, rozeznać się w temacie. Perspektywy na temat tego, jak przejawia się miłość można zaczerpnąć z książek psychoterapeutów, typu Yalom- kat miłości.
Chęć/potrzeba/pragnienie bliskości fizycznej typu przytulanie się nie jest stricte wyznacznikiem odczuwania do kogoś miłości.
Faktem jest też, że w wieku nastoletnim doświadczasz dosłownie i w przenośni burzy hormonalnej, która powoduje częściej niż rzadziej zamieszanie w kwestiach rozpoznawania, definiowania, określania itp.
Pozdrawiam i życzę klarowności. ;)

Mmm1978 Odpowiedz

Autyzm? Wizyta u psychologa to bardzo dobry pomysł.

Dodaj anonimowe wyznanie