#0IEAL
Któregoś wieczora, kiedy odwiózł mnie do akademika i odprowadził pod budynek, powiedział mi: „Żona uważa, że za często u nas bywasz”, postawił moją torbę i poszedł. Stałam wtedy jak wryta i nie wiedziałam co robić. Wtedy chyba też zaczęły się moje problemy z okaleczaniem się. Ale jak tylko przyszła na świat ich córka, były telefony o pomoc, bo oprócz dziecka były też dwa psy, a brat jako internista pracował na dobowych dyżurach. Zawsze kiedy zadzwonił, byłam gotowa wszystko rzucić i jechać pomóc. Nawet z jego żoną się dogadywałam, zwłaszcza podczas pandemii, kiedy musiała zostać z nami w domu rodzinnym. Jednak od dłuższego czasu sytuacja między nami robi się coraz gorsza.
Kiedy przyjeżdżam im pomóc, muszę spać na brudnej kanapie pełnej jakichś okruchów czy innych resztek jedzenia, przy otwartym koszu na śmieci czy nieposprzątanym stole. Kuchnia jest połączona z salonem. Zanim mogę pójść spać, muszę posprzątać kanapę i stół, jeśli nie chcę w tym spać. Często też zanim się umyję, muszę posprzątać po dzieciach w wannie. Zanim to wszystko zrobię, jest już po północy. Około godziny piątej nad ranem zapalają światło nad moją głową i odpalają telewizor naprzeciwko kanapy oraz radio u dzieci w pokoju, „żeby dzieci się rozbudziły”. Dodatkowo mają bardzo hałasujący młynek do kawy i ekspres. Rozumiem, że trzeba się wyszykować do pracy i dzieci do przedszkola, jednak to wszystko nie jest do tego potrzebne. Pomijając traktowanie mnie jak trędowatą, kiedy u nich jestem – „Córeczko, pamiętaj, żeby tych lodów nie jeść, bo już ciocia je łyżeczką jadła”. Obrzydza go jedzenie tych samych lodów co ja, ale już całowanie żony, która daje sobie wylizać usta psu go nie obrzydza.
Przez ostatni tydzień byli w domu rodziców na urlopie (wciąż mieszkam z rodzicami) i nie mogłam nawet poprosić o sprzątnięcie po sobie po śniadaniu – wybuchał złością. Wychodziłam na tę kłótliwą i czepialską. A kiedy poprosiłam, żeby zamykali drzwi, jak wychodzą na podwórko (bo mi cały czas się o to suszy głowę), byłam chamska.
Brat Cię wykorzystuje. Przestań im tyle pomagać. Znajdź sobie jakieś czasochłonne hobby / pracę / wolontariat i odwiedzaj ich rzadziej.
Jesteś dla nich popychadłem do pomocy. Pamiętaj, że dopóki nie było dzieci, to mieli Cię dosyć i gdyby dalej ich nie było, to nie mogłabyś ich odwiedzać. Postac mówi dobrze, zajmij sobie czas czymś innym zamiast użerać się z niewdzięcznikami i przebywać w miejscu, w którym Cię nie chcą.
Jak dla mnie to oni mają ciebie dosyć, dokładnie tak jak powiedział wprost brat. Może nie on, a jego żona, ale ona ma prawo chcieć mieć w swoim domu najbliższą rodzinę.
A co do jedzenia czegoś, w co ktoś już włożył swoją oblizaną łyżkę to też bym nie chciała. Ale lizanie przez psa brzydzi mnie równie mocno.
Skoro tak mają dość to czemu ciągle proszą o pomoc w opiece nad dziećmi?
@KulawaDiana odpowiadając na Twoje pytanie: bo siostra jest darmowa a niania byłaby płatna.
To może po kolei. Co do częstych odwiedzin, każdy ma swój limit. Nie ma nic złego w tym, że nie wyczułaś atmosfery. Też nie ma nic złego, że jego żona była zmęczona Twoją "nadobecnością". Sama jedynie uważam, że brat mógł Cię inaczej poinformować o zbyt częstych wizytach. Natomiast bardzo źle, że jesteś "gotowa rzucić wszystko i jechać pomóc". Nie szanujesz siebie, mimo że oni nie szanują Ciebie. Zdarzyło mi się nocować u siostry, zawsze dbała o to, bym spała w czystych warunkach. Dodatkowo jak dzieci jej były małe, prosiła je by starały się mnie nie obudzić. Więc dla mnie jest strasznym brakiem szacunku jest takie hałasowanie, gdy mój gość, który zwłaszcza przybył do pomocy, śpi. No nie umiałabym. Dlatego będąc Tobą ograniczyłabym wizyty u brata. Zwłaszcza jako darmową pomoc. Wolałabym znaleźć sobie jakąś pracę, spróbować praktyk związanych ze studiami czy cokolwiek dla samej siebie. Nic nie napisałaś o jakichkolwiek znajomych, może warto byłoby zadbać o ten aspekt życia? Znajomi nie są niezbędni, ale fajnie mieć z kim wyskoczyć na miasto, pograć w planszówki czy nawet po prostu mieć do kogo otworzyć gębę.
Co do jego zachowania w domu rodzinnym, najlepiej ignoruj. Wiem, jest ciężko, ale to nie Twoja rola w tym domu. Zostawili bałagan po śniadaniu? Zostaw. Zjedz coś prostego lub pójdź zjeść do innego pomieszczenia. I co ważne, dokładnie posprzątaj po sobie. Co do drzwi, też ignoruj. Jak Tobie rodzice będą robić wymówki, powiedz kto nie zamyka oraz że nie jesteś w stanie pilnować tych drzwi 24h. Na początku będzie ciężko, ale wytrwaj w asertywności, bo inaczej będą Cię traktować coraz gorzej. Jak ktoś będzie kazał Ci pilnować dzieci, pamiętaj, że dzieci mają matkę i ojca, którzy przede wszystkim są za te dzieci odpowiedzialne. No i na studiach jest bardzo dużo nauki, a Tobie zależy na jej opanowaniu by mieć szansę na lepszy start zawodowy ;) bądź silna, bo inaczej totalnie wejdą Ci na głowę.
Trochę nie do końca: dziewczyna nie wyczuwa przekraczania granic i pozwala żeby jej granice były przekraczane cały czas. Ma problem z zaakalimatyzowaniem się oraz się okalecza. Autorka powinna się skupić na terapii. Jak jesteś studentką to możesz zgłosić się do swojej poradni studenckiej. Powinni mieć do dyspozycji swojego psychologa. Możesz też pogadać z lekarzem rodzinnym w tej przychodni studenckiej aby Ci wystawił skierowanie na terapię na NFZ. To wtedy będziesz mieć za darmo. Możesz trochę poczekać na NFZ, ale warto. Jeszcze spróbuj się dowiedzieć czy miasto nie organizuje jakiś programów zdrowia psychicznego, bo wtedy być miała sesje za darmo.
@coztego2 masz rację, terapia byłaby najlepszym początkiem zmian w życiu. Natomiast tak od siebie chciałam dodać radę, którą mogłaby od razu zastosować. Ale bez terapii może być jej trudno.
@LubieBzy myślę, że Twoja rada ogólnie byłaby okej, bo fajnie się skupiłaś na granicach i podałaś naprawdę dobre przykłady co można zmienić.
Tylko chciałam zwrócić uwagę, że z opisu wynika że problemy w tych relacjach nie są jedynymi wyzwaniami, które ma autorka. Problemy z zaaklimatyzowaniem się na studiach, kwestia okaleczania to są trudne tematy i fajnie by było móc porozmawiać na nie z terapeutą żeby dotrzeć do ich przyczyn i krok po kroku nad nimi pracować. Myślę, że autorka mogłaby odczuć dużą ulgę dzięki temu.
To ich dom, mogą robić co chcą. Nikt ci nie każe robić za darmową niańkę, przestań się użalać nad czymś co jest 100% twoją głupią decyzją.
Bardzo słusznie z tą łyżeczką. Przecież tak się przenosi wirus HPV. Po co małym dzieciom Twoje wirusy zebrane? Tak jest bezpieczniej dla dzieci.
A co do sytuacji. Nie jesteś realnie u siebie żeby komuś dyktować jakie urządzenia są im niezbędne do porannego szykowania się.
Po prostu nie przyjeżdżaj im pomagać. Zresztą dlaczego jak przyjeżdżasz pomagać to tam śpisz i sprzątasz? Postawiono Ci jasną granicę, że bywasz za często a teraz jesteś darmową służącą. Lepiej zajmij się budowaniem swojego życia niż niańczeniem cudzych dzieci i sprzątaniem po nich. One mają swoich rodziców.
Wydajemi się, że nie wiesz co to HPV.
@JMoriaty Stosunek oralny powoduje, że wirus się przenosi do gardła. Stąd też niektóre gatunki raka są wywoływane są przez stosunki oralne niezabezpieczone, bo w ten sposób wirus się przenosi (u kobiet się często mówi o raku wywołanym HPV jako o raku szyjki macicy u mężczyzn odpowiednik to właśnie rak w obrębie jamy ustnej). Dlatego teraz w pokoleniu 40-latków będzie dużo przypadków raka gardła, krtani, języka. Właśnie z powodu zmiany mody seksualnej i upowszechnienia stosunków oralnych, braku zabezpieczenia przy stosunkach oralnych - bo w Polsce mało kto używa przy nich zabezpieczenia oraz niskiego wyszczepienia szczepionką przeciw HPV (którą jak najbardziej opłaca się szczepić i mogą to robić i kobiety i mężczyźni do około 4o roku życia, więc zachęcam się zaszczepić, bo może to realnie uratować przed rakiem). I teraz jak się całujesz z osobą, która ma w obrębie jamy ustnej/ gardła wirusa to myślisz, że tworzy się jakaś magiczna ochrona przed tym wirusem? Oczywiście, że nie. Niezabezpieczony stosunek oralny spowoduje z taką osobą która ma w obrębie jamy gębowej (tak to nazwijmy) wirusa HPV także spowoduje zarażenie wirusem. Więc tak jak najbardziej będzie się wirus HPV przenosić. Także używanie łyżek, picie z tej samej butelki absolutnie nie jeśli chodzi o dzieci i dorosłych. Nie sprzedawajmy dzieciom swoich wirusów.
Dzieci potrzebują mieć kontakt z różnymi wirusami/bakteriami żeby odporności nabrały. Jak siedzą w piaskownicy i piasek jedzą albo rece oblizują to maja cały przekrój, od odchodów, przez mocz zwierzat poprzez całe spektrum drobnoustrojów
Też bym na miejscu żony wolał spędzić weekend sam na sam z mężem niż z jego siostrą, której nie chce się jechać do domu.
W takich sytuacjach najlepiej ustalić zasady. Jeśli Ty opiekujesz się dziećmi i zostajesz tam na noc to ustał wcześniej warunki. Masz prawo do komfortu, tak jak oni. Nie ma co się obrażać czy kłócić, sama sobie w głowie poukładaj gdzie są Twoje granice, co możesz zaakceptować, a czego nie i szczerze im przedstaw swoje warunki. Jeśli się na nie nie godzą to poszukają kogoś innego do opieki.
To nie stawiaj się na wezwanie