#zXYyJ

Bardzo cieszy mnie to, że nie urodziłam się kilka/ kilkanaście lat później, w czasach powszechności diagnozowania zespołu Aspergera. Dlaczego? Bo nauczyciele podejrzewaliby mnie o to, niesłusznie. Zastanawiałam się kiedyś, czy może nie mam ZA, ale wiem, że nie. Do diagnozowania trzeba mieć ileś cech z trzech rubryk - tak uczono mnie na szkoleniu z pracy. Ja mam bardzo niewiele, głównie problemy z zaprzyjaźnianiem się. Gdy relacje z innymi polegały na zabawie, było bardzo dobrze, ale gdy przyszło do rozmawiania w starszym wieku, już gorzej.



Uczyłam się najlepiej w klasie, a raczej najwięcej zapamiętywałam na lekcji, bo nie musiałam siedzieć w domu z książką i powtarzać. Wygrywałam konkursy plastyczne, recytatorskie i inne. Interesowałam się nauką po szkole, ale było to w postaci czytania tego, co mnie interesuje i oglądaniu programów, zwłaszcza o historii i archeologii. Wiele nauczył mnie dziadek, nawet nazw planet, nazw roślin po łacinie i łacińskich zwrotów. Wychowałam się z dorosłymi. Potem nie przeklinałam, nie paliłam, nie słuchałam i nie oglądałam tego, co inni, bo mnie to nie interesowało. Miałam swój styl ubierania. Na tej stronie często pisze się o osobach, które piszą o swoim wyróżnianiu się, że są płatkami śniegu. Liczę się z tym, że pod moim wyznaniem napiszecie to samo. A ja po prostu miałam swoje zainteresowania.


Rozumiem przenośnię i żarty, uwielbiam powiedzenia, bawiłam się tematycznie - miałam tysiące pomysłów, ale w tych czasach byłabym podejrzewana o ZA. Byłam po prostu spokojna, poważna i sztywna. Niektórzy śmiali się przez to, że byłam słaba z w - fu i nie szukałam chłopaka, będąc w klasach 4 - 6 - wiedziałam, że takie związki się rozpadną.


Ludzie się mnie czepiali i dokuczali. Bo to nie wolno nosić grubych rajstop, tylko cienkie. Spódnica ma być normalna, a nie bombka. Trzeba nosić bluzki z dekoltem. Nie można nosić sztruksowej czapki z daszkiem z modnego sklepu (mama ładnie mnie ubierała, ale nigdy z tego powodu nie wywyższałam), bo to beret. Buty nie mogą być różowe. Konflikty same mnie przyciągały. Umiałam się odgryzać.


Nie mam znajomych z dzieciństwa. Mieszkałam na odludziu, a jedyny kolega z dzieciństwa (syn koleżanki mamy), mieszka od lat za granicą. Widzimy się raz na kilka lat. Gdy byłam w liceum, było trochę lepiej, ale nadal czułam się samotna. Zawsze marzyłam o przyjaciołach. Na studiach miałam już znajomych, np. do wyjść na urodziny, z niektórymi przyjaźniłam się przez jakiś czas, ale ostatecznie zostało mi kilka koleżanek i kolegów. Oprócz rodziny, przyjaźnię się blisko z 3 osobami, ale i tak w każdym środowisku mam problem, żeby się dopasować i w nie wniknąć, nawet gdy jestem koleżeńska i zagaduję ludzi. Potrafię zachowywać się ekstrawertycznie. Analizowałam moje zachowanie wiele razy i nic. Po prostu jestem dziwna i kiedyś często to słyszałam.
chcetylkoskomentowac Odpowiedz

Ty się chwalisz, czy żalisz? :)
Pytam serio - najtrudniejszy okres (szkoła) masz za sobą; wtedy to człowiek był zamknięty z innymi przez x godzin dziennie i musiał się albo dostosować albo jakoś przemęczyć.

Piszę z doświadczenia - wyjątkowo ciężko wspominam to równanie do wspólnego mianownika wymuszone przez wczesną edukację. Sytuacja odrobinę poprawiła się w liceum (profilowane, jedno z lepszych w okolicy) gdzie towarzystwo było już wstępnie "przebrane" i kilka znajomości zostało mi do dzisiaj.

Małe środowiska w których ludzie "muszą" ze sobą przebywać (niewielkie społeczności, małe wioski, szkoła) wymuszają konformizm jako strategię przetrwania. Teraz już chyba nie musisz się dostosowywać tak bardzo i możesz zacząć zmieniać otoczenie na takie, które Ci bardziej pasuje?

Uważam też, że bliska przyjaźń z trzema osobami po 30 lvlu (tak przykładowo) to naprawdę super sprawa.

Zmartwiło mnie jednak ostatnie zdanie - naprawdę uważasz się za dziwną? Jest to jedyne słowo, które przychodzi Ci do głowy? Zawsze uważałem, że słowa mają "moc" - nie mam na myśli niczego metafizycznego, po prostu wpływają podświadomie na to, jak się postrzegamy i kształtują nasze zachowanie. Spróbuj przez jakiś czas zastąpić słowo "dziwna" słowem "wyjątkowa" - tak na próbę :)

krux7735 Odpowiedz

A może nie dziwna tylko oryginalna? Ludzie często dopasowują się w jakieś sztywne ramy nie wiadomo z jakiego powodu, gdyby wszyscy byliby tacy sami byłoby nudno...

HansVanDanz Odpowiedz

ZA Aspergera, to tylko jedna z opcji spektrum autyzmu. Moje dziecko ma osobowość, o której napisałaś. Nie mieści się ona w 3 wąskich cechach. Jest ich cały szereg i nie trzeba spełniać ich wszystkich, by zostać zdiagnozowanym.
Nie znałem wcześniej Zespołu Aspergera, ale odkąd moje dziecko zaczęto diagnozować, to wiele tych cech mam ją sam, choć to nie jest dziedziczne. Można z tym normalnie żyć i nie jest to żadne piętno, ani choroba psychiczna.

Dodaj anonimowe wyznanie