#v1dXi
Dom wielki, piętrowy, w zasadzie podzielony na dwa mieszkania. Niby wszystko pięknie i ładnie, ale w dolnej części mieszkał ojciec A. Emeryt, pijak i generalna łajza. Osobiście nigdy go nie poznałam, ale kiedykolwiek dzwoniłam na telefon stacjonarny, on odbierał i czkawkowo-pijackim bełkotem mówił "rezydencja państwa X, słucham". Taki niegroźny wiejski menelek rodem z "Rancza".
Mama i A. mieszkali w górnej części domu i starali się nie wchodzić w paradę ojcu A. Jakoś powoli życie się toczyło.
Mimo że ojciec A. żył sobie swoim życiem, a oni swoim, zaczęły się pojawiać regularne zgrzyty. Szczególnie między nim a moją mamą. A. był postawiony między młotem a kowadłem i starał się nie brać żadnej strony. W końcu tu ojciec, tu żona. Żadnego przecież z domu nie wyrzuci. Na ile mógł, próbował załagodzić sytuację, ale to nic nie dawało.
Mama coraz bardziej się na niego skarżyła. Że chleje, że syf dookoła, że siwo od dymu, że kolegów sprowadza, że awantury robi. A trzeba wiedzieć, że żeby wejść do górnej części domu, trzeba przejść przez dolną.
Któregoś razu (do tego mi się przyznała dłuuuugo po fakcie) ojciec A. po kolejnej awanturze wstał i uderzył moją mamę, po czym wrócił do picia. A. nie było wtedy w domu. Mama dostała furii, poszła na strych, wygrzebała jakieś moje stare glany i najzwyczajniej w świecie spuściła mu manto (powiało patologią, a to przecież ułożona kobieta). Cóż... nauczka podziałała (zresztą drugą nauczkę dostał od A.), więcej na nią ręki nie podniósł, ale awantury się nie skończyły. Doszło nawet do tego, że mama chciała wracać do miasta.
Któregoś dnia zadzwoniłam, ale nie odebrała. Oddzwoniła dzień później. Na pytanie "co tam słychać ciekawego?" wycedziła przez zęby "on mnie szczerze nienawidził". Miała zachrypnięty głos, jakby wyła przez całą noc.
Ojciec A. powiesił się w drzwiach do gościnnego pokoju. W takim miejscu, że gdy mama otworzyła drzwi do domu, to pierwsze co zobaczyła, to jego wiszące zwłoki. A. wyciągał zakupy z bagażnika. Krzyknęła tylko, żeby szybko przyszedł. A. był w takim szoku, że tylko stał i patrzył. Sama obcięła linkę i wytargała go na zewnątrz, ale było już za późno.
Mama do dzisiaj uważa, że albo chciał, żeby go uratowano, ale nie wyszło, albo był złośliwy do samego końca.
Dobre wyznanie. Dziękuję : )
Nie da się odratować kogoś jak skoczy z stołka, bo zrywa się rdzeń kręgowy zazwyczaj. Raczej był gość nieszczęśliwy i pił i awanturował się przez to.
Jeśli sznur byłby za krótki, człowiek może dusić się nawet godzinami.
Jest nawet oficjalna regulacja długości sznura w stosunku do wagi skazańca żeby sznur nie oberwał głowy. Jest na wiki pod tagiem powieszenie. I tak zbyt krótki sznur może spowodować że ofiara będzie się dusić co może trwać znacznie dłużej.
Ooo jaaaaa !!!!
Specjaliści od samobójstw, jeja jakbym miał teraz 13lat i była emo to bym miał mokro. Jesteście super:*
Jeden maleńki zgrzyt.
Kto zabiera stare glany swojej córki, kiedy przeprowadza się do nowego domu? Zwlaszcza, że córka już jakiś czas nie mieszkala z matką.
:)
Skoro się wyprowadziła, to pewnie wzięła z domu wszystko. Możliwe, że córka glanów już nie używała więc były w "starym" domu, a jak mama się przenosiła to nie chciała nic zostawić.
Czemu zgrzyt? Może córka nie nosiła albo wyrosła, mamie pasowały więc stwierdziła że na wsi mogą się przydać do chodzenia po błocie itd
wy to juz nie macie się do czego przypie*dolic: ')
Mogła np je zabrać, bo przydałyby się jej do pracy w ogrodzie. Moja mama chodzi w moich starych glanach z psem na łączkę, zwykłych butów jej szkoda, taki recykling.
Albo też zabrała glany na pamiątke? Córka w mieście, niby dzwoni, ale nie ma tego czegoś, dlatego wzięła sobie te rzeczy, które najbardziej kojarzyła z córką. Kto wie, czy w pudle nie było zdjęć, jakichś pamiątek z dzieciństwa... ;)
Czasami rodzice chodzą w ciuchach po dzieciach...
Ale problem z głowy.
Żeby mój tata tak mamy bronił przed ojcem... Zazdroszczę :/